Od potęgi do upadku państwa. Rozmowa z Kristiną Sabaliauskaite

Polsko-litewska kultura od XVII do XVIII wieku jest dla mnie przede wszystkim piękna – mówi litewska pisarka Kristina Sabaliauskaite, autorka cyklu powieściowego „Silva Rerum”, którego czwarta część właśnie ukazała się w Polsce.

Publikacja: 13.12.2022 03:00

Od potęgi do upadku państwa. Rozmowa z Kristiną Sabaliauskaite

Foto: ALBERT ZAWADA /WYD. LITERACKIE

Polska premiera ostatniej części pani tetralogii „Silva Rerum” odbyła się w Łazienkach Królewskich. Tam też rozgrywa się fragment powieści. To podobno jedno z pani ulubionych miejsc w Warszawie.

Przyjechałam do Warszawy na staż naukowy w 2001 r. i mam tutaj swoje miejsca i wspomnienia. Chodziłam na wykłady do Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego, do Muzeum Narodowego, do Muzeum Narodowego, gdzie mną opiekował się kustosz Malarstwa Europejskiego dr. hab. Antoni Ziemba. pamiętam, że przeznaczałam 10 zł dziennie na jedzenie, a resztę oszczędzałam, ponieważ już miałam w planach wyjazd do Londynu.

Czytaj więcej

Nowa książka noblistki. Nadzieja życia w wyobraźni

Mieszkała pani w akademiku przy ulicy Belwederskiej, tuż za płotem Łazienek.

Chodziłam do wiewiórek i pawi, by jak najmniej czasu spędzać w akademiku, który nie był wówczas zbyt eleganckim miejscem (śmiech). Niektóre przyjaźnie zawarte podczas tamtego pobytu trwają do dziś, a cementowały je właśnie spacery po Łazienkach. Potem okazało się, że biografia mojego bohatera związana jest właśnie z Pałacem na Wyspie, bo Franciszek Ksawery Narwojsz brał udział w jednym z obiadów czwartkowych u Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Rzeczpospolita Obojga Narodów XVIII wieku to w pani ujęciu kraj dynamicznie rozwijający się na przekór sytuacji międzynarodowej.

XVIII wiek to czas, kiedy Europą wstrząsają ruchy tektoniczne rewolucja francuska, rozbiory. Oświecenie zaczyna się jako epoka pełna optymizmu, która w naszym kraju przynosi Konstytucję 3 maja, bardzo progresywny dokument. Ale nagle wszystko zostaje zniszczone przez rozbiory. To największą tragedią, jak kultura i polityka ciągną ku przeciwnym biegunom. Kultura wznosiła społeczeństwo, a polityka ściągała na dno.

Pierwszy tom „Silvy Rerum” zaczynał się w XVII wieku, ostatni kończy się pod koniec XVIII. Szczyt potęgi państwa, a potem upadek.

Patrzę na ten okres 150 lat w kategoriach progresu, organicznego wzrostu. Bez baroku nie byłoby rokoko, a bez rokoko oświecenia. To wszystko jest powiązane. Chciałam pokazać, że czasy Rzeczypospolitej Obojga Narodów nie były jakimś jednolitym blokiem. Odnajdziemy w nim wyraźnie różne fazy, które odzwierciedliłam różnymi wątkami kulturowymi. W pierwszej części to historia Uniwersytetu Wileńskiego, w drugiej – historia medycyny, trzeci tom dotyczy dekadencji i hedonizmu, opisuje modne teorie ezoteryczne tamtych czasów. Ostatni tom to czas oświecenia, który kończy się wraz z moim bohaterem – profesorem matematyki, jezuitą. Jego postać to uosobienie nowej postawy, intelektualisty, która jest już bliski naszym czasom.

Niektórzy jednak krytykowali tę fascynację zachodnimi nowinkami.

Tylko że my, absorbując promieniowanie z zachodu Europy, tworzyliśmy jednocześnie coś bardzo swoistego, własną interpretację, o której ten świat zachodni mało wiedział. Jest taka historyczna scena w finale: spotkanie Napoleona z głównym bohaterem, gdzie ten Korsykanin, który przecież jest o wiele gorzej wykształcony niż moi bohaterowie, arogancko pyta: „czyżby Polacy mają literaturę ? cóż to za wyższe matematyki tu się w Wilnie wykłada?”.

Pani bohaterowie, jak przystało na ludzi tamtej epoki, wiele podróżują. Trasa Narwojsza z Wielkiego Księstwa Litewskiego do Korony, a dalej Paryża i Londynu pokrywa się z pani wyprawami sprzed dwóch dekad.

Było wiele zbieżności z moich wrażeń, jakie wyniosłam z podróży, z tym co odnalazłam w źródłach historycznych. W jednych wspomnieniach znalazłam opisy podróży do Londynu, gdzie autor opisywał, jak Londyn

„Silva Rerum IV” to w zasadzie powieść o dojrzewaniu. Towarzyszymy Franciszkowi Ksaweremu Narwojszowi od dzieciństwa do starości.

Są dwa momenty, które go najsilniej ukształtowały. Pierwszy, to bardzo ważna chwila w życiu każdego dziecka – sprzeciwienie się w chwili zagrożenia osobie dorosłej.

Chodzi o scenę z jezuitą, ojcem Ignacym, który każe uczniom usługiwać sobie przy kąpieli? Nie pisze pani wprost, ale rozumiemy, że wykorzystuje on seksualnie chłopców.

W źródłach znalazłam tak właśnie opisywane przypadki, w głęboko zawoalowany sposób. Czytamy o wykorzystaniu młodzieńców i dzieci do różnych posług wykraczających poza ich obowiązki, traktowaniu ich w upokarzający sposób, jak niewolników. Albo że ktoś kazał sobie towarzyszyć przy kąpielach lub czyścić brudy. Tego jest bardzo dużo w źródłach.

A drugi kluczowy moment w życiu Narwojsza?

Przyjaźń z francuskim uczonym i jezuitą Jeanem-François Rossignolem. To była fascynacja intelektualna i uczuciowa, która uformowała mojego bohatera. Pracowałam ze źródłami o pobycie francuskich naukowców w Wilnie i śledząc biografię Narwojsza nabrałam podejrzenia, że znajomość z Rossignolem była wyjątkowa. Nie chciałam spekulować, jak głęboka i rozległa to była więź, ale zaufanie, jakim się darzyli nawzajem, powodowało, że to musiało być coś ważnego. I potem nagle odnalazłam pamiętniki Rossignola wydane na początku XIX wieku i ku mojemu zaskoczeniu niejednokrotnie wspominał Narwojsza w najwyższych epitetach. To musiała być głęboka obustronna fascynacja.

Czytaj więcej

„Czarodziej” Colma Tóibína: Mann i austriacki urok Hitlera

Powtarza pani, że tetralogia „Silva Rerum” była zaplanowana w swej formie i treści od pierwszego tomu. Imponująca konsekwencja – cztery tomy, cztery pokolenia jednej rodziny, cztery epoki w sztuce. Zajęło to pani osiem lat.

Paradoksalnie jestem strasznie niecierpliwą osobą. Nie znoszę czekać, nienawidzę kolejek i sytuacji nieokreślonych. Kiedyś w Londynie prof. Robert Frostem zapytał mnie, co przyciągnęło mnie ku tej epoce. Odpowiedź była prosta: jej piękno. Polsko-litewska kultura od XVII do XVIII wieku jest dla mnie przede wszystkim piękna estetycznie. Stworzyła tak piękne i rozmaite formy, wariacje nurtów ogólnoeuropejskich. Choćby wileńska architektura, niby rokoko, ale wyjątkowe, niespotykane nigdzie indziej, określane nawet odrębnym terminem – szkołą barokowo-wileńską.

Przytacza też pani w książce tzw. mit palemoński z „Roczników” Jana Długosza, jakoby Litwini pochodzili od Rzymian.

To bardzo wymowne, że owa legenda zyskała na popularności w XVI wieku, w okresie Unii Lubelskiej. Świadczy to, że Litwini rozumieli swą tożsamość odrębnie od Polaków. Ten mit był potrzebny, by powiedzieć: my nie jesteśmy sarmatami tylko kimś innym. Według niej 500 rodzin rzymskich patrycjuszy, którzy uciekali przed Neronem, osiedlili się w dolinie Niemna. Nieprzypadkowo Lizdejko, protoplasta litewskich rodów, według podań miał być podrzucony w gniazdo orła. To jest właśnie symbolika rzymska.

Litwa ma coś w sobie z Italii?

Tragedią jest, gdy kultura wznosi społeczeństwo, a polityka ściąga je na dno

Kristina Sabaliauskaite

Żarty żartami, ale stary język litewski brzmi podobnie do łaciny. Wystarczy poczytać poezję Tomasa Venclovy, gdzie ten język wybrzmiewa w najbardziej szlachetnej i wyrafinowanej formie. Wtedy naprawdę można uwierzyć, że Litwini pochodzą od dawnych Rzymian, bo jest w tym przepiękna klasyczność. Nie sądzę, żeby tak było naprawdę, ale zawsze mnie ciekawią legendy i staram się zrozumieć, skąd się biorą, zwłaszcza legendy narodowe.

Czy jest życie po tak epickim dziele literackim?

Ukazały się już po litewsku kolejne moje książki – dwutomowa powieść o żonie cara Piotra I, Marcie Helenie Skowrońskiej, która była litewskiego pochodzenia. Każdy z tomów opisuje 12 godzin, łącznie ostatnią dobę jej życia.

Czytaj więcej

Nagroda Conrada za reportaż o Kaliningradzie

To modne ostatnio „herstory”, historia z perspektywy kobiet.

To także powieść o trójkącie uczuciowym. Jest car Piotr I, jest Marta, czyli późniejsza Katarzyna, pierwsza imperatorowa Rosji, i jest też Aleksandr Mienszykow, najlepszy przyjaciel i doradca Piotra, również Litwin. Jego ojciec był drobnym szlachcicem spod Orszy i Mienszykow zawsze był dumny ze swego pochodzenia.

Jak została odebrana ta powieść o litewskich Rosjanach u władzy imperium?

Z powodu wydarzeń na Ukrainie stała się bardzo aktualna, zrobiła furorę w Holandii, Łotwie, Słowenii i Estonii, niedługo ukaże się po francusku i włosku. Dokonuję w niej wiwisekcji rosyjskiej armii, portretuję sposób patrzenia Rosjan na wojnę, na ich mentalność, kulturę i bardzo dużo piszę o wojnie, o niszczeniu miast, wydarzeniach na Ukrainie – historie, niestety, jak z pierwszych stron dzisiejszych gazet.

Na Litwie żyje liczna mniejszość rosyjska. Jak układają się teraz wzajemne relacje?

Jestem dumna, że od początku inwazji na Ukrainę w dyskursie publicznym dominowały głosy, że ci ludzie to są nasi, litewscy Rosjanie. Są lojalnymi obywatelami Litwy, częścią naszego społeczeństwa. I nie dopuścimy, by spadł im włos z głowy. Sama głośno o tym mówiłam, bo mam przyjaciółkę, na Litwie urodzoną Rosjankę, która jest dla mnie jak siostra jeszcze z czasów studiów. Dla naszej kultury zrobiła więcej niż niejeden z rodowitych Litwinów. Musimy wspierać wszystkich Rosjan dobrej woli. Gdybyśmy zaczęli ich upokarzać, nie różnilibyśmy się niczym od putinistów.

Literatura
Co czytają Polacy, poza kryminałami, że gwałtownie wzrosło czytelnictwo
Literatura
Rekomendacje filmowe: Intymne spotkania z twórcami kina
Literatura
Czesław Miłosz z przedmową Olgi Tokarczuk. Nowa edycja dzieł noblisty
Literatura
Nie żyje Leszek Bugajski, publicysta i krytyk literacki
Literatura
Ernest Bryll: zapomniany romantyk i Polak stojący w kolejce