Romantyków zainteresował przede wszystkim niesłychanie dramatyczny epizod z czasów młodości bohatera. Otóż przyszły Iwan Mazepa (nazwisko wziął od miejsca urodzenia, jako że przyszedł na świat w Mazepince koło Białej Cerkwi) został przywiązany nago do konia przez męża swej kochanki i wygnany w step, gdzie wpółżywego przygarnęli Kozacy i później obrali sobie hetmanem.

Znamy te historię z dramatu Juliusza Słowackiego „Mazepa” (1840 r., wcześniejszą o pięć lat wersję autor spalił po przeczytaniu „Pana Tadeusza”), od 1851 roku, gdy po raz pierwszy wystawiony został w Teatrze Narodowym w Krakowie, wielokrotnie granego na scenach całej Polski, najczęściej ze wszystkich (!) utworów twórcy „Kordiana”, a i sfilmowanego w roku 1975 przez Gustawa Holoubka. Mazepę w tym filmie zagrał Jerzy Bończak.

Zanim jednak Słowacki chwycił za pióro, by zrelacjonować wydarzenia sprzed półtora wieku, których wizje musiał skonfrontować z wydanymi właśnie w 1836 roku, „Pamiętnikami” Jana Chryzostoma Paska, na salony literackie Europy postać kochliwego Kozaka wprowadził sam lord Byron. W 1818 r. w Rawennie napisał on poemat „Mazeppa, a tale of the russian Ukraine” i w następnym roku go opublikował. Romantyczna historia pobudziła wyobraźnię wielu wybitnych artystów, m.in. Wiktora Hugo i Aleksandra Puszkina, w Polsce Bohdana Zaleskiego („Dumka o Mazepie”), w Niemczech R. von Gottschalla. W 1855 r. Chasseriau namalował obraz „Młoda Kozaczka odnajduje zemdlonego Mazepę na dzikim koniu padłym ze zmęczenia”, przedstawiali go też na płótnach Gericault, Poterlet, Delacroix, Vernet („Mazepa wśród wilków”), Devilly. Franciszek Liszt skomponował poemat symfoniczny „Mazepa”, a Pedrotti i Czajkowski skomponowali tak samo zatytułowane opery.

Romantycy wzruszali się losem okrutnie potraktowanego kochanka (Słowacki dodatkowo kazał go zamurować), zgoła inne zdanie miał o nim Pasek, głównie z powodów osobistych. W 1662 r. w Warszawie miał bowiem miejsce zatarg między nimi, tak przez Paska opowiedziany: „Przyszedłem tedy dobrze podpity i mówię do owego Mazepy: »Czołem, panie assawuła!« (oficer kozacki – przyp. K. M.). On też zaraz, jako to była sztuka naparzysta, odpowie: »Czołem, panie kapral!«, z tej racyjej, że mię to Niemcy wartowali w Grodnie. A ja niewiele myśląc, jak go wytnę pięścią w gębę, a potym odskoczę się zaraz. Porwie się on za rękojeść, ja też także; skoczyli: »Stój, stój! Król to tu za drzwiami«. Żaden dworski przy nim się nie oponował, bo go też nie bardzo nawidzili, że to był trochę szalbierz, a do tego Kozak niedawno nobilitowany. Moję też widzieli słuszną do niego urazę i respektowali mię, bo [m] się był już z niemi pokumał i nie kurczyłem się też dla nich w kożdym posiedzeniu. Uczynił się tedy rozruch. Wszedł tedy jeden do pokoju i mówi: »Mości królu, pan Pasek dał w gębę Mazepie«. – A król go zaraz w gębę: »Nie praw lada czego, kiedy cię nie pytają«”.

To, co najważniejsze stać się miało jednak dopiero w następnym roku, po czym – co z satysfakcją stwierdza pamiętnikarz – „Mazepa z konfuzją wyszedł z Polski”. Dowiadujemy się od Paska, że ów zdradzany szlachcic, który spostponował Mazepę, był jego sąsiadem na Wołyniu i zwał się Falbowski (naprawdę Falibowski – przyp. K. M.). „Tak ci nacudował się nad nim, namęczył – czytamy; rozebrawszy go do naga, przywiązał go na jegoż własnym koniu, zdjąwszy kulbakę, gębą do ogona, a do głowy tyłem, ręce opak związano, nogi pod brzuch koniowi podwiązano, potężnie bachmata dosyć z przyrodzenia bystrego zhukano, kańczugami osieczono, a jeszcze nadgłówek mu zerwawszy z głowy, kilka razy nad nim strzelono. Tak tedy jako szalony bachmat skoczył ku domowi”. Po drodze do domu mocno się Mazepa poranił, tak że „stróż poznał głos, otwiera: obaczywszy straszydło, znowu zamknął i uciekł. Wywołał wszystkich ze dworu. Zaglądają drzwiami, żegnają się: on się zwierza, że jest ich pan prawdziwy: nie wierzą. Tak ci ledwie, skoro już też mało rzec mógł, i zbity, i zziębły, puścilić-go. Do żony zaś pojechawszy Falbowski, już wiedział wszystkie sposoby, zakołatał w to okno, którędy Mazepa wchodził; otworzono, przyjęto jako wdzięcznego gościa. Ale też co ucierpiano, tych okoliczności opisać się tu nie godzi, osobliwie jednak od ostróg, na to przygotowanych i umyślnie tu gdzieś koło kolan przywiązanych. Sufficit, że to był znaczny i sławny przykład na ukaranie i upamiętanie ludziom swawolnym. Mazepa zaś ledwie nie zdechł i wysmarowawszy się, z całego wstydu pojechał z Polski”.

[i]Autor jest krytykiem literackim „Rzeczpospolitej”[/i]

[i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=k.maslon@rp.pl]k.maslon@rp.pl[/mail][/i]