Gdyby spytać o to samo Richarda Hughesa, odpowiedź byłaby zapewne podobna. Nie, żeby Hughes miał z mordercami zbyt wiele wspólnego – był pisarzem, dziennikarzem, poetą, autorem opowiadań dla dzieci, a przy okazji pierwszego w dziejach słuchowiska radiowego. Rzecz w tym, że ten – jeśli wierzyć wspomnieniom – niezwykle sympatyczny i ujmująco miły człowiek miał obsesję na punkcie stawiania świata na głowie.
Niby był statecznym literatem, a jednak wypuścił się na zwariowane przygody na Bałkanach, włóczył się z nomadami po pustyniach Bliskiego Wschodu, wzdłuż i wszerz przemierzył Stany, a w Kanadzie mieszkał w obozie Indian. Był wiceprzewodniczącym Walijskiego Teatru Narodowego, a jednak ruszył w awanturniczą morską podróż jako pospolity majtek.