– Kiedy Bernadetta Matuszczak przyniosła partyturę nowej opery, zresztą z dedykacją dla mnie, powiedziała, że napisała dzieło swojego życia. I rzeczywiście miała rację – opowiada dyrektor WOK Stefan Sutkowski.
W losach poprzednich scenicznych utworów kompozytorki odbijają się perturbacje, jakich doświadczają wszyscy współcześni polscy twórcy próbujący pisać dla teatru operowego. Nawet jeśli inscenizacje ich dzieł – tak jak w przypadku Bernadetty Matuszczak – zyskują uznanie.
Związki z Warszawską Operą Kameralną Bernadetta Matuszczak rozpoczęła od monodramu „Pamiętnik wariata” według Gogola w 1978 r. Przedstawienie było grane z powodzeniem w kraju i za granicą, ale musiało zakończyć żywot, gdy zrezygnował wykonawca głównej roli Jan Młodawski. Znalezienie następcy okazało się niemożliwe.
„Prometeusz” (1986) znacznie krócej utrzymał się w repertuarze, gdyż Warszawska Opera Kameralna nie była w stanie przechowywać dekoracji do tego przedstawienia.
– Nasze magazyny mieściły się w zabytkowych stajniach szwoleżerów na Powiślu – wyjaśnia Stefan Sutkowski. – Ówczesne władze stolicy postanowiły je wyburzyć i musieliśmy przenieść się do stodół w Łomiankach. Po pierwszej śnieżnej zimie scenografia „Prometeusza” nie nadawała się do użytku.
Opartą na powieści Henryka Sienkiewicza operę „Quo vadis” Bernadetta Matuszczak komponowała dla Teatru Wielkiego w Poznaniu, ale Ministerstwo Kultury wycofało się z finansowania projektu. Za utwór zapłaciła ostatecznie Warszawska Opera Kameralna i wystawiła w 1996 r.
Jaki los czeka „Zbrodnię i karę” po prapremierze 3 lutego i pięciu spektaklach zaplanowanych w tym samym miesiącu? – Jestem przekonany, że będzie długo grana – zapewnia Stefan Sutkowski. – A w niedalekiej przyszłości chcemy wystawić ponownie „Prometeusza” oraz przywrócić „Quo vadis”.
Bernadetta Matuszczak w pełni na to zasługuje. – W powojennych dziejach muzyki polskiej zajmuje miejsce wyjątkowe – ocenia inny kompozytor Edward Pałłasz. – Nigdy nie ulegała żadnym modnym tendencjom. Jej muzykę cechuje oszczędność, wręcz ascetyczność środków i jednocześnie ogromny szacunek dla słowa.
Kompozytorka, która zawsze korzysta ze znanych dzieł literackich, sama opracowuje libretta. Z powieści „Zbrodnia i kara” wykroiła dramat w dziewięciu scenach z prologiem i epilogiem i z udziałem siedmiu postaci. Chciała zachować to, co jej zdaniem najważniejsze: konflikt rozumu i wiary.
Przedstawienie reżyseruje Jitka Stokalska, a muzycznie przygotowuje dyrygent Kai Bumann. W roli Raskolnikowa wystąpi młody baryton Robert Szpręgiel, Porfirym będzie Krzysztof Kur.