Banki pożyczyły mniej na mieszkania w IV kwartale ubiegłego roku zarówno jeśli chodzi o liczbę kredytów (58,8 tys.), jak i ich wartość (10,8 mld zł) – podał Związek Banków Polskich. To gorsze wyniki niż kwartał wcześniej, ale także od tych z 2010 roku.
Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich, uważa, że spadkowy trend akcji kredytowej jest wynikiem zaostrzenia regulacji przez Komisję Nadzoru Finansowego, jak i działań rządu, który zadecydował o ograniczeniu programu „Rodzina na swoim". Jego zdaniem jak najszybciej trzeba uruchomić powszechny system długoterminowego oszczędzania na cele mieszkaniowe.
Zdaniem Michała Krajkowskiego, głównego analityka Domu Kredytowego Notus, nawet wprowadzenie nowego programu mającego zastąpić „Rodzinę na swoim" nie spowoduje, że klienci będą chętnie zaciągali kredyty, jeżeli ich sytuacja zawodowa będzie niestabilna.
– Kluczem do rozwoju rynku kredytowego jest raczej poprawienie nastrojów i stabilny rozwój gospodarczy – podkreśla Krajkowski.
Przeciętnie w czwartym kwartale 2011 r. pożyczaliśmy na mieszkanie niewiele ponad 207 tys. zł. W przypadku kredytu złotowego było to ponad 184 tys. zł, podczas gdy średnia wartość kredytu denominowanego w walutach obcych przekroczyła 352 tys. zł.
Ponad 32 proc. wszystkich, którzy zadłużali się na mieszkanie w IV kwartale ub.r., pożyczało od 100 do 200 tys. zł, prawie 23 proc. do 100 tys. zł, a 20 proc. klientów banków – od 200 – 300 tys. zł.
– Spadła natomiast liczba nowo udzielonych kredytów na kwotę 400 tys. zł i wyższą – podaje Jacek Furga, przewodniczący Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości Związku Banków Polskich.
Eksperci ZBP przewidują, że w tym roku liczba zawieranych umów kredytowych może być niższa od ubiegłorocznych wyników nawet o 15 proc.
– Wyniki akcji kredytowej zarówno w III, jak i IV kwartale ub.r. potwierdzają, że mamy do czynienia z trendem spadkowym. Obawiam się, że będzie on kontynuowany w 2012 roku. Powinno to zostać potraktowane jako czytelny sygnał dla rządu i parlamentu, iż nadszedł już czas na odważne decyzje w polityce mieszkaniowej – mówi Jacek Furga.
Jerzy Ptaszyński, analityk rynku nieruchomości w centrum Amron, zwraca uwagę, że trudno prognozować, co stanie się na rynku, ponieważ nie dość, że została wprowadzona rekomendacja S i wygaszany jest program „Rodzina na swoim", to z końcem kwietnia wchodzi jeszcze w życie ustawa deweloperska, która może zachwiać rynkiem nowych mieszkań.
Michał Wydra ze Związku Banków Polskich przyznaje, że „zima schłodziła rynek kredytów hipotecznych". – Może zamknięcie programu dopłat do kredytów podgrzeje rynek na koniec roku i wtedy wzrośnie poziom akcji kredytowej – zastanawia się ekspert ZBP.
Z danych Amron i ZBP wynika, że w 2011 roku w największych miastach w Polsce spadała wartość nowo udzielanych kredytów. To może oznaczać, że kupujemy tańsze mieszkania oraz że stać nas na coraz mniej, bo spada zdolność kredytowa.
O ile w 2008 roku na Warszawę przypadało ponad 32 proc. spośród wszystkich udzielonych wtedy w kraju kredytów hipotecznych, o tyle w 2011 roku – już tylko 25 proc.
Najchętniej zadłużamy się na mieszkanie 25 – 35 lat (60 proc. kredytobiorców) oraz na 15 – 25 lat (21 proc. klientów banków). Tylko 11 proc. z nich decyduje się na kredyty do 15 lat. Im bowiem dłuższy okres spłaty, tym więcej można pożyczyć.
Opinia dla „Rz"
Michał Krajkowski główny analityk Domu Kredytowego Notus
Na rynek kredytów mieszkaniowych w tym roku oddziaływać będzie kilka czynników, które mogą, ale nie muszą zadecydować o spowolnieniu akcji kredytowej.
Należy do nich zaliczyć ograniczenia związane z wygaszaniem programu „Rodzina na swoim", a także niekorzystne zmiany w sposobie liczenia zdolności kredytowej, wynikające z rekomendacji S.
Czynniki te mogą spowodować mniejszą skłonność do zaciągania kredytów oraz zwiększenie wymogów banków w zakresie dochodów klientów i zabezpieczeń.
Mała dostępność kredytów walutowych też może oddziaływać negatywnie na tych, których widmo wysokiej raty w złotych może zniechęcić do kredytu lub spowoduje zaciągnięcie długu w rodzimej walucie, ale niższego.