Tekst z tygodnika "Uważam Rze"

Na rynku wydawniczym w ostatnich tygodniach ma miejsce prawdziwy fenomen. Kilka tygodni temu na szczyt listy bestsellerów wdarła się przebojem skromnie wydana polska książeczka dla młodzieży. Od razu wylądowała na pierwszym miejscu, zdmuchując z listy pięknie wydane zachodnie kryminały i najpopularniejsze kobiece czytadła. Daleko w tyle został nawet światowy bestseller numer jeden „Pięćdziesiąt twarzy Greya".

Zobacz na Empik.rp.pl

Zwykła zielona okładka. Na niej staroświecki w swojej stylistyce rysunek. Niezbyt przebojowa szata graficzna. A mimo to w ciągu zaledwie 10 dni wyczerpał się cały, olbrzymi – jak na polskie warunki – nakład, czyli 60 tys. egzemplarzy! Jak zapewniają księgarze, coś podobnego zdarza się niezwykle rzadko. Mało tego, jak wynika z liczby zamówień, szykowany naprędce dodruk – kolejne 25 tys. egzemplarzy – rozejdzie się w równie ekspresowym tempie. Wszystko to dzieje się właściwie bez żadnego wsparcia ze strony mediów.

Księgarze nie są jednak wcale zaskoczeni tym oszałamiającym sukcesem. Na okładce książki widnieje bowiem nazwisko: Małgorzata Musierowicz. A książka – zatytułowana „McDusia" – to kolejna część cyklu „Jeżycjada". To połączenie gwarantuje, że czytelnicy będą szturmować księgarnie.

Czytana przez pokolenia

Ukazująca się od 1977 r. „Jeżycjada" ma już 19 tomów. Każdy z nich co roku sprzedaje się w kilkunastu tysiącach egzemplarzy. Książki Musierowicz były tłumaczone na wiele języków, m.in. na czeski, litewski, węgierski, szwedzki, a nawet wietnamski i japoński. Weszły także do kanonu lektur szkolnych. Olbrzymie zainteresowanie powieściami Musierowicz za granicą i liczbę obcojęzycznych wydań można porównać tylko z jednym polskim pisarzem – Henrykiem Sienkiewiczem.

Podobnie jak w przypadku bohaterów Sienkiewicza czytelnicy „Jeżycjady" żyją wraz z jej bohaterami. Przeżywają ich porażki i cieszą się ich sukcesami. Bohaterowie traktowani są jak żywi ludzie. Ile to mszy zostało odprawionych za duszę dzielnego Michała Wołodyjowskiego? Podobnie jest z postaciami z książek Musierowicz.

Autorka dostaje tysiące listów od czytelników z radami, prośbami, a czasem wręcz zażaleniami dotyczącymi losów bohaterów. Na ogół dotyczą one miłosnych perypetii fikcyjnych postaci. Zdarza się, że czytelnicy protestują przeciwko zawieranym na kartach powieści związkom, ostrzegając bohaterów przed ich możliwymi nieszczęśliwymi konsekwencjami.

Autopromocja
Od 29.10 w "Rzeczpospolitej" i "Parkiecie"

Wszystko o zrównoważonym rozwoju i pozafinansowym raportowaniu spółek

Sprawdź szczegóły

Podobno zastrzeżenia wobec miłosnych wyborów jednej z głównych bohaterek przekazał autorce nawet Czesław Miłosz, który zaczytywał się w „Jeżycjadzie". Bardzo pochlebnie o serii wypowiada się również – co akurat nie dziwi – młodszy brat pisarki, znany poeta Stanisław Barańczak. Zresztą Musierowicz w jednym z wywiadów z dumą podkreślała, że ma spory wkład w twórczość brata i ten wiele jej zawdzięcza. Nauczyła go bowiem... alfabetu.

Do poznańskiej dzielnicy Jeżyce, gdzie rozgrywa się akcja wszystkich powieści z serii „Jeżycjada", przyjeżdżają regularnie wycieczki. Ich uczestnicy chodzą tymi samymi ulicami i odwiedzają te same miejsca co bohaterowie Musierowicz. Co odważniejsi pukają nawet do drzwi kamienicy przy ulicy Roosevelta 5. Tam bowiem autorka osiedliła słynną rodzinę Borejków. Mimo że „Jeżycjada" została napisana z myślą o nastoletnich dziewczynach, czytają ją także dorośli. I to jest jedną z tajemnic olbrzymiego komercyjnego sukcesu książek Musierowicz. Czytelniczki rosną bowiem razem z bohaterami. Kupują kolejne tomy cyklu, czytają je swoim dzieciom i wnukom. W ten sposób fascynacja „Jeżycjadą" przekazywana jest z pokolenia na pokolenie.

„Jeżycjada" jako pokuta

Wśród polskich autorów i autorek książek dla młodzieży Małgorzata Musierowicz bez wątpienia osiągnęła największy sukces. Sprawia to, że można by ją nazwać polską J.K. Rowling, która zdobyła ogromną popularność na całym świecie dzięki serii książek o nastoletnim czarodzieju Harrym Potterze. Obie panie całkowicie różnią się jednak w kwestii wartości, jakie przekazują ich książki.

O ile „Harry Potter" uznawany jest przez wielu krytyków – między innymi Kościół katolicki – za książkę szkodliwą, promującą magię i sprzeczną z tradycyjnymi wartościami cywilizacji europejskiej, o tyle „Jeżycjada" jest zupełnie inna. Nie znajdziemy w niej małych czarnoksiężników, sympatycznych homoseksualistów czy wojujących feministek. Jest za to wielopokoleniowa rodzina, której nestor uczy swoje dzieci i wnuki podstawowych, tradycyjnych wartości. Takich jak szacunek dla starszego pokolenia, kindersztuba czy przywiązanie do rodziny. Wszystko jest gęsto przeplatane łacińskimi sentencjami, głowa rodziny Ignacy Borejko jest bowiem filologiem klasycznym.

To właśnie tradycyjne wartości, jakie promują powieści Musierowicz, sprawiają, że mainstreamowe media nie poświęcają jej tyle uwagi, ile powinny, zważywszy na olbrzymie nakłady. Dla ich przedstawicieli Musierowicz jest bowiem zbyt staroświecka, zbyt „nie na czasie". Czyż nie jest śmieszny Ignacy Borejko, który wymaga od swoich wnucząt życia w związkach małżeńskich? Przedstawianie takiego osobnika w pozytywnym świetle to przecież obciach.

Jednakże to właśnie ten konserwatywny wydźwięk jej powieści – co dużo mówi o Polakach – zapewnia jej tak olbrzymią popularność. Musierowicz zresztą się ze swoimi poglądami nie kryje. Jak stwierdziła w jednym z wywiadów, uważa, że należy żyć w zgodzie z bożymi przykazaniami. I choć sama unika jasnego klasyfikowania swoich powieści, przez wielu czytelników jest postrzegana właśnie jako pisarka katolicka. Najlepszy dowód – poznańscy dominikanie zadają lekturę „Jeżycjady" jako pokutę grzesznikom.

Skąd się wziął pociąg do pisania u osoby, która z wykształcenia jest grafikiem? Sama autorka tłumaczyła to kiedyś w sposób następujący: „Pierwsza powieść powstała właściwie po to, żebym miała co zilustrować". Po skończeniu studiów na Wydziale Malarstwa i Grafiki ze specjalnością ilustracja książkowa Musierowicz nie mogła zdobyć żadnego zlecenia. „Postanowiłam więc sama je sobie złożyć". Najpierw były więc ilustracje, a dopiero później narodziła się „Jeżycjada". Co ciekawe, choć minęło 35 lat, autorka nadal sama ilustruje każdy kolejny tom serii. Jej charakterystyczne rysunki są znakiem rozpoznawczym kolejnych tomów przygód rodziny Borejków.

Dzień dobry, przyszłam na obiadek

Mimo że adresatkami są nastolatki i książki w dużej mierze napisane są w lekkiej konwencji humorystycznej, autorka „nie mogła uniknąć wmieszania bohaterów w ważne sprawy współczesności". Pierwszych sześć powieści „Jeżycjady" zostało napisanych w PRL. Jedna z nich, „Opium w rosole", powstała w stanie wojennym i autorka bardzo dobitnie opisała ówczesne realia. Przez to książka miała poważne problemy z cenzurą i w efekcie musiała przeleżeć w wydawnictwie kilka lat.

„Moja książka była okropnie ostra w pierwszej wersji, ponieważ uczciwość nakazywała mi wywalić wszystko, co miałam na wątrobie, nie bacząc na konsekwencje" – mówiła autorka w jednym z wywiadów prasowych. Musierowicz została wówczas umieszczona na stworzonej przez komunistów liście pisarzy, których nie wolno było wydawać i wznawiać. Osobiście w wydawnictwie w jej sprawie interweniował przedstawiciel KC PZPR. Książka „Opium w rosole" do dziś uznawana jest za jedną z powieści najlepiej opisujących realia stanu wojennego.

Słynie zresztą nie tylko z tego. Stała się niezwykle popularna również za sprawą swojej bohaterki, małej Genowefy Sztombke, która regularnie odwiedzała mieszkańców Jeżyc w porze obiadowej. Od tamtej pory zdarza się, że fani Musierowicz stukają do drzwi przy Roosevelta 5 z przywitaniem: „Dzień dobry, przyszłam na obiadek". Tak bowiem zawsze zaczynała rozmowę Genowefa.

Czytelnicy jej tego nie wybaczą

Najnowsza część serii, „McDusia", dzieje się współcześnie. Córki Ignacego Borejki są już dojrzałymi kobietami, a jedna z nich – najstarsza Gabrysia, również filolog klasyczny – doczekała się nawet wnuczki.

W odwiedziny do domu przy Roosevelta przyjeżdża Magda, wnuczka zaprzyjaźnionego z Borejkami profesora Dmuchawca. Zwana przez Idę Borejko McDusią z powodu swojego zamiłowania do jedzenia w McDonaldzie nastolatka przyczynia się do wielu zabawnych wydarzeń. Między innymi do przypadkowego uprowadzenia sukni ślubnej jednej z panien Borejko i wywiezienia jej  aż na drugi koniec Polski.

Autorka wprawdzie wymyśliła już ostatnią części „Jeżycjady", ale – jak przyznaje – nie wie na pewno, co wydarzy się pomiędzy „McDusią" a ostatnim tomem. Jedno jest pewne, jeżeli wydarzy się niewiele, to czytelnicy jej tego nie wybaczą. A może – kto wie? – na poznańskich Jeżycach będą miały miejsce pierwsze w historii zamieszki wywołane przez rozwścieczonych fanów literatury dla młodzieży.

Listopad 2012

Małgorzata Musierowicz


McDusia Akapit Press


Łódź 2012