Reklama
Rozwiń
Reklama

12 lat za kratami za nic

W efekcie działań gdańskiego śledczego i sędziego życie mężczyzny legło w gruzach

Aktualizacja: 05.10.2012 07:59 Publikacja: 05.10.2012 01:47

Mojego życia już nie ma – mówi Czesław Kowalczyk

Mojego życia już nie ma – mówi Czesław Kowalczyk

Foto: PAP

Czesław Kowalczyk dostał wyrok za zabójstwo. Dopiero po 12 latach okazało się, że był niewinny. To kolejny ludzki dramat, który pokazuje, że bez wprowadzenia instrumentów pozwalających oczyścić prokuraturę z kiepskich śledczych nie da się naprawić w Polsce systemu przestrzegania i egzekwowania prawa. Sprawie przyjrzeli się dziennikarze „Rz" i programu „Państwo w państwie" telewizji Polsat.

Musieliby go puścić

Kowalczyk, przedstawiciel handlowy z Trójmiasta, do aresztu śledczego trafił w styczniu 1999 r. Kolejne 12 lat spędził w aresztach śledczych w Sztumie, na warszawskim Mokotowie, w Gdańsku. Rozpadła się jego rodzina, podupadł na zdrowiu. Wolnością cieszy się dopiero od ubiegłego lata.

– Sąd kazał mnie wypuścić. Równie dobrze mógł tego nie robić. Bo mojego życia już nie ma – mówi.

Jego dramat rozpoczął się tak naprawdę w grudniu 1998 r. Wtedy w gdańskiej Oruni od strzału w głowę zginął Adam Kwaśny, nauczyciel jazdy konnej. Prokuratura szybko ustaliła, że prawdopodobnym motywem zabójstwa była zazdrość. Zatrzymała zleceniodawcę mordu Mariusza N. (byłego kochanka Iwony C., partnerki Kwaśnego), oskarżonego o współudział w zabójstwie Adama S. oraz Czesława Kowalczyka.

Prokurator Ryszard Paszkiewicz oskarżył go o wykonanie wyroku śmierci na Kwaśnym. Śledczego nie zainteresował fakt, że Kowalczyk miał alibi. Przebywał w innym miejscu Trójmiasta w towarzystwie swojego kierowcy Marcina Willamowicza.

Reklama
Reklama

– Uważam, że prokurator wiedział, że Czesław jest niewinny. Nie przesłuchał mnie, bo potwierdziłbym wersję Czesława i musieliby go puścić – powiedział Polsatowi Willamowicz.

Ale to niejedyna wątpliwość w działaniach gdańskiej prokuratury. Jak mówi „Rz" Bolesław Senyszyn, adwokat Kowalczyka, śledczy nie sprawdzili połączeń telefonicznych jego klienta, choć logowanie telefonu do sieci potwierdziłoby, że nie był na miejscu zbrodni. – Prokurator postawił sobie tezę i interesowało go tylko to, co mogło ją potwierdzać – dodaje Kowalczyk.

– W toku postępowania przygotowawczego Czesław K. był przesłuchiwany kilkakrotnie w charakterze podejrzanego. Trzykrotnie składał wyjaśnienia, w których przestawiał swoje alibi. Za każdym razem ulegało ono zmianie w stosunku do poprzedniego, w tym również w zakresie osób, które miały je potwierdzić – przekonuje Grażyna Wawryniuk, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. Na pytanie o kierowcę Kowalczyka twierdzi: – Były podejmowane i prowadzone czynności mające na celu zweryfikowanie alibi.

Królik doświadczalny

Na zaniechania prokuratora obrońcy zwracali uwagę również w trakcie procesu. Ale sędzia Waldemar Kuc nie był tym zainteresowany. Nie interesowała go też inna informacja obrony: że siedzący w areszcie kryminaliści Piotr R. „Lechia" i Zbigniew D. „Drzewo" przechwalali się, że to oni „odpalili" Kwaśnego.

W lipcu 2003 r. sąd uznał Kowalczyka za winnego zabójstwa i wymierzył najcięższy wyrok. Dożywotnie więzienie. Po apelacji w 2008 r. zmieniono karę na 25 lat więzienia.

Kowalczyka uniewinniono, na razie nieprawomocnym wyrokiem, dopiero w 2012 r., gdy współoskarżony Adam S. postanowił ujawnić prawdę i przyznał, że zabójcą był „Lechia".

Reklama
Reklama

Sąd utrzymał natomiast w mocy wyrok 1,5 roku więzienia dla Kowalczyka za nielegalne posiadanie broni. Zarówno prokuratura, jak i skazany (który nie przyznaje się do winy) zapewne będą składać apelacje.

Sędzia Kuc już nie pracuje w wymiarze sprawiedliwości. W 2011 r. wyrokiem Sądu Najwyższego – Sądu Dyscyplinarnego został zdjęty z urzędu. Bo w 2004 r., będąc pod wpływem alkoholu, uczestniczył w wypadku samochodowym.

Przełożeni prokuratora Paszkiewicza, który za sprawę Kowalczyka awansował na wiceszefa gdańskiej okręgówki, nie zamierzają wyciągać wobec niego konsekwencji. – Brakowało podstaw do wdrożenia jakiegokolwiek postępowania kontrolnego – mówi „Rz" prok. Wawryniuk.

W podobny sposób prokuratura broniła Paszkiewicza, gdy okazało się, że w 1995 r. na pół roku posłał do aresztu gdańskiego przedsiębiorcę Piotra Zaleskiego pod wydumanym zarzutem prania brudnych pieniędzy. W 2004 r. Sąd Najwyższy uznał, że Zaleski był niewinny.

W maju rzecznik dyscyplinarny prokuratora generalnego prok. Jacek Radoniewicz wydał nakaz wszczęcia postępowania przeddyscyplinarnego w sprawie prokuratora Paszkiewicza. Ale nie za zniszczenie przedsiębiorcy, lecz za to, że po publikacji „Rz" powiedział Polsatowi, iż „Zaleski robił za królika doświadczalnego". Na razie więc śledczy wciąż jest bezkarny. – Przedwstępne postępowanie dyscyplinarne dotyczące prokuratora Ryszarda Paszkiewicza toczy się w Prokuraturze Apelacyjnej w Szczecinie, w związku z czym nie jestem uprawniony do wypowiadania się na jego temat – ucina prokurator Wawryniuk.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Kraj
Dokąd jeździł Rafał Trzaskowski? Zestawienie podróży służbowych prezydenta Warszawy
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Kraj
Pociągi pełne sygnału. PKP Intercity stawia na Internet i wygodę pasażerów
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama