230 lat temu, 14 grudnia 1782 roku, bracia Montgolfier wypuścili z przydomowego ogródka swój pierwszy balon o objętości 18 m

3

, który osiągnął wysokość 250 m.

Tekst z archiwum "Rzeczpospolitej"

, z dodatku "Samoloty i ludzie"

Świadczą też o tym przekazy z czasów antycznych i średniowiecza o bezskutecznych, z reguły tragicznych próbach lotu szybowego. Aż do XIX wieku wyobrażano sobie ludzkie latanie jako naśladowanie ptasiego. Jednak pierwszy raz wzbito się w przestworza w zupełnie inny sposób – balonem, lżejszym od powietrza atmosferycznego.

Torebka braci Montgolfier

Próby doszukiwania się źródeł pomysłu balonu w średniowiecznych chińskich latawcach, w których podgrzewano powietrze, czy w woskowych figurach napełnionych ogrzanym powietrzem, które wypuszczał Leonardo da Vinci z okazji koronacji papieża Leona X w 1513 roku, są dość naciągane. Prekursorem był raczej XIV-wieczny filozof Albert z Saksonii, który twierdził, że mogą istnieć przedmioty „pływające” po powierzchni oddzielającej strefę powietrza od leżącej ponad nią – jak sądzono – strefy ognia, podobnie jak niektóre przedmioty pływają po powierzchni oddzielającej powietrze od wody.

Prawdziwa historia balonu zaczyna się w 1658 roku, kiedy możliwość lotów aerostatów zasygnalizował jezuita niemiecki Caspar Schott. W sierpniu 1709 roku duchowny portugalski Bartholomeu Lourenćo de Gusmčo, przekonując władcę Portugalii Jana V do stworzenia powietrznej floty wojennej, zaprezentował mu kulę ze śmigłem, która uniosła się aż po sufit.

W 1782 roku bracia Michel Joseph i Étienne Jacques de Montgolfier, francuscy papiernicy z Annonay, zaczęli – po lekturze traktatu Josepha Priestleya o powietrzu – eksperymentować z papierowymi torebkami, które wzlatywały pod sufit napełniane gorącym powietrzem nad piecem kuchennym. Ponoć pomysł balonu zrodził się, gdy zobaczyli wydymaną i unoszoną przez rozgrzane powietrze koszulę zawieszoną nad kominkiem. Tak czy owak 5 czerwca 1783 roku z rynku w Annonay wypuścili swój pierwszy balon z papieru o średnicy ponad 10 m.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Prezerwatywa Charlesa

Na wieść o tym Akademia Nauk poleciła, by zbadał tę sprawę Jacques Alexandre César Charles – z czasem wybitny badacz i odkrywca własności gazów. Akademik, któremu nie chciało się tłuc z Paryża do Annonay, oparł się na niedokładnych relacjach i doszedł do wniosku, że Montgolfierowie napełnili balon wodorem, jedynym znanym wówczas łatwo dostępnym gazem, znacznie lżejszym od powietrza. Przekonany o słuszności swych domysłów, skonstruował balon napełniony wodorem, który wypuścił w Paryżu 27 sierpnia 1783 roku. Ponieważ wodór przenika przez tkaniny, powłoka balonu musiała być gumowana, w czym dopomogli bracia Robert, producenci prezerwatyw dla dworu królewskiego. W ten sposób Charles – sądząc, że tylko powtarza doświadczenie Montgolfierów – stał się bezwiednie wynalazcą nowego typu balonu. Sprawa wyjaśniła się we wrześniu, kiedy bracia przybyli do Paryża i zademonstrowali swój balon.

Donosząca o tym wydarzeniu „Gazeta Warszawska” podaje, że balon Charlesa spadł „we wsi Gonesse o 4 mile odParyża, gdzie wieśniacy, widokiem tej machiny przestraszeni, postąpili z nią jak z jakim straszydłem z nieba spadłym...”. Rywalizacja obu rodzajów balonów, zwanych potocznie od nazwisk wynalazców mongolfierami i szarlierami, trwała do końca XVIII wieku. Później balony napełniane ogrzanym powietrzem wyszły z użycia, by ponownie znaleźć zastosowanie, już w naszych czasach, w sporcie balonowym.

Na razie jednak 19 września 1783 roku Montgolfierowie wypuścili w Wersalu balon, po raz pierwszy z pasażerami w koszu: kaczką, kogutem i baranem. Prasa donosiła, że po wylądowaniu zwierzęta „żyły wszystkie i zgoła nie zdziczały”.

Pierwsi śmiałkowie i bielizna do wymiany

Sytuacja dojrzała do przeprowadzenia lotu z załogą ludzką. Wszelako Ludwik XVI nie chciał narażać życia ludzkiego w tak ryzykownej eskapadzie. W końcu uległ: początkowo – w imię nauki – miejsce w koszu balonowym mieli zająć dwaj przestępcy, jednak po protestach dworaków, że nie godzi się, aby głównymi bohaterami epokowego wydarzenia byli złoczyńcy, wybór padł na nauczyciela chemii i fizyki Jeana Franc, ois Pilatre de Roziera i markiza Franc, ois Laurenta d’Arlandesa. 21 listopada 1783 roku dokonali przelotu mongolfierą nad Paryżem.

„... Bania podniosła się na powietrze z wielką wspaniałością i wygórowała najmniej do trzech tysięcy stóp [...]. Gdy się podniosła na 250 stóp, dobrze jeszcze widziani byli Margraf d’Arlandes i P. Pilatre de Rozier, w niej będący, i zdjęciem kapelusza patrzących żegnający; ale w dalszej wysokości już ich dojrzeć niemożna. Sama zaś Machina zawsze widoczna była w pięknej barzo formie. Wszystkich patrzących serca ściśnione były, już przez zdziwienie, już przez bojaźń o tych uczonych i młodych ludzi, którzy na taką powietrzną podróż odważyli się, a to jeszcze mając przy sobie pałający piec, od którego płótnem tylko oddzieleni byli, a przy nim galeria materiałami do zapału zdatnymi napełniona. [...] Pod czas tej powietrznej podróży, dodawaniem ustawnym ognia tak się bania zagrzała, że się kurczyć i marszczyć z trzaskiem zaczęła; zaczym oba zaraz zgodzili się, że czas do ziemi zabierać się. Umniejszywszy zatym ognia, spuszczać się na dół zaczęli, lecz widząc, że im przylądować przyszłoby na Paryskie dachy lub na Wieże Kościelne S. Suplicjusza (które im, owszem cały Paryż, gdy byli w najwyższej wysokości, tak się wydawał jak kupa złożonego gruzu lub kamieni), przeto [...] znowu śmiało dodali ognia i wynioższy się w górę, przelecieli Paryż, a potym spuścili się na wolne pole. Xiąże de Chartrtes, nie spuszczając z oka tej lecącej Machiny, biegł z nią w zawod i najpierwszy przybiegł do tych śmiałych Mężów, nie tylko im powinszować, ale też ich orzeźwić po takiej, krótkiej wprawdzie, ale nader trudnej podróży. Najpierwsze staranie było odmienić im bieliznę, gdyż powrócili z tej drogi zlani potem, częścią od pracy koło swego pieca, częścią też może od słusznego strachu, szło im albowiem o dwie wielkie razem rzeczy, to jest o życie i honor. Zeznali wszakże, że przez tak znaczną odmianę powietrza najmniejszego na zdrowiu pomieszania nieczuli”.

„... Bania podniosła się na powietrze z wielką wspaniałością i wygórowała najmniej do trzech tysięcy stóp [...]. Gdy się podniosła na 250 stóp, dobrze jeszcze widziani byli Margraf d’Arlandes i P. Pilatre de Rozier, w niej będący...”

1 grudnia Charles wzleciał szalierą, która miała już wszystkie podstawowe cechy nowoczesnego balonu: jej powłoka z gumowanej tkaniny opleciona była siatką, na której zawieszony był kosz; nadto balon wyposażony był w klapę umożliwiającą wypuszczanie gazu z powłoki podczas lotu, w balast oraz w barometr służący do pomiarów wysokości wzniesienia.

Pęcherz pod Warszawą

Szybko zaczęto wypuszczać balony również w innych krajach: przed końcem 1783 roku w Anglii, Holandii i Mediolanie. Rok później balonowe szaleństwo dotarło do Polski: doświadczenia balonowe przeprowadzono w Warszawie, Krakowie, Lwowie, Kamieńcu Podolskim, Puławach i Pińczowie.

Jak donosi „Gazeta Warszawska”, 10 marca balon wypuszczony przez Stanisława Okraszewskiego, nadwornego chemika Stanisława Augusta, „postrzegł wieśniak (Wojciech Lasota) ze wsi Grodziska do Starostwa Warszawskiego należącej, do lasu jadący, na łące wodą oblanej, leżącego między krzakami, i rozumiał, że była jakaś ze skóry odarta zwierzyna. Przybliżywszy się potym, gdy ujrzał zawieszone wstążki, obawiać się począł, aby nie były jakie szkodliwe gusła lub czary, ta zaś bojaźń bardziej się powiększyła, że ciągnąc za wiszące wstążki nic przy nich nie znalazł tylko zmoczony pęcherz. Odważył się jednak wziąć go do domu dla naradzenia się o nim całej gromady. Różni różne dawali o tym pęcherzu zdania, na ostatek postrzegłszy przy nim napisaną kartę, zgodzili się wszyscy zanieść to widowisko do księdza Bernardyna w Grodzisku mieszkającego. Udał się tam wieśniak, a zrozumiawszy rzecz całą od zakonnika, mianowicie, że na tej karcie obiecana była nagroda znajdującemu ten balon, przybiegł z nim do Warszawy; i od Najjaśniejszego Pana łaskawie udarowanym zostawszy, tym z większą radością do domu powracał, iż bardzo pod ten czas potrzebował pieniędzy na chrzciny w tę właśnie porę urodzonego swojego syna...”.

Lot nad La Manche

W 1784 r. dokonano też pierwszych wzlotów załogowych balonem poza granicami Francji. W Edynburgu mongolfierą przeleciał się James Tytler, szkocki pisarz i entuzjasta nauk ścisłych, a w Londynie szarlierą – neapolitański dyplomata Vincenzo Lunardi.

3 czerwca 1784 roku w Lyonie pierwszą aeronautką została Élisabeth Thible. W entuzjastycznej relacji „Gazety Warszawskiej” czytamy: „W Lugdunie albowiem, gdy Pan Fleurand Malarz zrobił balon, ofiarowała się do kompanii podróży powietrznej Jejmość Pani Thible i puściwszy się z nim o godzinie 4 wieczornej, oraz podnióższy się w górę na 8400 stóp Paryskich, przez trzy kwadranse po powietrzu żeglowała. Jakoż kolega jej Pan Fleurand szczęśliwość tak trudnej powietrznej podróży tej Damie jedynie przypisuje. Ona albowiem przez cały ten latania przeciąg nieustraszona, ona zawsze sobie przytomna, ona na wszystkie okoliczności przezorna, ona na wszelkie przypadki baczna, ona do pracy w rozżarzaniu piecyka nieustanna, ona, słowem mówiąc, była do wszystkiego”.

7 stycznia 1785 roku Francuz Jean Pierre Blanchard i Amerykanin John Jeffries, lekarz z Bostonu, przelecieli szarlierą ponad kanałem La Manche, z Dover do okolic Calais. Blanchard stał się wkrótce najsławniejszym z zawodowych aeronautów zarobkujących urządzaniem – nie tylko w Europie – publicznych pokazów balonowych, m.in. w Warszawie, gdzie w maju 1789 roku odbył pierwszy lot balonem, i Stanach Zjednoczonych. Łącznie odbył 66 powietrznych podróży.

Balony na wojnie

Niestety, balony szybko znalazły zastosowanie na polu walki. 2 czerwca 1794 roku wojska Republiki Francuskiej użyły po raz pierwszy balonu obserwacyjnego pod Maubeuge. Nazywał się Entreprenant, a pierwszym obserwatorem był kapitan Jean M. J. Coutelle. Austriacy ostrzeliwali go, póki nie wzniósł się na bezpieczną wysokość. Trzy tygodnie później balon przyczynił się walnie do zwycięstwa w bitwie pod Fleurus, a w 1795 roku Francuzi użyli go w czasie oblężenia Moguncji. Były to wszystko balony na uwięzi. Napełniano je wodorem, który wytwarzano na miejscu w warunkach frontowych. Poza znacznym polepszeniem rekonesansu, z pewnością odegrały niemałą rolę psychologiczną.

Od połowy XIX wieku używano balonów obserwacyjnych, o kulistym kształcie czaszy, w niemal wszystkich wojnach. W 1896 roku Niemcy wprowadzili balony nowego wydłużonego, „kiełbaskowatego” kształtu. Od nich wywodzą się balony zaporowe, które, dodatkowo uzupełnione specjalnymi stalowymi sieciami, odegrały niemałą rolę jeszcze w ostatniej wojnie światowej: angielskie „schwytały” ponad 200 niemieckich pocisków rakietowych V-1.

Balonów użyto również do pierwszych nalotów bombowych. 12 lipca 1849 roku Austriacy wysłali nad obleganą Wenecję eskadrę niewielkich, bezzałogowych mongolfier załadowanych bombami z opóźnionym zapłonem. Operacja zakończyła się jednak fiaskiem, ponieważ wiatr spędził balony znad miasta. Dopiero podczas pierwszej wojny światowej, dzięki użyciu sterowców – niezawodne konstrukcje pojawiły się około 1900 roku – przeprowadzano skuteczniejsze bombardowania z powietrza.

Podczas oblężenia Paryża przez armię pruską w latach 1870 – 1871 balony wysyłano z Paryża przede wszystkim dla utrzymania łączności z resztą kraju. Nie trzeba dodawać, jak korzystnie wpływało to również na morale paryżan odciętych od świata. Bezużyteczny w tych warunkach dworzec kolejowy Gare du Nord zamieniono na wielką fabrykę balonów. Wypuszczono ich łącznie 68 (w tym jeden bez załogi). Startując głównie nocą, wyniosły z oblężonego miasta 168 osób, m.in. Leona Gambettę, który 7 października 1870 r. wyleciał ze stolicy w celu organizowania na prowincji dalszej walki z Prusakami. Balony przeniosły też ponad 3 mln listów o łącznym ciężarze około 10 ton, ponad 400 gołębi pocztowych, które miały dostarczać wiadomości do stolicy (powróciło tylko 57), oraz pięć wytresowanych w tym samym celu psów (z tych nie powrócił żaden). Zastosowano wówczas po raz pierwszy technikę mikrofilmowania listów, dzięki czemu owe 57 gołębi przyniosło około 100 tys. wiadomości. Z wypuszczonych balonów 54 wylądowały na obszarze Francji (18 przejęli Prusacy), dwa pechowo na terenie Prus, dwa utonęły w morzu, pięć dotarło do Belgii, cztery osiągnęły Holandię, a jeden doleciał aż do Norwegii.

Im wyżej, tym zimniej

Balony wykorzystywano też do badań naukowych. Charles na własnej skórze przekonał się, że im wyżej, tym zimniej: okazało się, że na wysokości 3 km temperatura była niższa o 12 stopni C od panującej na powierzchni ziemi. Poza uczuciem zimna uczony nie stwierdził jednak żadnych innych zmian w organizmie. W 1803 roku Robertson i Lhoste osiągnęli balonem L’Entreprenant wysokość ponad 7 km. Na tej wysokości aeronauci odczuwali ogólne niedomagania i stany lękowe, doskwierał im też stale zwiększający się powyżej 6500 m szum w uszach. Wystąpiły obrzęk warg, przekrwienie spojówek, senność i apatia, natomiast tętno u Robertsona wykazało pewne przyspieszenie, u Lhoste’a zaś zwolnienie.

W sierpniu 1804 roku znakomici uczeni francuscy Jean Baptiste Biot i Joseph Louis Gay-Lussac wzlecieli na wysokość 6400 m, a 16 września tegoż roku Gay-Lussac samotnie osiągnął 7016 m. Aby tego dokonać, wyrzucił nie tylko cały balast, ale i drewniane krzesło, na którym siedział. Młoda pasterka imieniem Susanne zauważyła, jak białe krzesło spadło z nieba na ziemię i zaalarmowała całą okolicę. Mimo sceptycznego nastawienia miejscowego proboszcza uznano to za cud i przeniesiono nieco nadwerężony mebel do kościoła. Sprawa wyjaśniła się kilka dni później, kiedy proboszcz przeczytał w gazecie szczegółowy opis wyczynu Gay-Lussaca.

Plonem naukowym obu tych wypraw było stwierdzenie, że skład atmosfery oraz magnetyzm ziemski nie ulegają zmianom do tej wysokości. Następną poważną ekspedycję podjęli w 1850 roku Francuzi Jacques Alexandre Bixio i Jean-Augustin Barral, dokonując w rozrzedzonym, przejrzystym powietrzu obserwacji astronomicznych. W 1858 roku Felix Tournachon-Nadar, uniósłszy się nad Paryżem, po raz pierwszy wykonał zdjęcie fotograficzne z balonu. Uczony brytyjski James Glaisher wespół ze słynnym aeronautą Henrym T. Coxwellem z pomocą balonu prowadzili badania meteorologiczne.

5 września 1862 roku wzbili się na rekordową wysokość 8838 m. Było to powyżej granicy, na jaką może wznieść się człowiek bez aparatu tlenowego: Glaisher stracił na pewien czas przytomność, a Coxwell, choć zaprawiony w lotach na znacznych wysokościach, również był tego bliski.

Od 1892 roku datuje się regularne wysyłanie specjalnych balonów meteorologicznych, początkowo z pilotem, z czasem wyposażonych w automatyczną aparaturę badawczo-pomiarową. Balony-sondy stosowano do połowy XX wieku. Docierały do najwyższych warstw atmosfery – w 1959 roku jedna z nich wzleciała na 45 720 m.

Zaginieni polarnicy

Wbrew przewidywaniom naszych przodków balon zawiódł całkowicie jako środek komunikacji. Dobitnie świadczą o tym losy wyprawy polarnej szwedzkiego inżyniera Salomona Augusta Andrée (1854 – 1897), Nilsa Strindberga i Knuta Fränkla. 11 lipca 1897 roku wystartowali balonem Örnen (Orzeł) ze Spitzbergenu, po czym zaginął po nich wszelki ślad. Dopiero w 1930 roku wielorybnicy znaleźli na Wyspie Białej szczątki tej wyprawy. Dzięki zachowanym zapiskom oraz zdjęciom uczestników ekspedycji okazało się, że balon spadł po 65 godzinach lotu w odległości 800 km od bieguna północnego, a 300 km od najbliższego lądu. Wprawdzie po trzech miesiącach rozbitkom udało się dotrzeć do Wyspy Białej, ale tam jednak zmarli z wyczerpania i głodu.

Od 1873 roku podejmowano wiele nieudanych prób przelotu balonem nad Atlantykiem. Udało się to, podobnie jak przelot nad Pacyfikiem i dookoła Ziemi, dopiero na przełomie XX i XXI wieku.

Październik 2010