„To jest Ameryka, to słynne USA/ To jest kochany kraj, na ziemi raj” – śpiewano w powojennej Polsce nie tylko w warunkach konspiracyjnych. Zenon Jaruga nagrał ten przebój w drugiej połowy lat 40. całkiem oficjalnie z Orkiestrą Jazzową Braci Łopalewskich. Teraz, obok 39 innych szlagierów (m.in. „Piosenka przypomni ci”, „Letnia przygoda”) możemy go słuchać z albumu „Piosenki wśród ruin”.
Wydawnictwo obrazuje bardzo ciekawy okres Polski powojennej sprzed zadekretowania socrealizmu, który zastąpił fokstroty i slowfoksy marszowymi wezwaniami do budowy Nowej Huty i MDM. Słuchając „Piosenek wśród
ruin” ma się wrażenie obcowania z nagraniami przedwojennymi. To była niemal prosta kontynuacja tamtej estetyki, tamtych przyzwyczajeń muzycznych i tanecznych, wzbogacona o ochoczo przyswajane amerykańskie szlagiery z lat okupacji, z których znajdziemy tutaj m.in. „Chatanooga Choo Choo”. Śpiewają artyści już nowi, zginął przecież Bodo, nie wróciła do kraju Ordonka... Ale pojawił się Tadeusz Miller, rozbłysła gwiazda Marty Mirskiej, no i niczym arka między starymi i nowymi laty – śpiewał Mieczysław Fogg.
Furorę robił big band Charlesa Bovery’ego, w Warszawie znany od 1942 roku. Lider orkiestry był Czechem, stąd w repertuarze zespołu pojawiły się czeskie kompozycje. Tomasz Lerski, redaktor „Piosenek wśród ruin”, przypomina, że bodaj największy przebój tamtych lat – „Przybądź do mnie, dam ci kwiat paproci” – był autorstwa Kamila Behounka. Tej piosenki akurat tu nie ma, są za to mniej znane, a przez to jeszcze ciekawsze jego utwory: „Konik polny”, „Tyś mą słabością”, „Będzie lepiej!”, „Wesoły marynarz”.
Skąd się wzięły te nagrania? Z prywatnych wytwórni płytowych, konkretnie z poznańskiej Mewy. A przecież w Poznaniu funkcjonowała Melodia, w Katowicach Gong, w Warszawie Odeon i Fogg-Record. Pewnego ponurego dnia 1949 roku firmy te zostały zlikwidowane, a ich miejsce zajęła jedna państwowa Muza. A piosenki, do których pasowało spopularyzowane później określenie „lekkie, łatwe i przyjemne” wyparły utwory może i nieciężkie, nietrudne, za to nieprzyjemne, do tego jakże często – radzieckie.
40 szlagierów z lat 40. polecam przede wszystkim młodym słuchaczom. Nie zrażajcie się ich pewną monotonią, przedniojęzykową artykulacją „ł” wokalistów, nieporadnością – niekiedy zamierzoną – tekstów.
To kawałek polskiej kultury, już masowej, a jeszcze nie „musowej”. Mocne wrażenia są zapewnione... Śpiewający „La Palomę” („Nikt nas nie pragnie,/ wracać dziś nie ma gdzie” – kłania się „Rejs”) Stefan Witas, „Besa me mucho” w interpretacji Marty Mirskiej, no i Tadeusz Miller z „Sentymentalnym Joe”.
Brzmiało to tak: „Czarny Joe co białym czyści buty/ o złocistej lejdy śni...”. Ech, czyż nie cudne są wspomnienia?
[i]Piosenki wśród ruin, ArtVox, AVCD 106-1077, 2009[/i]
Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: [mail=k.maslon@rp.pl]k.maslon@rp.pl[/mail]