Reklama

Wszystkie błędy, jakie zrobili śledczy

Olewnikowie stworzyli listę zaniedbań. Poprosił o nią minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski

Publikacja: 11.04.2008 05:14

Chodzi o błędy, których dopuścili się policjanci i prokuratorzy zajmujący się sprawą porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. O przedstawienie na piśmie uwag dotyczących zaniedbań w śledztwie na spotkaniu z bliskimi ofiary poprosił minister Ćwiąkalski.

– Lista wskazuje, co zaniedbano od początku postępowania aż do chwili przejęcia go przez prokuraturę w Olsztynie. Właśnie przekazałem ją ministrowi – potwierdza „Rz” Ireneusz Wilk, adwokat Olewników.

Opracowanie zawiera kilkadziesiąt istotnych uchybień – ustaliła „Rz”. Już na początku policjanci nie zabezpieczyli wszystkich śladów w domu porwanego Krzysztofa, które pozwoliłyby ustalić sprawców. Dotyczy to m.in. słuchawki telefonu, z którego Krzysztof w momencie wtargnięcia porywaczy próbował dodzwonić się do ojca. Teraz już wiadomo – zeznał to sam Sławomir Kościuk (porywacz, który powiesił się w celi) – że na słuchawce mogły być odciski palców, bo jeden z bandytów wyrwał ją Krzysztofowi z ręki, gdy ten próbował zaalarmować rodzinę.

Kardynalnym zaniedbaniem, o którym obszernie pisze rodzina Olewników, jest brak działań policji i rezygnacja z monitorowania momentu podjęcia okupu przez porywaczy w lipcu 2003 r. Mimo że o całej akcji – jak twierdzi rodzina – poinformowali szefa policyjnej grupy Remigiusza Mindę.

[wyimek]Włos znaleziony w domu ofiary zanalizowano dopiero po pięciu latach. Należał do jednego z porywaczy[/wyimek]

Reklama
Reklama

– Zapewniał nas, że wszystko jest pod kontrolą – podkreślała wielokrotnie siostra Krzysztofa Danuta Olewnik-Cieplińska, która wraz z mężem przekazała bandytom 300 tys. euro.

Chociaż porywacze kilkakrotnie dzwonili ze wskazówkami, gdzie zrzucić torbę z pieniędzmi, policja nie próbowała nawet sprawdzić, skąd telefonują. Dziś wiadomo, że okup odbierało czterech porywaczy. W piśmie wytknięto też, że policja nie sprawdziła anonimu, który kilka miesięcy przed podjęciem okupu – gdy Krzysztof jeszcze żył – przekazali funkcjonariuszom Olewnikowie.

Autor anonimu wskazywał, jak się okazało trafnie, że Ireneusz Piotrowski ps. Bokser „w okolicach Nowego Dworu” pilnuje uwięzionego Krzysztofa. Inny zarzut dotyczący praktycznie całego śledztwa to opieszałość w badaniu zabezpieczonych dowodów i sporządzaniu ekspertyz. Na przykład włos z domu ofiary, zabezpieczony po porwaniu, do analizy przekazali dopiero olsztyńscy prokuratorzy w 2006 r. Okazało się, że należał do Kościuka.

Równie opieszale śledczy występowali o sporządzenie billingów z kart telefonicznych, które podrzucali porywacze i z których przyjmowali połączenia.

Rodzina wskazuje osoby winne, przez które nie udało się uratować Krzysztofa. To m.in. szef policyjnej grupy Remigiusz Minda i stołeczni prokuratorzy. – Dla mnie porażką jest to, że nie udało się uwolnić Krzysztofa Olewnika – powiedział wczoraj wieczorem w TVN 24 Minda. – Grupa wykonywała pracę potężną. Jeśli rodzina uważa, że za nieudolnością prowadzenia czynności stoję ja, to przepraszam – dodał.

O tym, czy i kto usłyszy zarzuty, zdecyduje prokuratura. Prokuratorów, którzy badają śledztwo dotyczące porwania, wesprze ośmiu najlepszych policjantów z CBŚ, biura kryminalnego i biura spraw wewnętrznych KGP.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Kraj
Czy Polskę 2050 w Warszawie czeka podział? Reakcje na wojnie na górze
Kraj
„Rzecz w tym”: Nowe Centrum, stara próżnia? Polityczna układanka po rozpadzie Polski 2050
Warszawa
Rekordowa cena za metr kwadratowy zapłacona. Gdzie jest granica?
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama