Jak ustaliliśmy, dowództwo operacyjne, które zajmuje się przygotowaniem polskich misji zagranicznych, dostało w ubiegłym tygodniu polecenie przygotowania przerzutu 2000 żołnierzy w ramach kolejnej, czwartej już, zmiany kontyngentu w Afganistanie.
W tej chwili bezpieczeństwa w prowincji Ghazni, która znajduje się pod polską kontrolą, pilnuje 1600 żołnierzy. Kilka dni temu szef BBN Aleksander Szczygło zaapelował jednak, by mimo planowanych oszczędności w resorcie obrony zwiększyć naszą misję. Skierował w tej sprawie oficjalne pismo do szefa MON.
– Rząd powinien się zgodzić na wysłanie dodatkowych żołnierzy, bo do tego zmusza sytuacja w tym regionie – mówi Grzegorz Dolniak, wiceprzewodniczący Klubu PO, członek Sejmowej Komisji Obrony Narodowej.
W tej sprawie nie ma jeszcze oficjalnego stanowiska rządu. Jak mówią nasi rozmówcy z Ministerstwa Obrony, ta kwestia może się pojawić na posiedzeniu Rady Ministrów w najbliższy wtorek.
[srodtytul]Ofensywa talibów[/srodtytul]
Zachodni przywódcy obawiają się, że latem, kiedy w Afganistanie będą się odbywać wybory prezydenckie, parlamentarne i lokalne, może dojść do fali zamachów na niespotykaną skalę. Tymczasem eksperci ostrzegają, że już wkrótce na dużo większe niebezpieczeństwo będą narażeni polscy żołnierze. Ukrywający się w górach ekstremiści zapowiadają bowiem, że na wiosnę, kiedy topniejące śniegi odblokują górskie przełęcze, rozpoczną kolejną ofensywę przeciwko zachodnim wojskom. A Amerykanie przygotowują się do uderzenia wyprzedzającego w pięciu prowincjach otaczających Ghazni.
– Obawiamy się zepchnięcia zorganizowanych grup przeciwnika do naszej prowincji – mówił szef MON Bogdan Klich kilka dni temu w wywiadzie dla „Rz”.
[srodtytul]Sojusznik z Mongolii[/srodtytul]
Minister Klich zapowiedział wysłanie do Afganistanu dodatkowych śmigłowców i stworzenie w kraju strategicznego odwodu. Podjął też decyzję, że Polacy będą prowadzić głównie działania bojowe, a liczba żołnierzy zajmujących się zabezpieczaniem misji zostanie ograniczona do minimum. W ramach zmiany strategii do Ghazni zostanie przeniesiony oddział GROM, do tej pory działający na południu Afganistanu w rejonie Kandaharu.
Na tym jednak nie koniec. Jak dowiedziała się „Rz”, Polakom w zabezpieczeniu prowincji ma pomóc 200 żołnierzy z Mongolii. – Wszystko wskazuje na to, że nasz kontyngent będzie wzmocniony przez mongolskich żołnierzy. Rozmowy są zaawansowane i mam nadzieję, że trafią oni do naszej prowincji jeszcze przed zaplanowanymi na lato wyborami – mówi „Rz” wysoki rangą urzędnik Ministerstwa Obrony Narodowej.
– Mongołowie to świetnie wyszkoleni i przygotowani do walki żołnierze. Mają dobrą tradycję współpracy z naszymi oddziałami. Byłoby świetnie, gdyby nas wsparli w Afganistanie – mówi „Rz” gen. Mieczysław Bieniek, były dowódca Wielonarodowej Dywizji Centrum-Południe w Iraku. Oprócz Polaków służyło tam 160 żołnierzy z Mongolii, których zadaniem była ochrona polskiej bazy w al Hilli.
– Jeden z mongolskich kolegów stał się naszym bohaterem. Zastrzelił dwóch terrorystów-samobójców, którzy chcieli wtargnąć na teren bazy – opowiada generał.
W Afganistanie w ramach międzynarodowej misji ISAF służy już 56 tysięcy żołnierzy z 41 krajów. Amerykanie mający największy kontyngent prowadzą też osobną misję, w której uczestniczy 17 tysięcy żołnierzy. Prezydent Barack Obama zapowiedział niedawno, że niebawem dośle drugie tyle, i naciska na sojuszników, by poszli w jego ślady. Waszyngton ma nadzieję, że Europa zadeklaruje wysłanie większej liczby wojsk do Afganistanu podczas jubileuszowego szczytu NATO w Strasburgu i Kehl na początku kwietnia.
[i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora:
[mail=w.lorenz@rp.pl]w.lorenz@rp.pl[/mail][/i]