Bliscy ofiar NKWD przygotowują się do wyjazdu na ogłoszenie wyroku w sprawie katyńskiej przez Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. – Nareszcie. Tak długo na to czekaliśmy – mówi Ojcumiła Wołk z Warszawy. 16 kwietnia Trybunał publicznie ogłosi wyrok w sprawie skargi, jaką ona i 14 innych osób wniosło przeciwko Rosji.
Jedna z zaledwie kilku żyjących wdów katyńskich do Strasburga wprawdzie nie pojedzie, ale datę zapowiedzianej decyzji traktuje jako wspaniały prezent na urodziny. 20 kwietnia skończy bowiem 95 lat.
– Bardzo się cieszę, że wyrok zapadnie niedługo – nie kryje wzruszenia.
Do wyjazdu przygotowuje się jednak jej córka Witomiła Wołk-Jezierska. – Oczywiście, że chcę być na sali, gdy Trybunał odczyta wyrok. Negocjuję z mężem, który niedawno przeszedł operację, jak najłatwiej możemy dotrzeć do Strasburga – mówi. Jest przekonana, że sędziowie uznają nasze zarzuty. Sądzi, że data odczytania wyroku, która przypada niemal dokładnie w rocznicę zbrodni katyńskiej, nie jest przypadkowa.
– A wyrok oznacza uspokojenie naszego życia i oczyszczenie duszy, bo ta niezałatwiona rozliczenia zbrodni sprawa bardzo nam ciążyła – mówi Witomiła Wołk-Jezierska.
Krystyna Krzyszkowiak z Warszawy dowiedziała się o dacie wyroku w czwartek późnym wieczorem. Natychmiast zadzwoniła do brata Ryszarda Adamczyka, który mieszka w Niemczech. „Jeśli stoisz, to usiądź" – zapowiedziała od razu. – Oczywiście, że pojedziemy z bratem do Strasburga. To mój obowiązek, żeby być na sali i wysłuchać wyroku – dodaje.
Krewni pomordowanych przez NKWD uważają, że wyrok pomoże też Rosji
Ona też wierzy, że data ogłoszenia wyroku nie jest przypadkowa. – Mojego ojca 20 kwietnia 1940 roku wywieziono z obozu w Ostaszkowie – mówi.
Wierzy też, że pomordowani oficerowie „gdzieś tam u góry" zadbali, by wyrok zapadał akurat w kwietniu. Nie chodzi jej o zemstę za to, że nigdy nie poznała ojca, oficera policji, bo gdy przyszła na świat, on był już w rękach NKWD.
– Ten wyrok to także szansa dla Rosji na godne załatwienie sprawy tej zbrodni. To powinno pomóc nam wszystkim – mówi.
Wanda Rodowicz, kuzynka legendarnego „Anody" (Jana Rodowicza) z akcji pod Arsenałem, wnuczka zamordowanego w Katyniu oficera, także rozważa wyjazd do Strasburga.
Przygotowania części krewnych ofiar NKWD do wyjazdu już mobilizują innych.
– Przewodniczący izby Trybunału nie może przecież odczytywać wyroku przy prawie pustej sali – twierdzą. Ostateczna lista obecności w Strasburgu na pewno będzie dłuższa.
W Strasburgu podczas ogłoszenia wyroku chcą być także reprezentujący Polaków prawnicy: Bartłomiej Sochański, Roman Nowosielski i Ireneusz Kamiński. Nie wiadomo jeszcze jednak, czy wszystkim uda się tego dnia stawić przed Trybunałem. I oni wierzą natomiast, że skoro Trybunał zamierza ogłosić wyrok publicznie, co zdarza się bardzo rzadko, i wybrał akurat kwietniowy termin swej decyzji, zarzuty krewnych ofiar NKWD powinny zostać uznane.
– Nie zdradzę tajemnicy, jeśli powiem, iż spodziewam się, że sędziowie potwierdzą nieprzeprowadzenie przez Rosję skutecznego śledztwa w sprawie zbrodni katyńskiej – mówi mecenas Sochański.