Reklama

Coś być musi, do cholery, za zakrętem

Mówił o sobie, że ma umysł ścisły. Usprawiedliwiał w ten sposób wybór studiów – 20 października odszedł Przemysław Gintrowski, jeden z ostatnich polskich bardów
Coś być musi, do cholery, za zakrętem

Foto: Fotorzepa, Wojciech Grzędziński Woj Wojciech Grzędziński

Reklama

W latach 80. po którejś demonstracji pierwszo- czy trzeciomajowej Zbigniew Herbert powiedział mu: „No i co, panie Przemysławie, znowu się pan chuliganił na ulicach". Przytaknął, a on stwierdził: „Szkoda was, młodych, na to. Wszyscy musimy czekać. Tu nie wytrzyma materia. Ona pierwsza odmówi współpracy".

Znał już wtedy autora „Pana Cogito", został przez niego zaakceptowany, co wcale nie było ani łatwe, ani oczywiste. Jeśli chodzi o piosenkę, Herbert był człowiekiem innej estetyki, o czym świadczą m.in. jego poetyckie hołdy dla Ireny Santor, Haliny Kunickiej czy bodajże Dalidy. Gintrowski ze swoją chrypą i długimi włosami musiał budzić w nim co najmniej mieszane uczucia. A jednak w końcu z właściwym sobie poczuciem humoru podpisywał dla niego kartki: „Tekściarz pana Gintrowskiego".

Pozostało jeszcze 96% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama