Tak zakłada projekt zmian w programie dopłat do kredytów „Rodzina na swoim”. Zgodnie z nowymi przepisami strumień państwowych pieniędzy od 1 lipca przyszłego roku miałby być skierowany tylko na rynek pierwotny. Potem, z końcem 2012 roku, program ma być zupełnie zlikwidowany.

[srodtytul]Znikają tylko atrakcyjne[/srodtytul]

Pośrednik Cezary Szubielski, dyrektor żoliborskiego biura Krupa Nieruchomości, ocenia, że choć wtórny rynek mieszkań zdecydowanie ruszył wiosną tego roku, to nie było to jednak związane z zapowiadaną likwidacją dopłat do kredytów.

– Być może klienci bardziej oczekują na obniżki cen mieszkań czy też kosztów nabycia lokali związanych z zapowiadaną likwidacją licencji dla pośredników w obrocie nieruchomościami – zastanawia się Cezary Szubielski.

[wyimek]28 proc. spośród 8150 ofert zamieszczonych w ostatnim miesiącu w Szybko.pl spełnia w Warszawie kryterium ceny i wielkości narzucone w programie „RnS”[/wyimek]

Także Joanna Lebiedź, pośredniczka z agencji Lebiedź i Lebiedź, ocenia, że wyścigu po oferty nie widać. – Jednak te w atrakcyjniejszych cenach dość szybko znajdują nabywców – zauważa pośredniczka.

Podobnie sytuację oceniają eksperci z firmy Emmerson. – Nie obserwujemy rynkowej gorączki i wzmożonego zainteresowania mieszkaniami w związku z zapowiedzią wycofania „Rodziny na swoim” z rynku wtórnego oraz zawieszenia programu do 2012 roku – mówi Waldemar Oleksiak, pełnomocnik zarządu spółki Emmerson.

Według niego popyt wciąż jest dziś słabszy niż w czasach boomu. – A program „RnS” ma swoje ograniczenia, tzn. limity i sztywne warunki. Ponadto, oferta kredytowa banków jest coraz bogatsza i bardzo konkurencyjna. A popyt najlepiej stymuluje właśnie atrakcyjna oferta kredytowa i rosnąca liczba klientów ze zdolnością kredytową – tłumaczy przedstawiciel Emmersona.

[srodtytul]Trudno w Śródmieściu[/srodtytul]

Jak podaje Cezary Szubielski, połowa mieszkań w ofercie Krupa Nieruchomości mieści się w programie RnS. W puli mieszkań, do których zakupu dołoży się państwo, dominują jednak lokale z Targówka, Białołęki, Ursusa, Bemowa i obu Prag.

– Aczkolwiek w każdej niemal dzielnicy można znaleźć takie oferty. Najtrudniej na Żoliborzu, Starym Mokotowie i Starej Ochocie – przyznaje pośrednik z Krupa Nieruchomości.

Dużo mniej ofert pozwalających na dopłaty znajdziemy w agencji Lebiedź i Lebiedź.

– Program „RnS” ma dość ograniczone pole manewru w związku z ustalonym maksimum ceny za metr, więc podaż takich ofert nie jest zbyt duża. A dzielnica nie ma znaczenia – tłumaczy Joanna Lebiedź. – W przypadku rynku wtórnego to, czy oferta mieści się w limicie, zależy także od tego, czy sprzedający rozumie zasady działania wolnego rynku i nie ustala stawki na niebotycznym poziomie. Rynek pierwotny rządzi się nieco innymi zasadami. Deweloperzy często budują całe osiedla, zazwyczaj w peryferyjnych dzielnicach, z założeniem sprzedaży z kredytem „RnS”. W takich przypadkach każdy lokal jest wystawiany w cenie umożliwiającej dopłaty – dodaje.

W bazie Emmersona cenowe kryteria dopłat spełnia jedna trzecia ofert z Warszawy. – Większość z nich to nieruchomości z peryferyjnych dzielnic Warszawy, głównie z Wawra, Białołęki i Targówka. Zdarzają się również oferty z Mokotowa, Ursynowa i Wilanowa – wylicza Waldemar Oleksiak. – Trudno byłoby znaleźć taką ofertę jedynie na Śródmieściu i Żoliborzu – dodaje. Podkreśla, że część warszawskich ofert mieści się nawet w limicie dla województwa mazowieckiego (6046 zł za 1 mkw.).

Pośrednicy przyznają, że standard mieszkań „z dopłatami” może być bardzo różny. – Są propozycje w stanie idealnym, wystarczy tylko wnieść walizki. Ale są też lokale do generalnego remontu – przyznaje Joanna Lebiedź.

Cezary Szubielski zastrzega jednak, że jeśli lokal jest w dobrym czy też bardzo dobrym stanie technicznym, to będzie to tańsza lokalizacja. – Mamy wiele takich lokali na Targówku czy Grochowie. Znacznie mniej jest ich na Bemowie czy Woli. W drogich dzielnicach, jak Żoliborz czy Mokotów, w programie dopłat mieszczą się lokale wymagające nieraz znacznego remontu – mówi pośrednik. Według niego statystyczny sprzedający oczekuje nabywcy z gotówką i z trudem akceptuje wiadomość, że potencjalny nabywca będzie ubiegał się o kredyt. – Wpłynęły na to złe doświadczenia z ubiegłych dwóch lat, gdzie wiele transakcji rozpadało się po umowie przedwstępnej z powodu nieotrzymania kredytu – tłumaczy Szubielski.

– W negocjacjach kwestia limitu dopłaty nie odgrywa znaczącej roli – dodaje Waldemar Oleksiak. – Jeżeli właściciel nie zgadza się na oferowaną cenę, argument dotyczący dopłat nie będzie miał znaczenia – dodaje.