– Jesteśmy w bardzo dobrych nastrojach, wracamy w końcu do ciepłych krajów – żartuje Adrian Woźniak, dyrektor techniczny w spółce 3Oceans, będącej nowym armatorem "Chopina". – Z portu wychodziliśmy we mgle, ale w trakcie rejsu mamy dużo słońca i załoga biega po pokładzie w koszulkach z krótkimi rękawkami.
W czwartek jednostka spodziewana jest w macierzystym Szczecinie, gdzie obok "Zawiszy Czarnego" i "Daru Młodzieży" ma być atrakcją uroczystości objęcia przez Polskę przewodnictwa w Radzie UE.
Spisuje się bardzo dobrze
Żaglowiec wypłynął w ubiegły piątek. Przepłynął przez Morze Północne i we wtorek po południu był w Kanale Kilońskim, najkrótszej drodze na Bałtyk.
– Spisuje się bardzo dobrze, tak jak przed wypadkiem – zapewnia Woźniak. – Płyniemy na silniku i części żagli, które postawiliśmy na początku podróży, kolejne stopniowo przygotowujemy do rozwinięcia.
To pierwszy testowy rejs od października ubiegłego roku, gdy wiatr o sile 8 – 9 w skali Beauforta połamał "Chopinowi" maszty.
Sztorm dopadł największy eksploatowany na świecie bryg 160 km na południowy zachód od wysp Scilly na Atlantyku i przerwał szkoleniowy rejs na Karaiby 36 gimnazjalistów ze "Szkoły pod Żaglami".
– Niepokój o córkę szybko rozwiały informacje, że nikomu nic się nie stało i żaglowiec jest bezpieczny – wspomina Przemysław Sachaj, ojciec jednej z uczestniczek rejsu. – Uszkodzone elementy zagrażały bezpieczeństwu młodzieży, dlatego przez pierwsze dni po sztormie kapitan zakazał wychodzenia na pokład. To było dla nich bardzo uciążliwe, odczuwali też żal z przerwania rejsu, tym bardziej że zdążyli się zżyć, a następnym przystankiem miała być ciepła Hiszpania.
"Chopin" został odholowany przez kuter rybacki "Nova Spero" do portu w kornwalijskim Falmouth i 7 listopada wpłynął do suchego doku stoczni Pendennis Shipyard Ltd. Koszty remontu wycenione na 299 tys. funtów miały być pokryte z ubezpieczenia, jednak PZU odmówiło wypłaty, uznając, że sztorm był zbyt słaby, by warunki umowy zostały spełnione.
Armator (wówczas Europejska Wyższa Szkoła Prawa i Administracji) walczył o pieniądze do lutego. Po naciskach polskich żeglarzy, którzy zagrozili zrywaniem umów z PZU, i "analizie nowych informacji" firma wypłaciła odszkodowanie.
Zwolnienie z aresztu przez radio
Częściowo udało się też rozwiązać spór z rybakami z "Nova Spero", których prawnicy wnioskowali o areszt "Chopina" jako poręczenie majątkowe na poczet długu za holowanie. Żaglowiec był zatrzymany od grudnia i mógł ponownie wyjść w morze po wpłaceniu kaucji przez spółkę 3Oceans.
– Niby mamy do czynienia z poważnymi procedurami, a o pozwoleniu na wypłynięcie powiedział nam ktoś przez radio – mówi prezes spółki Piotr Kulczycki. – Nie chcę mówić o wysokości kaucji, najważniejsze, że została uznana za wystarczającą.
Kulczycki poinformował też, że 6 lipca chce wrócić do rozmów z prawnikami brytyjskich rybaków.
– Dobrze, że negocjacji nie będziemy prowadzili z pozycji aresztowanego statku. Widziałem pięć różnych oszacowań kosztów holowania, wszystkie zawyżone, ostatnie to 300 tys. dolarów. Musimy ponownie wycenić usługę – dodaje.
Niewielka spółka 3Oceans zajmuje się czarterem i organizacją rejsów komercyjnych. Kulczycki zapewnia, że "Chopin" nadal będzie żaglowcem szkoleniowym, ale nie ma żadnych szans, by fundacje żeglarskie szkolące młodzież korzystały z jednostki nieodpłatnie, bo koszty jej eksploatacji są wysokie. – Z jednej strony jest brutalna ekonomia, z drugiej niezwykła więź żeglarzy, którzy dla "Chopina" są w stanie zrobić wszystko. To dla nich coś więcej niż żaglowiec i muszę się z tym liczyć – przyznaje prezes.