Mamy do czynienia z kontynuacją bodaj najbardziej spektakularnego i wyjątkowego, jeśli chodzi o dramaturgię, cyklu w polskim rocku.

Album Kultu „Tata Kazika" sprzedał się w 500 tysiącach egzemplarzy. Niesamowitą popularność zapewniły mu takie nieśmiertelne przeboje, jak „Baranek", „Celina", „Notoryczna narzeczona", „Inżynierowie z Petrobudowy" czy „Knajpa morderców".

Późniejsza o trzy lata kolejna płyta „Tata 2" rozeszła się w 300 tysiącach egzemplarzy, piosenki zaś Stanisława Staszewskiego – „A gdy będę umierał", „Jeśli zechcesz odejdź – odejdź", uzupełniały wiersze Gałczyńskiego oraz przedwojenne przeboje z repertuaru ojca-barda.

Kazik ma sporo szczęścia. Ponieważ jego ojciec porzucił rodzinę, nie interesował się z początku spuścizną po Stanisławie. Wręcz nagrywał na pozostawionych przez niego kasetach swoje ulubione punkowe zespoły.

Fanem Kultu był jednak reżyser Jerzy Zaleski, ten od filmu „Historii Roja". Najpierw zaprosił zespół do filmu „Czarne słońca" (1992), potem przypomniał Kazikowi ojca, a wreszcie nakręcił przełomowy dokument „Tata Kazika". Był rok 1993: jednocześnie ukazała się płyta Kultu.

Akuszerem najnowszego albumu był Przemysław Lembicz z Kwartetu ProForma, zajmującego się poezją śpiewaną i piosenką autorską. Wykonuje też z Kazikiem na koncertach pieśni jego ojca, zaś w 2012 roku nagrał z nim album „Wiwisekcja".

Lembicz długo drążył temat archiwum rodzinnego Kazika, zainspirowany informacjami zawartymi w biografii Stanisława Staszewskiego „Tata mimo woli". A chociaż lider Kultu podchodził do sprawy sceptycznie, muzyk ProFormy wraz z synem Kazika, Kaziem odnalazł w piwnicy i rodzinnych szpargałach tak dużo materiału, że wierszy starczy nie tylko na jedną płytę. Trzeba było tylko skomponować nową muzykę.

Żywy pośród umarłych

Przez całą noc Stanisław Staszewski leżał w kostnicy obozu koncentracyjnego KL Mauthausen. Przywalony trupami, żywy pośród umarłych. Odnalazł go tam kapo. Tak się złożyło, że pochodził z tego samego miasta co Staszewski, czyli z Pabianic.

Autopromocja
Od 29.10 w "Rzeczpospolitej" i "Parkiecie"

Wszystko o zrównoważonym rozwoju i pozafinansowym raportowaniu spółek

Sprawdź szczegóły

Stanisław Staszewski opisał przełomowe doświadczenie swojego życia w wierszu „Gdybym miał kogoś" śpiewanym teraz przez Kazika z towarzyszeniem Kwartetu ProForma:

„Gdybym miał kogo.../ Potęgą bym stężał/ Zerwałbym gwiazdy spod niebios kopuły/ Złoty krąg słońca zawróciłbym z drogi/ I bliski jego, co mi życie struły/ Rzuciłbym w triumfie pod nogi! pod nogi... / Pieśni bym wyśpiewał. Ech, pieśni nad pieśniami/ Temu, co nie wie, co nie czuje, zwleka/ Hymn bałwochwalczy temu, co mą duszę/ Bogom wyrwawszy, znów wcielił w człowieka".

Mamy do czynienia z podszytym beznadzieją wołaniem powojennego Fausta, który chętnie podpisałby cyrograf, gdyby było z kim. Cała płyta ujawnia duchowe rozterki dwudziestokilkuletniego człowieka, architekta, ale i poety, któremu niezwykle bliski był dekadencki, bachiczny styl Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.

Hekatomba II wojny światowej przerobiła ideały Stanisława na miał. Z podoficera Armii Krajowej stał się nie tylko zadeklarowanym komunistą, lecz i tajnym współpracownikiem bezpieki. Na krótko. Śpiewane przez Kazika wiersze ojca wskazują, że nie tylko w Płocku, gdzie był architektem i napisał szyderczych „Inżynierów z Petrobudowy", Stanisław wątpił także w sens komunizmu.

W „Nie dali ojce" napisał „pod słońcem neonów uczą nas żyć". A także: „Bożnice, kościoły spłonęły nam/ I święte portrety wypadły z ram/ Została męczarnia zwykłego dnia/ I nocne ołtarze pełnego szkła". Upiorny komunistyczny świat daje się wytrzymać tylko dzięki alkoholowi.

Odrzucona kariera

Programowym wyznaniem braku ideałów jest „Klub Cynicznych Egoistów": „W życiu trzy są ważne rzeczy/ Wszystko inne przy nich ginie/ Nigdy uczuć nie skaleczysz/ Przy kobiecie, pieśni, winie! ".

Stanisław Staszewski, który odrzucił pokusę literackiej i muzycznej kariery, a cenił sobie tylko tę towarzyską i środowiskową na biesiadach, w wierszu „1947" obnaża peerelowską machinę promocji młodych talentów i nie zamierza z niej korzystać, choć alternatywę widzi mizerną: „Tak by sobie w »Kuźnicy«, tak by w »Odrodzeniu«/ Kott by się pierwszy kłaniał, Wyka by się łasił... / »Parnas, panie, przekażmy, pokoleniu...«/A tak – czytaj w niedzielę, psiakrew, pannie Kasi".

Są też na płycie przepiękne liryki miłosne, pełne melancholii, niespełnienia – jak „Most". Pojawia się także typowy socrealistyczny pejzaż – „Na Mariensztacie kurant dzwoni", ale i samotność: „przekleństwo nocy" rozgwieżdżonej. Wyjątkową piosenką jest „Leonardo".

Staszewski wybrał sobie na patrona odmienności jedną z największych postaci w historii ludzkości, czyli da Vinciego. Kazik śpiewa ten wiersz przypominający homoseksualne perturbacje renesansowego myśliciela, który we Florencji padł ofiarą donosu o sodomii z modelem i męską prostytutką Saltarellim.

Zaskakujący tytuł

Pod względem stylistycznym nowy album zbliżony jest do poprzednich. Pojawiają się ballady i walczyki, a nawet motywy charakterystyczne dla Kultu. Poza kompozycją „Apel poległych" w stylu Black Sabbath zwracają uwagę inne aranżacje – akustyczne, bliższe piosenki aktorskiej czy autorskiej, z partiami fortepianu, kontrabasu. Melodie są chwytliwe, zaś do tekstów dołączono chwyty pozwalające zagrać piosenki w domowych warunkach.

Zaskakujący jest tytuł albumu. Na początku miał brzmieć „Syn Staszka". Ostatecznie zapadła decyzja, żeby zacytować fragment przeboju „12 groszy", gdzie Kazik przepowiadał: „Tata 2, Tata Kazika, niedługo przyjdzie pora... / Tata Kazika kontra Hedora". To, co brzmiało kiedyś absurdalnie i nawiązywało do kiczowatych japońskich filmów o superpotworach, jakie oglądał lider Kultu w dzieciństwie – obrosło w w muzyczną formę, nomen omen, dzięki Kwartetowi ProForma.