Unikatowa kolekcja XX-wiecznych strojów i biżuterii wzbogaciła zbiory Muzeum Historycznego m.st. Warszawy. Każdy Polak w średnim wieku pamięta te wzory, ale z punktu widzenia sztuki jubilerskiej stały się one już antykami.
Muzeum urządza ostatnio często wystawy o stylu życia i dorobku niedocenionej polskiej kultury materialnej. Były „Stroje warszawskie”, czyli pokaz mody z pierwszej połowy XX wieku, był niezwykły przegląd przedmiotów codziennego użytku pt. „Wyszło z użycia za naszego życia”.
Obie biły rekordy powodzenia. Zwiedzający odkrywali na nich sprzęty, które jeszcze mają w domu i przekonywali się, że starocie trzymane przez nich z sentymentu, a czasami wyrzucane na śmietnik, mogą być kolekcjonerskim rarytasem. – Nagle mnóstwo ludzi zaczęło odwiedzać muzealny Dział Rzemiosła i Pamiątek – mówi Agnieszka Dąbrowska, kierowniczka tego działu. W ten sposób do zbiorów trafiła oferta kupna prywatnej kolekcji ponad 100 obiektów. Została kupiona za 50 tys. zł. (dzięki dotacji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego).
Najważniejszą jej częścią są jubilerskie ozdoby z lat 20. i 30. oraz powojenne. Te wcześniejsze to biżuteria sztuczna, upowszechniona przez art deco. Czerwone szkiełka w geometrycznej broszce udają granaty. Przezroczyste – lśnią jak najprawdziwsze diamenty w pięknej broszy przypominającej kwiat. Oryginalna klamra do paska z masy plastycznej wygląda jak granatowa róża w rozkwicie. Przodzik, doszywany do dekoltu sukni, wyhaftowano z biało-czarnych paciorków. Jego oszczędny i wyrafinowany geometryczny wzór dodawał ubiorowi szyku. Korale z kulek obszytych drobną sieczką przypominają nanizane na sznur egzotyczne owoce.
Peerelowska biżuteria z lat 50., 60. i 70. przeważnie jest srebrna (rzadziej z białego metalu lub miedzi) i pochodzi ze Spółdzielni Pracy Rękodzieła Artystycznego Orno, Warmetu oraz Cepelii. – Kruszcu na te wyroby nie żałowano – mówi Agnieszka Dąbrowska. Gdy zmieniła się moda, często potem te wyroby przetapiano, tym większą wartość mają te, które ocalały. Dziś są poszukiwane przez kolekcjonerów w Polsce i w Niemczech.
Ich stylistyka jest podobna, dyktowana przez artystów i jubilerów Orno, spółdzielni założonej przez Romualda Rochackiego i Adama Jabłońskiego, która działała w latach 1949 – 1998. Masywne pierścionki mają duże oczka z kamieni półszlachetnych. Wyroby wyróżnia staranny warsztat – niezliczone kombinacje ornamentów z metalu, wyginanego w kwiaty, serduszka, loczki i abstrakcyjne esy-floresy.
Najciekawsze są broszki, popielniczki, talerze ze stylizowaną warszawską Syrenką nawiązujące do tradycji biżuterii patriotycznej, tyle że w socjalistycznej wersji. W najbardziej oryginalnych przetworzeniach Syrenka przemienia się niemal w geometryczną figurę.
W kolekcji są też stroje, głównie z lat 20. i 30. – suknie, kapelusze, buty. Zaskakuje gorset – bandeau z lat 20. Wydawałoby się, że swingująca moda tamtego czasu, lansująca krótkie sukienki wyzwalała z przesądów i obyczajowych konwenansów. Kobiecy seksapil miał w niej naturalny wdzięk. Wystarczyło mieć tylko nienagannie zgrabną figurę. Tymczasem gorsecik sznurowany na bokach i na plecach zdradza skrywane sekrety. Elegantkom o bujniejszym biuście pozwalał go optycznie zmniejszyć i uzyskać wymarzony efekt „płaskiej deski”. W pogoni za modą nie zawsze mamy szczęście trafić na epokę zgodną z naturalnymi warunkami, ale – jak widać – zawsze może nas uratować jakiś trick.