Ostatni artykuł w rosyjskiej prasie nie był przypadkiem. Był bez wątpienia inspirowany. Z punktu widzenia Polski można się zastanawiać, przez kogo. Czy przez środowiska, które nie chcą poprawy stosunków z Polską, czy przez środowiska, które kształtują politykę rosyjską po to, aby pokazać Polsce, że nawet taka skrajna postawa jest w Rosji możliwa. Nie mam w tej sprawie jasności. Ale jest poniżej godności premiera, prezydenta czy szefa MSZ, aby się do czegoś takiego odnosić. Reagować powinni historycy, środowiska opiniotwórcze, a przede wszystkim polska prasa. Na przykładzie akcji „Rzeczpospolitej”, która walczy z pojęciem „polskie obozy śmierci” w odniesieniu do hitlerowskich obozów zagłady, widać, że media są nieporównanie skuteczniejsze od protestów dyplomatów, które w ogóle nie są brane pod uwagę.
Zdecydowanie się nie zgadzam z tymi, którzy mówią, że wizyta premiera Tuska nie przyniosła przełomu. Czy pocałunek kochanków po latach separacji nie jest przełomem? Być może to jednak nie do końca trafna metafora. Zapewne bardziej pasuje tu porównanie do spotkania sąsiadów, którzy przez dłuższy czas nie podawali sobie ręki, ale potem napili się razem wódki i okazało się, że są normalnymi chłopami. Tak właśnie dał się poznać Tusk: jako normalny chłop. Mówiąc zaś językiem bardziej urzędowym: rosyjskie kierownictwo przekonało się, że premierem Polski został normalny europejski polityk, o niebo lepszy od swojego, moim zdaniem, niezbyt normalnego poprzednika.
Tylko naiwni mogli się spodziewać, że ta wizyta rozwiąże problemy tarczy antyrakietowej czy gazociągu północnego. Polska nie jest stroną w sporze o tarczę. To problem rosyjsko-amerykański. Jako satelita Stanów Zjednoczonych Polska wykona polecenie Białego Domu, tak jak kiedyś wykonywała każde życzenie politbiura w Moskwie. Co do gazociągu północnego, to owszem, projekt Amber (przechodzący przez państwa nadbałtyckie i Polskę – dop. red.) jest tańszy. Jednak Polska ponosi winę za to, że Rosja woli droższą trasę, byle bez pośredników. Przecież to Warszawa w ciągu 15 lat upolityczniała próby uregulowania tranzytu. Gazprom może by i chciał zaufać Tuskowi, ale jego rząd nie jest wieczny. Następny może znowu powrócić do polityki konfrontacji. To za duże ryzyko.
—not. a.pis.
PO niepotrzebnie włączyła tę wizytę do swojego katalogu cudów mniemanych, a cudów tutaj być nie mogło. W stosunkach polsko-rosyjskich mamy masę problemów o różnym natężeniu. Począwszy od bieżącej współpracy przez interpretację historii, aż po problemy strategiczne, takie jak tarcza antyrakietowa czy sprawy energetyki. W całej tej masie padła zapowiedź zniesienia blokady żeglugi na Zalewie Wiślanym. Przypominam, że takich zapowiedzi było już wcześniej kilka. Jeśli obietnica zostanie zrealizowana, rzeczywiście będzie to konkretne, ważne osiągnięcie. Nie widać natomiast żadnego postępu w sprawach energetyki czy polityki historycznej. Nawet prof. Bronisław Geremek, który raczej chyba nie sprzyja PiS, mówił, że sprawa Katynia powinna być w czasie tej wizyty inaczej przedstawiana. Tu powinien nadejść ze strony rosyj- skiej jednoznaczny sygnał. Oczywiście, że atmosfera wizyt jest ważna. Ale trudno, żeby była niedobra, mamy XXI wiek, a Rosjanie są gościnni. Czasem mam wrażenie, że komentatorzy zapomnieli, iż Polska nie ma z Rosją stosunków jak w okresie zimnej wojny, żeby oceniać je jedynie w kategoriach atmosfery. Trzeba stawiać sobie bardziej ambitne cele. W dzisiejszych czasach wizyty nie ocenia się jednak po tym, jaka była atmosfera, lecz po konkretnych rezultatach. A na razie jest ich niewiele. Nie chcę być złośliwy i nie będę drwił z tego, że będziemy mieć festiwal piosenki rosyjskiej. Odbie- ram to jednak jako pewien brak wyczucia. Ostatnią rzeczą, jakiej chcieliby mieszkańcy naszego kraju, jest festiwal, który nawiązuje do tradycji PRL. —not. lor