Ta deklaracja świetnego brytyjskiego autora zdaje się być niezłomna. 19 stycznia skończył 80 lat i zaraz po urodzinach „Odejście/a” trafiły do rąk czytelników w Wielkiej Brytanii. Wiodącym tematem książki jest pamięć.
To piętnasta książka tego laureata prestiżowej Nagrody Bookera („Poczucie kresu” 2011) i, podobnie jak w poprzednich, splata wątki fikcyjne z autobiograficznymi, zacierając między nimi granice.
Czytaj więcej
16 września o godz. 9.00 zaplanowano premierę serialu „Lalka” w Netfliksie. 30 września odbędzie się premiera kinowa z Marcinem Dorocińskim, Kamilą...
Narratorem powieści jest mieszkający w Londynie pisarz, Julian, chorujący na nowotwór krwi, którego żona zmarła na guza mózgu. Tu należy wyjaśnić, że Julian Barnes, autor książki, rzeczywiście choruje na nowotwór krwi, a w 2008 r. jego pierwsza żona, agentka literacka Pat Kavanagh, zmarła na guza mózgu 37 dni po postawieniu diagnozy – dokładnie tak jak opisuje to pisarz w swojej powieści.
Jednak w jednym z wywiadów Barnes ocenił: „Nie sądzę, by było to moje najbardziej autobiograficzne dzieło, ale to bez wątpienia osobista książka”. Daje w niej czytelnikom pod rozwagę: „Możemy i powinniśmy ufać pisarzom, kiedy opowiadają nam piękne kłamstwa swoich fikcji. Ale mamy też prawo do życzliwego sceptycyzmu, kiedy mówią nam o swoich metodach pracy i ujawniają, »skąd czerpią pomysły«. W innym miejscu pisze: „W mojej opinii można manipulować tłem, jeśli szanuje się centralną, fundamentalną prawdę danej historii”.
Okładka najnowszej książki Juliana Barnesa
Co zataja Julian Barnes
Opowieść toczy się dwoma nurtami. Pierwszy z nich stanowi motyw pary, która rozstaje się w czasach studenckich, by po 40 latach na nowo nawiązać relację. „Ta historia składa się z dwóch części, jako że została przeżyta w dwóch częściach, z długą przerwą pomiędzy” – wyjaśnia autor. Stephen i Jean byli jego przyjaciółmi (studiowali jak Julian na Oxfordzie („możecie to sobie wygooglować” – pisze Barnes) i choć figurują pod zmienionymi imionami, obiecał im, ba, nawet przysiągł, że nie opisze ich historii w żadnej ze swoich książek. A jednak. 40 lat wcześniej wyznawali mu, każde z osobna: „Obawiam się, że doszliśmy do punktu, w którym musimy się albo pobrać, albo rozstać”. Wybrali to drugie, a kiedy zeszli się po raz wtóry, Julian był świadkiem na ich ślubie. „Potraktowałem Stephena i Jean tak, jakby byli postaciami w mojej powieści, przekonany, że mogę ich łagodnie pokierować ku celom, do których dążyłem. Pomyliłem życie z fikcją” – wyznaje pisarz. Ale zrazu nie wyznaje jednak wszystkiego, o czym zdumiony czytelnik sam się przekona.
Czytaj więcej
Reżyser, który w 2024 roku zrzekł się rosyjskiego obywatelstwa, pokazał „DAU”. Nad tym dziełem pracę zaczął prawie 20 lat temu, pokazując człowieka...
Julian Barnes prowadzi z czytelnikami wciągającą rozmowę, grę. Prowokuje, stawiając wiele pytań m.in.: „chcielibyście wiedzieć o samych sobie absolutnie wszystko? To dobry pomysł czy zły?”.
Pułapki pamięci i zabiegi literackie w nowej książce Juliana Barnesa
Drugi wątek książki Barnes erudycyjnie snuje wokół fenomenu pamięci. Przywołuje m.in. mimowolne wspomnienie autobiograficzne (Involuntary Autobiographical Memory IAM) pojawiające się wskutek jakiegoś bodźca u niektórych ludzi. Powołuje się na przykład człowieka, który wyjawił, że „smak szarlotki wywołuje w nim wspomnienia wszystkich szarlotek, które kiedykolwiek jadł; doświadcza ich chronologicznie i zalewają jego umysł niczym kaskada”.
Autor uświadamia, że obok pamięci IAM istnieje też HSAM, czyli Highly Superior Autobiographical Memory – wybitna pamięć autobiograficzna archiwizująca w mózgu z detalami każdy przeżyty dzień jako „krótki filmik”, dostępny na życzenie.
Czytaj więcej
8 października zostanie ogłoszony tegoroczny laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. Bukmacherzy obstawiają Can Xue, Haruki Murakami, Gerald...
Jest też o kryptoamnezji Nietzschego, który w tekście „Tako rzecze Zaratustra” powtórzył słowo w słowo opis zdarzenia ze swej dawnej książki. Lecz to nie był plagiat, ale brak pamięci.
Pojawia się i słynna proustowska magdalenka, która zanurzona w herbacie z lipy wywołała u Marcela kaskadę nieoczywistych, głębokich wspomnień. „Ale może należy uznać, że incydent z magdalenką, jakkolwiek prawdziwy, to zarówno transcendentny klucz, jak i zabieg literacki” – zauważa autor.
Prywatne życie Juliana Barnesa
Barnes wyznaje w powieści, że od pół wieku prowadzi pamiętnik, ale na początku 2021 r. przez trzy miesiące nie napisał w nim ani słowa. „A jednak: nowotwór, COVID, brexit… jest co czuć, nie ma o czym pisać” – to się nazywa zwięzłość!
O swojej nowotworowej chorobie krwi usłyszał: „Nie da się tego wyleczyć, ale da się kontrolować”. Nazywa się „pogodnym pesymistą” (na szpitalny pobyt zabrał filmy Bergmana). Opisuje obawy i strach, kiedy czekał na diagnozę: 24 marca 2020 r., a jego kraj zamykał się z powodu COVID‑u: „zapisałem na nowej kartce notatnika roboczy tytuł, który brzmiał: „Jules był”. A jednak: „Miałem szczęście co do czasów, w których przyszło mi żyć, i szczęście co do swojego życia (…) Przyszłość jawi się w apokaliptycznych barwach” – widzi Barnes.
Czytaj więcej
Wszyscy artyści występujący wraz z Edem Sheeranem na jego amerykańskiej trasie wycofali się z koncertów po tym, jak w wyniku proizraelskich naciskó...
Wszechświat robi swoje, a Julian Barnes nie dowierza sobie
Bardzo dużo jest dygresji, podążania za myślami związanymi z umieraniem, odchodzeniem.
Julian przywołuje pytanie belgijskiej dziennikarki, która jako jedyna zapytała: „Czy buntuje się pan, gdy światło się mroczy?” Odpowiedź Barnesa pada wiele stron później: „Nie, niespecjalnie. Czuję, że trochę się z tym pogodziłem i patrzę na to nieco bardziej filozoficznie”. Przywołuje czas, gdy jego żona umierała na raka mózgu: „buntowałem się, gdy jej światło się mroczyło, ale nie wyobrażałem sobie, by w grę tu wchodziła jakaś chytrze ukryta słuszność czy sprawiedliwość”. Wtedy właśnie nawiedziła go myśl, którą wielokrotnie przywołuje jako uspokajającą puentę: „To tylko wszechświat robi swoje”.
„To zdecydowanie będzie moja ostatnia książka – moje oficjalne odejście, ostatnia rozmowa z wami” – deklaruje pisarz, a w innym miejscu przyznaje, że 10 lat temu udzielił wywiadu dwojgu zaprzyjaźnionym z nim badaczom, którzy wspólnie określili mianem Ostatniego. „Ale sześć miesięcy później, kiedy ukazała się nowa książka, znów udzielałem wywiadów i opowiadałem o niej (…). Ostatnio tamta dwójka zaproponowała mi Drugi ostatni wywiad lub Naprawdę ostatni wywiad. Jeśli go udzielę, zobaczymy, jak długo dotrzymam obietnicy”.
Pocieszające, tak jak zakończenie książki, w którym czytelnik dostaje od Barnesa wzruszający prezent. A jaki – to już trzeba przekonać się samemu.