Banki w I kwartale udzieliły 56,5 tys. kredytów mieszkaniowych, o 2 proc. więcej niż w czwartym kwartale 2019 r. Ich łączna wartość to 16,62 mld zł, co oznacza wzrost o blisko 6 proc. wobec poprzedniego kwartału - wynika z raportu AMRON-SARFiN. W ujęciu rok do roku liczba i wartość kredytów urosły odpowiednio o 11,6 proc. i 22,3 proc.

Ze względu na zawirowania spowodowane pandemią koronawirusa i jej konsekwencjami w sferze gospodarczej, wielu ekspertów spodziewało się istotnego osłabienia akcji kredytowej już w marcu. Jednak mimo wprowadzenia w połowie marca zakazu przemieszczania się, tylko w omawianym miesiącu banki udzieliły 19,8 tys. kredytów na 5,97 mld zł, czyli więcej odpowiednio o 6,7 proc. i 9,32 proc. wobec lutego oraz rok do roku o odpowiednio 4,9 proc. i 16,1 proc. Efekt pandemii widoczny był dopiero w kwietniu i skutkował spadkiem liczby udzielonych kredytów do 16,3 tys., podczas gdy w marcu było to 19,8 tys.

- Jeśli działania rządu przyniosą pożądany skutek i epidemia zostanie wygaszona w ciągu kilku miesięcy, rynek szybko się otrząśnie i po pierwszym szoku w postaci ograniczenia liczby transakcji przyjdzie ożywienie. Jeśli jednak sytuacja nie zostanie szybko opanowana, gospodarka - również światowa - mocno zwolni, Polacy stracą stabilizację i poczucie bezpieczeństwa i tym samym wzrośnie niechęć do ponoszenia dużych wydatków – w tym mieszkaniowych – mówi Jacek Furga ze Związku Banków Polskich.

Przeciętna wartość kredytu mieszkaniowego udzielonego w I kwartale wyniosła 293,8 tys. zł oznacza wzrost o 3,8 proc. w porównaniu z IV kwartałem 2019 roku, ale w kwietniu przekroczyła poziom 300 tys. zł. Z raportu wynika, że w pierwszych dwóch miesiącach 2020 roku zmiany przeciętnego kosztu nowych kredytów mieszkaniowych dla gospodarstw domowych były minimalne, jednak pandemia spowodowała, że banki stały się ostrożniejsze i już w marcu zaostrzyły warunki udzielania kredytów, przyjmując bardziej konserwatywne podejście przy ustalaniu zdolności kredytowej, podwyższając poziom minimalnego wkładu własnego oraz podnosząc poziom marży kredytowych.

Na koniec marca średnia marża kredytu hipotecznego (w wysokości 300 tys. zł, przy poziomie LtV 75 proc., udzielonego na 25 lat) wynosiła 2,16 proc., co oznacza wzrost o 0,04 p.p. w porównaniu do poprzedniego miesiąca i o 0,06 p.p. w porównaniu do grudnia 2019 roku. Jednak 18 marca stopa referencyjna została obniżona do poziomu 1 proc., a WIBOR 3M na koniec marca wyniósł 1,17 proc. (kolejna obniżka o 50 pb nastąpiła na początku kwietnia i WIBOR zszedł w okolice 0,70 proc.). Dlatego pomimo wzrostu marż kredytowych, średnie oprocentowanie modelowego kredytu hipotecznego spadło i na koniec I kwartału wyniosło 3,35 proc. (o 0,50 p.p. mniej niż w lutym i o 0,47 p.p. mniej niż w grudniu 2019 r.

Co dalej ze sprzedażą kredytów? Wartość BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe wyniosła w kwietniu -27,6 proc. Oznacza to, że w kwietniu w przeliczeniu na dzień roboczy banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę mniejszą o 27,6 proc. niż rok temu i sugeruje, że sprzedaż w maju i czerwcu (procedowanie zajmuje około dwóch miesięcy) będzie pod presją.

Furga wskazuje, że już w marcu widać było pierwsze zmiany w zachowaniu zarówno kupujących, jak i sprzedających. Ruch na portalach sprzedażowych był zdecydowanie mniejszy, ceny ofertowe nie rosły tak szybko, jak dotychczas, a liczba zawieranych transakcji nieznacznie spadła. - Wszystko to jednak nie jest oznaką gwałtownego załamania, a jedynie chwilowego zastoju na rynku mieszkaniowym. Skalę wpływu pandemii na ceny mieszkań i wielkość rynku będziemy mogli ocenić dopiero w kolejnych miesiącach. Kolejne dwie obniżki podstawowych stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego, a co za tym idzie spadek oprocentowania lokat bankowych w połączeniu z wysoką inflacją, sprawiać będzie, że nieruchomości nadal będą postrzegane przez Polaków jako atrakcyjny sposób lokowania nadwyżek finansowych, a jednocześnie bardzo dobra – wypracowana w poprzednich latach - sytuacja finansowa deweloperów i niewielka nadpodaż nie skłania do obniżek cen na rynku pierwotnym. Wydaje się więc, że w najbliższej przyszłości nie można liczyć na znaczne obniżki, choć dynamika wzrostów raczej nie będzie już tak wysoka jak w 2019 roku – mówi Furga.