Vidiadhar Surajprasat Naipaul (brytyjski pisarz pochodzenia hinduskiego, noblista) chwalił się: „Starczy, że przeczytam jeden lub dwa akapity, i już wiem czy książkę pisała kobieta" (2011). Znaczy: można rozróżnić.Ale ta umiejętność nie jest dana każdemu...
Od wieków panował fałszywy (absolutnie mizoginiczny) pogląd, że kobiety nie lubią literatury i w ogóle książek. Przykładem są choćby kontrfeministyczne fragmenty „Philobiblonu" („Traktat o miłości do ksiąg"), dzieła średniowiecznego biskupa Richarda de Angerville (de Bury). Angol ten zwał niewiasty „dwunożnymi zwierzętami żądzy cielesnej" (1344) i kazał książkom tak się o nich wyrażać: „Gdy tylko to zwierzę szkodliwe i nieustępliwe odkryje miejsce gdzie jesteśmy wtulone pod strażą pajęczyny—wyrywa nas stamtąd, zasypując gradem obelżywych przezwisk. Dowodzi, że najniepotrzebniej zabieramy aż tyle miejsca w mieszkaniu, że niezdolne jesteśmy do wprowadzenia pewnych oszczędności w gospodarstwie, i przemyśliwa tylko nad tym jakby tu nas wymienić na piękne materie i futra"*. Jeszcze w roku 1928 Lela Pawlikowska ukazała akwarelą (patrz niżej) damę, która ku przerażeniu mnichów ciska książką o ziemię. Niecały rok później (1929) księgoznawca Stefan Demby wygłosił na bankiecie bibliofilskim rymowany toast, zawierający też zwrotkę pełną antykobiecego jadu: