Z ćwiczeń tych wynika, że Rosja może rzucić do walki wojska powietrznodesantowe, lotnicze, marynarkę wojenną i przeprowadzić atak rakietowy bez wcześniejszych długich przygotowań, a zatem w sposób niemal niezauważony.
Nie może być ważniejszego przekazu dla Polski w sprawach bezpieczeństwa.
1
Rosyjska armia ćwiczyła na lądzie i na morzu w pobliżu granicy chińskiej oraz nieopodal wysp japońskich.
W manewrach wzięła udział imponująca liczba 160 tys. żołnierzy, czyli więcej, niż liczy Wojsko Polskie wraz z siłami rezerwy. Moskwa uspokajała, że taka koncentracja sił nie jest wymierzona w kogokolwiek, deklarowała wręcz pełną transparentność.
Armia jakiegokolwiek państwa nie ćwiczy jednak wojny z przeciwnikiem całkowicie abstrakcyjnym, ale bierze pod uwagę konkretnego wroga, choć go nie nazywa.
Manewry rosyjskie były sprawdzianem wojny lądowej z Chinami i wojny powietrzno- -morskiej ze Stanami Zjednoczonymi oraz Japonią.
W ramach ćwiczeń Zapad we wrześniu Rosja i Białoruś będzie wspólnie ćwiczyć wojnę z Polską i NATO. Także polskie siły zbrojne oraz nasi sojusznicy z paktu w ramach manewrów Seadfast Jazz 2013 na terenie Polski, Litwy, Łotwy i Estonii przetestują w listopadzie obronę naszych krajów przed inwazją ze strony pewnego dużego państwa, niebędącego członkiem Sojuszu, położonego na wschód od nas.
Wielkie ćwiczenia przygotowuje się miesiącami i wiadomo o nich dużo wcześniej, ważniejsze z polskiego punktu widzenie są niezapowiedziane mikromanewry odbywające się od lutego tego roku.
Chodzi w nich o sprawdzenie gotowości operacyjnej wojsk do natychmiastowego wejścia w konflikt zbrojny.
Intensywność tych testów jest tak duża, że wicepremier Rosji Dmitrij Rogozin poinformował o konieczności uwzględnienia w tegorocznym budżecie dodatkowych środków na dostawy amunicji. Jak donosi agencja TASS, chodzi o 10 tysięcy różnego typu aktywności testowych rosyjskiej armii od lutego do czerwca 2013 r. Liczba ta nie uwzględnia rutynowych, planowanych wcześniej ćwiczeń.
2
Ośrodek Studiów Wschodnich w swojej analizie twierdzi, że dowiodły one, iż wojsko rosyjskie ma pełne zdolności operacyjne do przeprowadzenia ataku rakietowego, obrony przez takim atakiem oraz krótkotrwałej interwencji przy pomocy mieszanych sił powietrzno-morsko-lądowych. Oznacza to, że siły zbrojne Federacji Rosyjskiej wykonały wielką pracę od 2008 r., kiedy uderzyły na Gruzję. Pomimo błyskotliwego zwycięstwa kampania ta nie przyniosła im chwały. Wygrały tak łatwo raczej z powodu słabości przeciwnika niż własnej sprawności.
Zawiodło wówczas dowodzenie, łączność, koordynacja działań sił lądowych i lotnictwa, wreszcie wojna ta wykazała faktyczną niezdolność sił zbrojnych do przeprowadzenia operacji desantowych.
Rosja wydaje na obronę sześć razy więcej niż Polska i konsekwentnie wdraża program unowocześnienia oraz przebudowy sił zbrojnych. Pomimo problemów z bilansowaniem budżetu nie planuje cięć w tym segmencie, przeciwnie – wydatki zbrojeniowe będą przyrastać w tempie większym niż wzrost PKB.
Czy dane te, w połączeniu z bezprecedensowym testowaniem armii w ciągu ostatniego półrocza, oznaczają, że Rosja wybiera się na wojnę? Niekoniecznie, ale oznacza, iż bardzo poważnie liczy się z wybuchem konfliktu zbrojnego w coraz bardziej zdestabilizowanym wielobiegunowm świecie i chce być na to gotowa.
3
Powinniśmy postępować tak samo. Z trzech podstawowych parametrów silnego państwa: efektywnej gospodarki, skutecznej polityki i sprawnej armii, dwa pierwsze właśnie zaprzepaszczamy, nie tykajmy chociaż trzeciego. Armia jest podstawą nie tylko bezpieczeństwa, ale także rozwoju gospodarczego. Jedno wiąże się ściśle z drugim. Moskwa wie to doskonale i ani myśli oszczędzać na wojsku.
Niech w takiej sytuacji polskim politykom nie przyjdzie nawet na myśl gmeranie w budżecie obronnym. Dorobiliśmy się wprawdzie stałego współczynnika wydatków na wojsko na poziomie 1,95 proc. PKB, ale przy marnym wzroście gospodarczym realne wydatki zbrojeniowe mogą stanąć w miejscu, a kto wie, czy wraz z pogarszaniem się sytuacji nie przyjdzie pokusa, by go zmniejszyć. Niepokoją pogłoski, że budżet MON ma w tym roku zostać zredukowany aż o 3,3 mld zł. Powinno być odwrotnie, wskazany byłby wręcz wzrost wydatków militarnych, ale wątpliwe, by zaakceptowała to opinia publiczna. Niestety.