Z Juulem Hondiusem rozmawia Anna Kilian
[b]Objechał pan z aparatem cały świat. Był pan m.in. w Tokio, Amman, Moskwie i Stambule. Czy to właśnie te podróże zainspirowały projekt poświęcony imigrantom?[/b]
[wyimek] [link=http://www.rp.pl/galeria/9149,1,591983.html]Zobacz zdjęcia Juula Hondiusa [/link][/wyimek]
[b] Juul Hondius:[/b] Najpierw był pomysł, a potem wybór miejsc, w których chciałem zrobić zdjęcia. Zaintrygowało mnie to, w jaki sposób imigranci czują się poza granicami swojego kraju. Chcą być przecież akceptowani, zaadaptować się do nowych warunków, znaleźć pracę. Towarzyszy im lęk o to, czy sobie poradzą. Na mój projekt otrzymałem dofinansowanie od departamentu sztuki i nauki. Postanowiłem objechać świat w miesiąc, zatrzymując się w różnych miejscach na trzy, cztery dni. Najciekawiej było w Tokio. Z jednej strony to miasto wydaje się dziwnie znajome, z drugiej – jest zupełnie z innej bajki, zamieszkane przez kompletnie różnych od nas kulturowo ludzi.
[b]Na niektórych zdjęciach powtarza się ten sam rodzaj ujęcia postaci, np. sposób, w jaki stojąc wewnątrz pociągu, wyglądają przez okno. Zauważył pan, że ludzie w pewnych sytuacjach zachowują się na całym świecie tak samo, czy reżyserował pan swoich modeli?[/b]
Oglądając w telewizji rozmowy przeprowadzane przez dziennikarzy na ulicy z tzw. przypadkowymi przechodniami, myślimy, że są to obiektywne relacje. To nieprawda! Coś takiego nie istnieje! Wiedząc, o czym dziennikarze chcą rozmawiać, świadomie wybierają konkretne osoby pasujące im do tego, jakiego rodzaju odpowiedzi mają zamiar uzyskać. W moich pracach postanowiłem pokazać sposób, w jaki można manipulować oczekiwaniami. Jak działają stereotypy i jakimi kliszami myślimy. Jak coś, co już znamy, wpływa na to, na co patrzymy. Dlatego wszystkie fotografie są pozowane.
[b]Do czego zatem nawiązuje choćby ta fotografia ciała mężczyzny leżącego głową w dół w zbiorniku wodnym?[/b]
Nawiązuje do słynnego zdjęcia martwego niemieckiego żołnierza z II wojny światowej, wykonanego przez Lee Miller (amerykańska fotograf znana zwłaszcza ze zdjęć obozów koncentracyjnych w Buchenwaldzie i Dachau, nalotów na Londyn czy wyzwolenia Paryża – przyp. red.). Pozował do niego mój przyjaciel. Pieczołowicie dobierałem kolor koszuli, układałem na nim roślinki, wcześniej wybrałem w Amsterdamie zbiornik z roślinną wegetacją, czekałem na deszcz. Pamiętałem, jakie wrażenie zrobiło na mnie tamto klasyczne zdjęcie.
[link=http://www.zw.com.pl/artykul/555268_Czuje-i-slysze-wojne.html]Czytaj więcej w Życiu Warszawy[/link]