Materiały od resortu środowiska i Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych  i Autostrad mają pomóc w ustaleniu przyczyn, podstaw prawnych i faktycznych wprowadzania w Polsce zawyżonych (według prokuratury) norm hałasu. – Ich konsekwencją było zawieranie przez GDDKiA umów na budowę licznych ekranów akustycznych – wyjaśnia prok. Dariusz Ślepokura, rzecznik warszawskiej okręgówki.

Postępowanie sprawdzające dotyczy ewentualnego przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych. Może być przedłużone o dwa tygodnie.

Do Ministerstwa Środowiska pismo prokuratury dotarło 7 listopada. Resort poproszono o dokumenty opisujące m.in. tworzenie i wprowadzenie rozporządzenia ustalającego normy hałasu oraz wskazanie osób, które z ramienia Ministerstwa Środowiska i Ministerstwa Zdrowia uczestniczyły w pracach legislacyjnych.

– Materiały są zbierane – zapewnia „Rz" Magda Sikorska, rzecznik resortu środowiska. – Zostaną przekazane możliwie szybko, w terminie przewidzianym w przepisach (wynosi miesiąc – red.).

W GDDKiA nie potrafiono nam powiedzieć, czy dokumenty już wysłano. – Jeśli prokurator będzie miał podejrzenia zatajenia czegokolwiek, może wszcząć śledztwo i wydać nakaz przeszukania tych instytucji – przypomina prok. Ślepokura.

O przyczynach ekranowego szaleństwa, jakie zapanowało na polskich drogach po wprowadzeniu najwyższych w Europie norm hałasu, „Rz" pisała w październiku. Przepisy opracowano w ostatnich miesiącach rządów PiS. Same normy, zgodnie z unijnymi dyrektywami, mogły być niższe. Inna rzecz, że stosowano je później również na terenach niezabudowanych, a więc takich, do których rozporządzenie się nie odnosiło.

Nikt się nie kwapił, by zmienić je w czasie drogowego boomu, choć o niepotrzebnych wydatkach alarmowały GDDKiA, Konwent Marszałków i władze Warszawy. Według drogowców ekrany podwyższały koszt budowy dróg nawet o 25 proc. A np. na A2 ustawiono ich aż o 40 proc. za dużo. Bez niepotrzebnych ekranów odgradzających tę autostradę od lasów i ugorów jej budowa kosztowałaby 120, a nie 200 mln zł.

Wyjaśnienia sprawy dopominał się premier, formalnie śledczy zajęli się nią na polecenie Prokuratury Generalnej, która przeanalizowała naszą publikację. NIK zapewniła z kolei, że w trakcie trwających kontroli budowy autostrad i dróg ekspresowych zwróci szczególną uwagę na procedury, zgodnie z którymi stawiano niepotrzebne ekrany.