No bo co? Sięgam po książkę, na okładce której świeci w oczy spory napis: „Wesz, która pokonała armię Napoleona". Zawsze miałem przeczucie, że w historiografii zdecydowanie bagatelizuje się rolę przypadku, zbiegu okoliczności, detalu. Fryderyk II Wilhelm wygrał pod Rossbach mimo znacznie słabszych sił pewnie dlatego, że był lepszym strategiem. Ale dlaczego de Soubise tak długo odkładał nawiązanie kontaktu bojowego? Historycy nie wnikają – piszą jedynie, że unikał. A może de Soubise miał kaca? Albo się zakochał? A może do jego namiotu wdarł się np. stenaptinus insignis, czyli chrząszcz kanonier, i nie zważając na różnice stanu, potraktował księcia swoją boleśnie parzącą wydzieliną? Oczywiście suma sumarum to bez znaczenia – Fryderyk i tak by wygrał. Kiedy jednak widzę na okładce książki wspomniany wyżej passus o wszy i Napoleonie, odruchowo oczekuję, że dzięki lekturze poznam te drobne kulisy wydarzeń, mikroprzyczyny makrowydarzeń – tak choćby, jak przedstawił je ostatnio Kamil Janicki w swojej „Pijanej wojnie", w której wykazał, jak często w czasie II wojny światowej dowódcy nader często nie wiedzieli, w którą stronę prowadzić atak, byli bowiem zalani w trupa. Historię tworzą ludzie – kierują nimi więc drobne ludzkie małości, takie jak katar, łupanie w krzyżu czy... kontakt z insektami. No prowadź człowieku bitwę, kiedy np. oblezą cię mrówki.