USS „Zumwalt" wygląda, jakby zaprojektował go przed stu laty grafik futurysta. Składa się z prostych trapezoidalnych brył. Nadwodna część kadłuba jest nietypowa, zwęża się ku górze, a nie rozszerza. Forma jest czysta, zwarta i agresywna.
Ale to nie estetyka zadecydowała o tym, że wybrano taką właśnie bryłę. Dzięki swojej formie okręt dla radaru wygląda jak mała jednostka. Tymczasem jest to najpotężniejszy niszczyciel USA: ma 180 m długości i wyporność 15 tys. ton. Jest też solidnie uzbrojony. Przy jego burtach znajdują się pionowe wyrzutnie rakiet, a na pokładzie umieszczono dwa działa o średnicy 155 mm. Dzięki automatycznemu systemowi ładowania są one bardzo szybkostrzelne: każde wyrzuca dziesięć pocisków na minutę. Ich siła ognia jest porównywalna z tuzinem haubic M198.
USS „Zumwalt" został zaprojektowany z myślą o specyficznych misjach – ma pływać po wodach przybrzeżnych i wspomagać działania na lądzie. Zasięg jego dział to 117 km, co oznacza, że gdyby wpłynął na Zalew Wiślany, mógłby posłać pocisk do któregoś z olsztyńskich jezior.
Cztery generatory dieslowskie zapewniają prąd dla silnika i funkcjonowania okrętu. Razem wytwarzają 78 megawatów mocy, czyli mniej więcej tyle, ile zużywa 10 tys. domów. Ta moc pozwoli w przyszłości zasilać działa elektromagnetyczne albo lasery.
Okręt uroczyście zwodowano w stoczni Bath Iron Works, skąd popłynął rzeką Kennebec na testy morskie. Obejmujący dowództwo „kosmicznego okrętu" kapitan James Kirk mówił o kamieniu milowym, a pracownica stoczni, Kelley Campana, stwierdziła: „to jest przyszłość". Ale czy rzeczywiście „Zumwalt" to przyszłość amerykańskiej marynarki wojennej?
Po raz pierwszy pomysł zbudowania tych okrętów pojawił się w roku 1992 – USA zaplanowały wówczas budowę 32 takich jednostek. Potem mówiło się o siedmiu, następnie o trzech, teraz o dwóch. Wraz ze skracaniem planowanej serii produkcyjnej wzrastała cena egzemplarza, niedawno były to 3 miliardy dolarów, teraz 3,9 miliarda. Standardowy dziś niszczyciel amerykański, DDG-51 (wszedł do produkcji w 1991 roku), jest dwa razy tańszy.
Cena to jedna z wad Zumwalta. Druga jest jak na razie w sferze podejrzeń, być może testy morskie pokażą, czy trafnych. Niektórzy eksperci uważają, że okręt będzie niestabilny – z powodu kształtu kadłuba tzw. tumblehome. Tradycyjny kadłub jest szeroki na dole, potem się zwęża, by w części nadwodnej znów się rozszerzać. „Tumblehome" jest wąski na dole, potem się rozszerza, a nad wodą znów zwęża. Taka budowa daje mniejszą stateczność poprzeczną. Odnosi się to również do „Zumwalta". Przy fali nadchodzącej od tyłu będą momenty, w których rufa będzie wynurzona i okręt może się przewrócić. Takie obawy sformułował znawca tematu Ken Brower. Jeśli testy potwierdzą tę opinię, produkcja „Zumwalta" zakończy się na jednym egzemplarzu.