Prokuratorzy dotarli do nowego tropu wskazującego na to, że włamywaczom, którzy w lipcu weszli do domu adwokat Jolanty Turczynowicz-Kieryłło – obrońcy policjantów podejrzanych o zaniedbania w sprawie porwania Krzysztofa Olewnika – chodziło o coś więcej niż zwykły rabunek.

– Jest pewne, że ktoś włamał się do skrzynki e-mailowej z informacjami związanymi ze sprawą Olewnika – mówi informator „Rz” z wymiaru sprawiedliwości.

Dlatego sprawa trafiła na najwyższy szczebel: do Wydziału ds. Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie. Śledczy mają zasięgać informacji nawet w FBI.

– Prowadzimy śledztwo dotyczące włamania do domu adwokat, sprawdzamy wszystkie tropy – potwierdza „Rz” Robert Majewski, zastępca prokuratora apelacyjnego w Warszawie.

[srodtytul]Trzy laptopy i Internet[/srodtytul]

Z domu w Milanówku, gdzie mieszka Turczynowicz-Kieryłło, złodzieje ukradli m.in. trzy laptopy. W jednym z nich były informacje dotyczące sprawy Olewnika i niepublikowany wywiad z Remigiuszem M., szefem policyjnej grupy poszukującej porwanego.

Ten sam tekst jest w jej prywatnej skrzynce założonej przez jej męża Andrzeja Kieryłłę na serwerach Google’a.

Tuż po włamaniu mąż nie mógł się już zalogować do tej skrzynki e-mailowej. – Hasło główne nie działało. Hasła awaryjne zaraz po wpisaniu także przestawały działać. Podejrzewałem, że ktoś musiał się włamać – opowiada „Rz” Andrzej Kieryłło. Kłopoty trwały przez dwa dni. Kierylle udało się w końcu – z pomocą firmy – ponownie przejąć nad nią kontrolę.

[srodtytul]Jak specsłużby[/srodtytul]

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Z ustaleń „Rz” wynika, że skok na skrzynkę zaczęli sprawdzać śledczy. By ustalić, czy ktoś przeglądał pocztę mecenas, wystąpili do właściciela serwera o tzw. historię wejść – zapis tego, z jakiego komputera i przez jakie łącza wchodzono do skrzynkę.

Historia wejść miała jednak zaginąć. – Jakim cudem zaginęły informacje dotyczące wejść do mojej skrzynki, nie wiem – dziwi się Andrzej Kieryłło. – Żona i ja jesteśmy przekonani, że komuś zależało, by się dowiedzieć, co jest w skrzynce. Łączymy to ze sprawą Olewnika.

Poczta Google’a należy do najlepiej zabezpieczonych na świecie. Trudno się do niej włamać, a jeszcze trudniej ukraść coś, nie zostawiając śladu.

– Każde logowanie do poczty zostawia ślad – mówi nasz informator znający sprawę. – Dzięki numerowi IP, czyli adresowi komputera, z którego logujemy się w sieci, łatwo namierzyć osobę wchodzącą do poczty. Te dane gromadzone są na serwerze. Dzięki temu firma zarządzająca portalem wie, kto i kiedy logował się do ich systemu. W przypadku e-maila pani mecenas mieliśmy albo do czynienia z siłą nadprzyrodzoną, albo z ingerencją służb specjalnych.

Tymczasem w systemie nie ma śladów logowania do poczty mecenas.

Wysoki rangą oficer kontrwywiadu: – W Polsce tylko ABW i AW mają możliwość czytania poczty elektronicznej. Ich programy są w stanie bardzo dyskretnie przeczytać informacje. Taką możliwość mają też zagraniczne służby.

[ramka][b]>kogo broni adwokat[/b]

Policjanci, których reprezentuje Jolanta Turczynowicz-Kieryłło, są podejrzani o niedopełnienie obowiązków, których skutkiem mogła być śmierć Krzysztofa Olewnika (został porwany w 2001 r., a w 2003 r. zamordowany). Jest wśród nich Remigiusz M., szef policyjnej grupy. Przed komisją śledczą ds. Olewnika odmówił składania zeznań. Adwokat chciała, by komisja zawiesiła prace do zakończenia prokuratorskiego śledztwa przeciwko jej klientowi i przedstawiała Remigiusza M. jako policjanta o nienagannej opinii, wręcz ofiarę. Sejmowi śledczy uznali, że porównywanie dramatu Krzysztofa Olewnika z sytuacją M. to nadużycie i niestosowność.

[i]graż[/i] [/ramka]

[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorów

[mail=g.zawadka@rp.pl]g.zawadka@rp.pl[/mail] [mail=m.kowalewski@rp.pl]m.kowalewski@rp.pl[/mail][/i]