W miejscowych planach jest mnóstwo błędów i nieprecyzyjnych sformułowań, co utrudnia załatwienie formalności budowlanych niezbędnych do rozpoczęcia inwestycji.
Zgaduj-zgadula
Prawnicy i inwestorzy są zgodni, że wielu problemów można by uniknąć, gdyby plany były pisane w jasny, klarowny sposób i przy wykorzystaniu pojęć powszechnie stosowanych w prawie.
– Tymczasem ich autorami często są architekci, którzy ich nie znają – uważa Stefan Jacyno, adwokat i partner w kancelarii Wardyński i Wspólnicy.
85 tys. pozwoleń na budowę w pierwszym półroczu 2015 r. wydali starostowie
– Jak rozumieć np. sformułowanie „wewnątrzkwartałowe powiązanie piesze"? Czy chodzi również o drogi publiczne? – zastanawia się Rafał Dębowski, adwokat. – Tymczasem właściwa interpretacja – dodaje – ma zasadnicze znaczenie. Inwestor nie dostanie bowiem pozwolenia na budowę, jeżeli jego budynek nie będzie posiadał dostępu do drogi publicznej.
Inny problem, który często występuje, to opisanie w procentach, ile na danym terenie może być zabudowy określonego rodzaju.
– Jeden z miejscowych planów przewiduje, że w danym rejonie dopuszczalne jest tylko 30 proc. zabudowy usługowej – mówi adwokat Dębowski. – Dokument ten jednak nie wyjaśnia, jak te 30 proc. liczyć, czy konkretna inwestycja mieści się w tych 30 proc. czy już nie, a tym samym czy wolno ją przeprowadzić.
Sieć, której nie ma
Zdarzają się też kwiatki takie jak w planie rejonu ul. Puławskiej w Warszawie. Przewiduje on, że nowe budynki muszą być podłączone do projektowanych sieci dostarczających media. Tymczasem budowy żadnych jeszcze nie rozpoczęto. Inwestor mógłby więc czekać w nieskończoność, aż tajemnicza sieć powstanie. Jeden z nich nawet wniósł skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie i wygrał.
35 tys. wydanych pozwoleń dotyczyło domów jednorodzinnych. To najczęstsze inwestycje w Polsce
WSA stwierdził, że gmina takim zastrzeżeniem przekroczyła przyznane jej przez konstytucję władztwo planistyczne.
Pytania do wojewodów
Problem dostrzegł również Polski Związek Firm Deweloperskich.
– Z powodu błędów coraz więcej planów uchylają sądy administracyjne – mówi Konrad Płochocki, dyrektor biura PZFD. – Postanowiliśmy poznać skalę zjawiska i zwróciliśmy się do wszystkich wojewodów z pytaniem w tej sprawie.
PZFD interesowało, w ilu przypadkach w ostatnich dziesięciu latach wojewoda wystąpił w trybie nadzorczym o stwierdzenie nieważności miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego.
– Udzielenia odpowiedzi odmówił nam tylko jeden, małopolski. Wygraliśmy z nim w sądzie. Wkrótce więc przygotujemy wyniki naszej sondy – wyjaśnia dyrektor Płochocki.
Zdaniem PZFD uchylanie planów z powodu błędów nie służy stabilności obrotu prawnego.
Na wokandach sądowych sporo jest też spraw, które dotyczą kolizji planów z wydanymi dużo wcześniej warunkami zabudowy i pozwoleniami. Zdaniem prawników pokazuje to całkowity brak współpracy urzędów.