Reklama

Rosjanie pokazali, że chcą się skupić się na przyszłości

Władimir Putin złożył formę samokrytyki. Przyznał, że Rosja miała swój wkład w pogorszenie stosunków z Polską – mówi „Rz” były szef MSZ Adam Rotfeld

Aktualizacja: 09.02.2008 03:04 Publikacja: 08.02.2008 19:51

Rz: W dniu wizyty polskiego premiera w Moskwie prezydent Putin mówi o nowym wyścigu zbrojeń w kontekście tarczy antyrakietowej. Jak interpretować fakt, że właśnie w tym dniu pojawia się taka wypowiedź?

Adam Rotfeld: Nie oczekiwałem, żeby Rosjanie w wyniku tej wizyty zmienili stanowisko w sprawie tarczy antyrakietowej. Dla nich ta sprawa nie tylko wykracza poza stosunki dwustronne, ale ma charakter globalny, a Polska jest tutaj traktowana jako pochodna tej glo- balnej strategii. Dał temu wyraz szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow, mówiąc, że dla Rosji nie ma znaczenia dziesięć rakiet w Polsce. To, co ją denerwuje, to konsekwentne rozbudowywanie amerykańskiego arsenału wokół Rosji, w różnych miejscach świata. Ta reakcja była tylko potwierdzeniem, że Rosja nie zamierza na razie zmieniać stanowiska w tej sprawie. Wierzę jednak, że je w końcu zmieni, choć sądzę, iż nie stanie się to za obecnej amerykańskiej administracji.

W innych sprawach widzi pan jakieś pozytywne sygnały?

Mam wrażenie, że Rosjanie chcą, aby Warszawa koncentrowała się w relacjach z Moskwą na sprawach dwustronnych. I widać, że tam, gdzie sprawy dotyczyły takich relacji, były pozytywne reakcje, a tam, gdzie dotyczyły tarczy antyrakietowej czy gazociągu, Rosja pokazywała, że ma innych partnerów. Ważne, że obie strony widzą, iż mimo zamrożonych stosunków w ostatnich latach obroty między naszymi krajami były ogromne. Nasz eksport do Rosji wzrósł sześciokrotnie! To dowód, że potrafimy oddzielać gospodarkę od polityki. Z wyjątkiem energetyki, oczywiście.

Słowa Putina, że mimo usilnych prób z obu stron stosunków nie udało się zepsuć, miały rozładować atmosferę?

Reklama
Reklama

Putin nic nie mówi przypadkowo. Jak mówił Talleyrand, najlepsze improwizacje są dobrze przygotowane. Intencją tej wypowiedzi było pokazanie, że Rosja wie, iż ma także swój udział w pogorszeniu wzajemnych stosunków. To taka forma samokrytyki. Ale też apelu: nie mówmy już o tym. Zaczynajmy rozmowę od spraw skierowanych w przyszłość i rozwiązujmy problemy, które leżą przed nami.

Sprawa tarczy antyrakietowej ma dla Rosji sens globalny - Adam Rotfeld były szef MSZ

Tylko czy można w ogóle uniknąć upolityczniania problemów?

Niektóre sprawy ekonomiczne są niepotrzebnie upolityczniane. Embargo na mięso było tego przykładem. Gdyby nie nastąpił chłód w naszych relacjach, embarga by nie było. Kiedy nastąpiła odwilż, okazało się, że można zdjąć restrykcje, a mięso z Polski odpowiada najwyższym standardom. Nie można jednak uniknąć upolityczniania spraw, które wymagają pewnego moralnego osądu, na przykład oceny haniebnego paktu Ribbentrop-Mołotow, zbrodni katyńskiej czy prześladowań Polaków.

Jeżeli ktoś nie chce tego upolityczniać, to wystarczy, że zajmie stanowisko zgodne z moralnymi zasadami i wartościami i problem będzie zdjęty z porządku dziennego.

Jak więc reagować na artykuły, które negują zbrodnię katyńską?

Reklama
Reklama

Ostatni artykuł w rosyjskiej prasie nie był przypadkiem. Był bez wątpienia inspirowany. Z punktu widzenia Polski można się zastanawiać, przez kogo. Czy przez środowiska, które nie chcą poprawy stosunków z Polską, czy przez środowiska, które kształtują politykę rosyjską po to, aby pokazać Polsce, że nawet taka skrajna postawa jest w Rosji możliwa. Nie mam w tej sprawie jasności. Ale jest poniżej godności premiera, prezydenta czy szefa MSZ, aby się do czegoś takiego odnosić. Reagować powinni historycy, środowiska opiniotwórcze, a przede wszystkim polska prasa. Na przykładzie akcji „Rzeczpospolitej”, która walczy z pojęciem „polskie obozy śmierci” w odniesieniu do hitlerowskich obozów zagłady, widać, że media są nieporównanie skuteczniejsze od protestów dyplomatów, które w ogóle nie są brane pod uwagę.

Zdecydowanie się nie zgadzam z tymi, którzy mówią, że wizyta premiera Tuska nie przyniosła przełomu. Czy pocałunek kochanków po latach separacji nie jest przełomem? Być może to jednak nie do końca trafna metafora. Zapewne bardziej pasuje tu porównanie do spotkania sąsiadów, którzy przez dłuższy czas nie podawali sobie ręki, ale potem napili się razem wódki i okazało się, że są normalnymi chłopami. Tak właśnie dał się poznać Tusk: jako normalny chłop. Mówiąc zaś językiem bardziej urzędowym: rosyjskie kierownictwo przekonało się, że premierem Polski został normalny europejski polityk, o niebo lepszy od swojego, moim zdaniem, niezbyt normalnego poprzednika.

Tylko naiwni mogli się spodziewać, że ta wizyta rozwiąże problemy tarczy antyrakietowej czy gazociągu północnego. Polska nie jest stroną w sporze o tarczę. To problem rosyjsko-amerykański. Jako satelita Stanów Zjednoczonych Polska wykona polecenie Białego Domu, tak jak kiedyś wykonywała każde życzenie politbiura w Moskwie. Co do gazociągu północnego, to owszem, projekt Amber (przechodzący przez państwa nadbałtyckie i Polskę – dop. red.) jest tańszy. Jednak Polska ponosi winę za to, że Rosja woli droższą trasę, byle bez pośredników. Przecież to Warszawa w ciągu 15 lat upolityczniała próby uregulowania tranzytu. Gazprom może by i chciał zaufać Tuskowi, ale jego rząd nie jest wieczny. Następny może znowu powrócić do polityki konfrontacji. To za duże ryzyko.

—not. a.pis.

PO niepotrzebnie włączyła tę wizytę do swojego katalogu cudów mniemanych, a cudów tutaj być nie mogło. W stosunkach polsko-rosyjskich mamy masę problemów o różnym natężeniu. Począwszy od bieżącej współpracy przez interpretację historii, aż po problemy strategiczne, takie jak tarcza antyrakietowa czy sprawy energetyki. W całej tej masie padła zapowiedź zniesienia blokady żeglugi na Zalewie Wiślanym. Przypominam, że takich zapowiedzi było już wcześniej kilka. Jeśli obietnica zostanie zrealizowana, rzeczywiście będzie to konkretne, ważne osiągnięcie. Nie widać natomiast żadnego postępu w sprawach energetyki czy polityki historycznej. Nawet prof. Bronisław Geremek, który raczej chyba nie sprzyja PiS, mówił, że sprawa Katynia powinna być w czasie tej wizyty inaczej przedstawiana. Tu powinien nadejść ze strony rosyj- skiej jednoznaczny sygnał. Oczywiście, że atmosfera wizyt jest ważna. Ale trudno, żeby była niedobra, mamy XXI wiek, a Rosjanie są gościnni. Czasem mam wrażenie, że komentatorzy zapomnieli, iż Polska nie ma z Rosją stosunków jak w okresie zimnej wojny, żeby oceniać je jedynie w kategoriach atmosfery. Trzeba stawiać sobie bardziej ambitne cele. W dzisiejszych czasach wizyty nie ocenia się jednak po tym, jaka była atmosfera, lecz po konkretnych rezultatach. A na razie jest ich niewiele. Nie chcę być złośliwy i nie będę drwił z tego, że będziemy mieć festiwal piosenki rosyjskiej. Odbie- ram to jednak jako pewien brak wyczucia. Ostatnią rzeczą, jakiej chcieliby mieszkańcy naszego kraju, jest festiwal, który nawiązuje do tradycji PRL. —not. lor

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Warszawa
Rekordowa transakcja w Warszawie. 26 mln zł za trzy apartamenty przy Anielewicza
Kraj
Znieważyli policjantów, a teraz ich przepraszają
Kraj
Odwilż opanuje Polskę. Możliwe wzrosty poziomu wód
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama