To jedno z bardziej zmitologizowanych środowisk, które narodziło się wraz z polskim kapitalizmem. Stało się symbolem wielkomiejskiego życia na wysokich obrotach ze swoją nowomową, legendarnymi zarobkami i jeszcze słynniejszymi imprezami.
„Copyfighter" jest powieścią uchylającą rąbka tajemnicy hermetycznego świata, opisuje codzienne życie w niewielkiej agencji cieszącej się dobrą opinią. Główny bohater – dwudziestokilkuletni Artur, trafia tam za sprawą rekomendacji Jarosława, copywriterskiego guru. Będąc w stanie skrajnego zaburzenia psychicznego, wystawia Arturowi pierwszorzędne świadectwo umiejętności, mimo że widział go dwa razy w życiu.
Dalej śledzimy, jak Artur pnie się w po drabinie kariery w dziale kreatywnym odpowiedzialnym za wymyślanie coraz bardziej wyszukanych reklam. Jest bardzo inteligentny i umie pracować w grupie, dlatego jego pozycja w agencji z czasem się umacnia.
Autorem tej środowiskowej powieści jest Łukasz Krakowiak, 40-letni weteran agencji reklamowych, który postanowił zająć się literaturą. Jego debiutancką powieść niesie dobry temat i znajomość świata, o którym pisze. Jednak chociaż „Copyfightera" czyta się jednym tchem, to Krakowiak powinien solidnie popracować nad warsztatem.
Język, jakim się posługuje, jest miejscami zbyt prosty i nie mam tu na myśli pokładów nowomowy, która musiała się w takiej powieści znaleźć. Chodzi o brak swobody stylistycznej. Jakby lata spędzone na pisaniu krótkich i prostych, aczkolwiek często błyskotliwych haseł reklamowych, rzutowały na styl powieści. Poza tym rozwiązania fabularne są miejscami szablonowe i przewidywalne.