Według Bloomberg Economics największe bańki są w Nowej Zelandii, Kanadzie i Szwecji. Niewiele ustępują im Stany Zjednoczone i Wielka Brytania.

„Mieszanka czynników spowodowała, że ceny domów poszybowały do bezprecedensowych poziomów na całym świecie”, napisał w raporcie ekonomista Niraj Shah.

Wskazuje on na rekordowo niskie stopy procentowe, potężną stymulację fiskalną, oszczędności zgromadzone podczas lockdownów, ograniczoną dostępność domów oraz oczekiwania na silne ożywienie aktywności gospodarczej.

Popyt na mieszkania nakręcają też pracujący zdalnie potrzebujący większej przestrzeni oraz zachęty podatkowe ze strony niektórych rządów. W wielu krajach OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) wskaźniki cen są wyżej niż przed kryzysem finansowym.

Jednak mimo rosnących pomiarów ryzyka stopy procentowe wciąż są niskie, standardy udzielania pożyczek są generalnie wyższe niż w przeszłości, wdrażana jest też polityka makroostrożnościowa.

Wszystko to sprawia, że nie widać „oczywistego” czynnika, który mógłby spowodować krach. Shah raczej spodziewa się schłodzenia rynków mieszkaniowych niż ich załamania.