Rozdanie nagród mówi z reguły wszystko: kto był najlepszy, kto zasługiwał na dalszą lokatę, a kto powinien zostać pominięty. Ale zawsze należy czytać między nazwiskami, tak jest też w przypadku XVIII Konkursu Chopinowskiego.

Zwycięstwo 24-letniego Kanadyjczyka urodzonego w Paryżu Bruce'a (Xiaoyu) Liu było właściwie poza dyskusją z chwilą, gdy jako ostatni finalista skończył grać Koncert e-moll Chopina. Wybuch entuzjazmu widzów na sali mówił wszystko: oni mieli swojego faworyta. Nie należy rozumieć, że jurorzy zaakceptowali tę wskazówkę, po prostu Bruce (Xiaoyu) Liu prezentował fantastyczną pianistykę, której walory eksponował umiejętnym doborem utworów.

Geograficzne bogactwo

Konkurs w 2021 r. udowodnił to, że w różny sposób można traktować spuściznę Chopina. Najcenniejsza polska marka jest dziś własnością globalną, co potwierdza zarówno powiększenie listy nagrodzonych do ośmiu osób (po raz kolejny w tym roku jury obeszło ustalenia regulaminu), jak i zestaw laureatów. Mamy w nim pianistów z krajów, których przedstawiciele rzadko w przeszłości wyjeżdżali z Warszawy z nagrodami. A w tym roku uczynią to wywodzący się ze Słowenii Alexander Gadjiev (druga nagroda), Hiszpan Martin Garcia Garcia (trzecia lokata), Włoszka Leonora Armellini (piąta nagroda) czy sklasyfikowany lokatę niżej Kanadyjczyk J J Jun Li Bui.

Czytaj więcej

Bruce (Xiaoyu) Liu
Konkurs Chopinowski: Kanadyjczyk Bruce (Xiaoyu) Liu ze złotym medalem

Klęskę ponieśli Chińczycy, którzy stawili się tłumnie – jedna czwarta z 87 uczestników pochodziła z tego kraju, a tylko jeden, Hao Rao, znalazł się w finale, w którym nie zabłysnął. Nie sprawdziła się przepowiednia, że zaleje nas chińskie tsunami. Nie wystarczy mieć kilka milionów uczniów, trzeba umieć znaleźć diament i go potem oszlifować.

Wrócili za to do gry Japończycy, w ostatnich edycjach pozostający w cieniu pianistów z Chin i Korei Południowej. Kyouhei Sorita, który z Alexandrem Gadjievem zdobył ex aequo drugą nagrodę, poszedł tropem sprawdzonym przez ponad pół wieku przez japońskich pianistów, którzy w pobieraniu nauk u polskich pedagogów widzą klucz do sukcesu. On wybrał profesora – i jurora – Piotra Palecznego, ale okazał się kimś więcej niż pojętnym uczniem.

Kyouhei Sorita gra Chopina z osobistym dystansem, potrafi się bawić jego muzyką, ale też wie, jak dotrzeć do jej sedna. Z kolei Aimi Kobayashi, która w 2015 roku bez powodzenia zagrała w finale, teraz może mieć satysfakcję, że wreszcie została doceniona. Całkowicie zasłużenie zresztą, bo na tle licznie obecnych w każdej edycji starannie wyedukowanych, sumiennych Japonek w jej grze jest przykuwające uwagę osobiste podejście do muzyki Chopina.

Najciekawsze w werdykcie jest jasne stanowisko jurorów, kto w ogóle powinien ubiegać się o nagrodę. Finał był rodzajem konfrontacji grupy niesłychanie zdolnej młodzieży, która nie ma jeszcze 20 lat, i grając często brawurowo, zdobyła sobie sympatię publiczności, z pianistami 25-letnimi i starszymi, o sporym już obyciu koncertowym.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Czytaj więcej

Bruce Xiaoyu Liu grał w tegorocznym konkursie na fortepianie włoskiej marki Fazioli.
Konkurs Chopinowski wygrał włoski producent fortepianów. Pokonał potęgi

Z wyjątkiem 17-letniego J J Jun Li Bui z Kanady (szósta nagroda) wszyscy wyjadą bez laurów, jakby nie liczyli się w finałowej rozgrywce. Rzeczywiście ich występ z orkiestrą był najsłabszą częścią programu. Tym niemniej zaskakuje całkowite zlekceważenie 17-letniej Evy Gevorgyan, która przez wszystkie etapy (do finału) szła jak burza.

To talent, jaki objawia się raz na wiele lat, a przy tym ta dziewczyna zdumiewa niezwykłą dojrzałością i niebanalnymi interpretacjami, nie wiadomo wszakże, czy wynikającymi z własnych przemyśleń, czy wyuczonymi.

W kuluarach mówiło się, że przyjechała po zwycięstwo. Emanowała pewnością siebie i może dlatego jurorzy uznali, że w tym pędzie do kariery – bo zdobyła już 40 nagród w konkursach dla młodych pianistów – powinna nieco przyhamować, gdyż ma czas na „dorosłe" sukcesy.

Polskie cienie i blaski

A co z Polakami? Odpowiedź na to pytanie jest najtrudniejsza. Z licznej 16-osobowej ekipy, o której przed konkursem mówiono, że reprezentuje świetny poziom, wysoko zaszedł jedynie Jakub Kuszlik, zdobywszy ex aequo czwartą nagrodę.

Reszta dość gremialnie wykruszała się po drodze, bo też niemal wszyscy byli starannie przygotowani i wyuczeni, ale brakowało polotu, błysku. Dla licznych, różnorodnych i często zaskakujących oryginalnością pianistów stanowili często jedynie tło, tak jak w finale drugi Polak Kamil Pacholec.

Trudno zatem oprzeć się wrażeniu, że nasi pedagodzy nie bardzo wiedzą, jak wydobyć indywidualność u swoich uczniów. Jedyny szlachetny wyjątek – Piotr Alexewicz – niestety odpadł przed finałem. Czy dlatego, że zbytnio odstawał od innych polskich uczestników, a wychowanków jurorów?

Konkurs miał jednak mocny polski akcent, o którym trzeba koniecznie wspomnieć. To orkiestra Filharmonii Narodowej, która za sprawą swojego szefa Andrzeja Boreyki wypadła wspaniale, towarzysząc dwunastu finalistom. Słuchaliśmy na przykład dziewięciu wykonań Koncertu e-moll i za każdym razem był to niemal inny utwór, tak dyrygent z muzykami potrafili dostosować się solisty, dbając, by w czułym partnerstwie mógł on zaprezentować się jak najlepiej. Także dzięki temu ten konkurs był tak pasjonujący.