Tekst z archiwum "Rzeczpospolitej"

Bursa buntował się nie tylko jako poeta, tak samo bezkompromisowy był na co dzień.

Śmierć po południu

Andrzej Bursa nie popełnił samobójstwa. Żona i siostra poety musiały jeszcze w dwadzieścia lat po jego śmierci hamować zapędy literaturoznawców, którzy autora "Luizy" wciągali na listę "pokolenia kamikadze". Protestowały tym samym przeciw przyjętemu z góry sądowi, że w Polsce młody gniewny nie ma prawa umrzeć własną śmiercią.

W nocy z 14 na 15 listopada 1957 r. Bursa wrócił z I Festiwalu Młodej Poezji w Poznaniu. Był przygnębiony: nie zdobył nagrody ani wyróżnienia. Uznanie młodych kolegów po piórze to było dla niego za mało. Trudno się dziwić, rozpieszczany nigdy nie był. Choć zdołał już opublikować kilkadziesiąt wierszy, wystawiał go Teatr Cricot 2 i "Piwnica pod Baranami", wciąż nie mógł doczekać się oficjalnego debiutu. Krakowskie Wydawnictwo Literackie odrzuciło właśnie jego poetycki tomik "Kat bez maski".

Tamtego dnia zjedli razem drugie śniadanie, potem zabrali się do pracy. Na biurku bawił się pięcioletni syn Bursów. Żona Andrzeja Anna pisała na maszynie, poeta dyktował jej podanie. Nagle osunął się na podłogę. Lekarz z przychodni na parterze kamienicy odmówił pomocy - miał dyżur. Pogotowie przybyło już tylko po to, by stwierdzić zgon. Sekcja zwłok wykazała niedorozwój aorty.

Ani partia, ani Kościół

Dziś Bursa miałby 80 lat. Urodził się w 1932 r. w Krakowie. W czasie wojny uczęszczał na tajne komplety, po wyzwoleniu miał kłopoty ze zdaniem matury - wcześnie dała o sobie znać jego buntownicza natura. Protestując przeciwko karierowiczostwu, krzyknął: w dupie mam taką organizację! Chodziło o ZWM. Socjalizm zachwycił Bursę wcześnie i bardzo szybko rozczarował. Przez dwa lata należał do PZPR. Nie dał się jednak nabrać na Październik, o Gomułce mówił per cham i tuman. W 1957 r. oddał legitymację.

Z początku studiował dziennikarstwo, potem - bułgarystykę. Ożenił się w 1952 r., w pięć miesięcy później przyszedł na świat syn Michał.

Autopromocja
SZKOLENIE

Pozyskiwanie sponsorów przez instytucje nauki, kultury i sportu

WEŹ UDZIAŁ

Bursom dokuczała bieda. Poeta starał się jakoś wiązać koniec z końcem, pisząc reportaże i dokonując wraz z aktorem Janem Geuntnerem adaptacji dla teatru. Pomysłem "Karbunkuł - teatr okropności" zainteresowali Tadeusza Kantora. Premiera odbyła się w 1956 r., przedstawienia trwały do wiosny następnego roku. W "Piwnicy pod Baranami" skecz Bursy "Rozmówki chłopskie, czyli socjalistyczne daleko" wykonywali Krzysztof Litwin i Wiesław Dymny.

Punk w butach poety

Już pierwszym opublikowanym wierszem, "Głosem w dyskusji o młodzieży", zamieszczonym w "Życiu Literackim" w maju 1954 r., Bursa pokazał, że ma na pieńku ze wszystkimi. Atakował nie tylko totalitarny fałsz i podwójne myślenie, ale również np. utworem "Bar dla psów w mieście Bonn" - "adenauerowskie" fanaberie. Wszelkie wątpliwości co do wartości własnych wierszy uciął publikując "Luizę". Krytycy pisali potem o barokowej metaforyce poematu, porównywali go z "Pieśnią nad pieśniami", podkreślali nawiązanie dialogu z tradycją. Ale Bursa tego nie doczekał. Jego opublikowany za życia dorobek poetycki to zaledwie 37 wierszy. Druk kolejnych przyspieszyła śmierć.

Był też Bursa obiecującym dramaturgiem, autorem m.in. "Zwierząt hrabiego Cagliostro", autorskiej wizji rewolucji. Prapremiera sztuki odbyła się w Teatrze Atelier w Poznaniu w 1958 r. Wtedy też "Żakerię, czyli męczeństwo wiejskiego proboszcza" wykonali artyści "Piwnicy pod Baranami".

Odkryty w pozostawionych po Bursie papierach horror "Zabicie ciotki" przeniósł po latach na ekran Grzegorz Królikiewicz. Bohaterem, który "stanął przerażony martwą perspektywą swojej młodości", został w filmie punk. Ładunku buntu, jaki Bursa zawarł w swoich dziełach, nie rozbroił czas. Nie pozbawił ich też młodzieńczej świeżości.

Listopad 2002