Reklama

Zauroczenie minęło, ale związek jest poważny. Centrum Mieroszewskiego zbadało, jak Polacy widzą Ukraińców

Polacy traktują wschodnich sąsiadów bez taryfy ulgowej, czyli poważnie. Jesteśmy wobec nich coraz bardziej sceptyczni, ale zmiana nie jest dramatyczna. Centrum Mieroszewskiego sprawdziło, jak w Polsce postrzega się dziś Ukraińców.

Publikacja: 29.01.2026 10:00

Zauroczenie minęło, ale związek jest poważny. Centrum Mieroszewskiego zbadało, jak Polacy widzą Ukraińców

Foto: PAP/Paweł Supernak

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie pytania poruszają raporty o wzajemnych relacjach Polaków i Ukraińców?
  • Jakie są wyniki badań dotyczących postaw Polaków wobec Ukrainy, zwłaszcza w kontekście polityki i współpracy?
  • Jak zmieniają się oceny Polaków dotyczące członkostwa Ukrainy w UE i NATO?
  • Jakie są najważniejsze priorytety polityki Polski wobec Ukrainy według badanych?
  • Jakie różnice i zależności występują w percepcji Ukraińców jako konkurentów, partnerów czy sojuszników?
  • Jakie są główne obawy i nadzieje związane z pomocą wojskową i humanitarną dla Ukrainy?

Już nie zakochani, ale w poważnym związku. Są napięcia, ale lepiej się poznajemy. Wcześniej wyśrubowane oczekiwania zostają urealnione. Zamiast spontaniczności – wymagania i warunki. Dystans – jeśli nie sceptycyzm. Jednak nie rozstanie. Choć to relacja, nad którą trzeba pracować, usprawniając choćby komunikację. Zwłaszcza że zawsze znajdą się chętni do podkręcania emocji pomiędzy partnerami.

Reklama
Reklama

Takie wnioski płyną z raportów za 2025 r. opublikowanych w czwartek przez Centrum Mieroszewskiego: „Polacy o Ukrainie i stosunkach polsko-ukraińskich” oraz „Polska i Polacy oczami Ukraińców”.  Omawiamy je w dwóch kolejnych tekstach. 

Foto: Paweł Krupecki

W Polsce badanie ilościowe zrealizowała sondażownia ARC Rynek i Opinia (próba: 1009; wywiady online – CAWI). W Ukrainie – Info Sapiens (próba: 1010; wywiady telefoniczne wspomagane komputerowo – CATI). Obie pracownie dodatkowo przeprowadziły wywiady fokusowe. Dane zebrały w listopadzie zeszłego roku. Co więc Polacy myślą o stosunkach z Ukrainą?

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Marek Kozubal: Dlaczego prezydent Karol Nawrocki właśnie dziś powinien ruszyć do Kijowa?

Polacy traktują Ukrainę bez taryfy ulgowej, czyli poważnie

 – Zauważalny jest wzrost postaw sceptycznych. Ale nie jest on dramatyczny. Pierwsze badanie zleciliśmy pół roku od wybuchu wojny, a więc w szczycie emocji. To punkt odniesienia. I pułapka – mówi „Rzeczpospolitej” dr Ernest Wyciszkiewicz, dyrektor Centrum Mieroszewskiego. A inaczej: trudności są funkcją głębokości relacji. 

Czytaj więcej

Koniec miesiąca miodowego. Co Ukraińcy myślą o Polsce i Polakach?

Krzysztof Mazurkiewicz, szef pracowni ARC Rynek i Opinia, uważa, że Polacy traktują Ukrainę bez taryfy ulgowej, czyli poważnie. „Mimo rosnącej złożoności ocen, jedno pozostaje stałe: Ukraina jest w polskim myśleniu traktowana jako suwerenny podmiot. Polacy formułują wobec niej oczekiwania – w sprawach polityki pamięci czy współpracy gospodarczej – ale nie kwestionują jej prawa do samodzielnego wyboru kierunku rozwoju. To trwały fundament, na którym (...) mogą opierać się przyszłe relacje polsko-ukraińskie" – czytamy w raporcie.

Czy Polska powinna popierać członkostwo Ukrainy w UE? Odpowiedzi twierdzącej udzieliło 52 proc. badanych. Ale inaczej ją uzasadniali. To suma argumentów i warunków: „tak, bo tego wymaga bezpieczeństwo Europy”(15 proc.), „tak, gdy tylko Ukraina spełni kryteria” (20 proc.) oraz „tak, gdy Ukraina spełni kryteria i rozwiąże problemy z Polską na tle historii i gospodarki” (17 proc.). Integracji Ukrainy z UE nie chce 25 proc. badanych („Nie, bo to Polsce zaszkodzi”; to wzrost z 16 proc. w lutym 2024 r. i 19 proc. w grudniu 2024 r.). Zdania nie ma 23 proc. badanych. 

Foto: Tomasz Sitarski

Reklama
Reklama

– Polscy rolnicy zrozumieli po uruchomieniu Korytarzy Solidarności, co oznaczałoby wstąpienie Ukrainy do Unii Europejskiej i skutecznie o tym poinformowali pozostałych. Trudno dziś więc przekonywać, że sektor rolno-spożywczy to nie tylko (nieuczciwa) konkurencja, że istnieje wiele przykładów polsko-ukraińskiej synergii w rolnictwie. Jeśli urzędnicy obu stron nie zajmą się systemowo uregulowaniem tej sfery, a Komisja Europejska nie zrozumie, że podpala beczkę z prochem, wspierając ukraińskich rolników kosztem unijnych, w przyszłości Polska czy Rumunia mogą dołączyć do państw przeciwnych członkostwu Ukrainy w UE – w rozmowie z „Rzeczpospolitą” ostrzega Bartosz Cichocki, do 2023 r. ambasador RP w Kijowie.

– Funkcjonujemy od wydarzenia do wydarzenia, od posiedzenia komisji do posiedzenia komisji i od „pożaru” do „pożaru”, podczas gdy potrzebny jest proces i praca systemowa, np. w stylu „białej księgi” barier administracyjnych w handlu dwustronnym, którą opracowała Jadwiga Emilewicz jako pełnomocnik rządu Mateusza Morawieckiego. Potrzebny jest stały mechanizm, który będzie sprzyjał rozmontowywaniu problemów, np. gospodarczych – kontynuuje.

Polaków i Ukraińców łączą wspólne interesy. Ale najpierw historia, potem biznes

Badani otrzymali zadanie: ocenić priorytety polityki państwa wobec Ukrainy. W skali od 1 do 10 określali ważność poszczególnych zadań. Najważniejsze jest ich zdaniem doprowadzenie do pochowania wszystkich ofiar Rzezi Wołyńskiej (średnia ważona: 7,0; dla porównania: w lutym 2024 r. było to 7,1, w grudniu 2024 r. – 7,6). Na drugim miejscu plasuje się popularyzacja polskiej kultury i języka polskiego wśród Ukraińców (6,3). Na trzecim zaprzestanie upamiętniania przez państwo ukraińskie osób lub formacji odpowiedzialnych za popełnione w przeszłości zbrodnie na Polakach (6,2). Na czwartym ułatwienie działania polskiego biznesu na Ukrainie (6,2). 

Czytaj więcej

Ernest Wyciszkiewicz: Strzegąc prawdy o Wołyniu, bronimy bezpieczeństwa Polski

Podczas gdy 33 proc. ankietowanych postrzega Ukraińców jako konkurentów, 31 proc. widzi w nich partnerów gospodarczych. Tyle samo badanych mówi o Ukraińcach jako o sojusznikach. Dla 24 proc. Polaków to przyjaciele, 26 proc. uważa odwrotnie. Po świadczące o szczególnie bliskim stosunku do Ukraińców określenie – to bracia i siostry – sięga 17 proc. osób. 
Aż 42 proc. Polaków zapytanych o zdanie uważa, że Polskę i Ukrainę łączą wspólne interesy, ale badanych różni ocena tego, ile ich jest – „wiele” odpowiedziało 22 proc.  (to wzrost o 11 pkt. proc. w porównaniu do lutego 2024 r.), a „niewiele” odpowiedziało 20 proc. O tym, że Polski i Ukrainy nie łączą wspólne interesy jest przekonanych 28 proc. (to z kolei mniej w porównaniu do dwóch poprzednich pomiarów). Odpowiedzieć na to pytanie nie umie 30 proc. badanych. – To, że dostrzegamy, iż łączą nas wspólne interesy może wynikać z tego, że lepiej się poznaliśmy po pełnoskalowej agresji Rosji. Znaczenie może mieć również rozpoczęcie polskich prac ekshumacyjnych na Ukrainie – wspólnym wysiłkiem poprzedniego i obecnego rządu udało się w tym obszarze uzyskać mniej więcej tyle decyzji, co wcześniej na przestrzeni trzech dekad. A to przecież poważny problem w relacjach z Ukrainą zdaniem większości Polaków – konkluduje Cichocki.

Ukraina nas chroni, ale może też wciągnąć w wojnę

Czy Polska powinna popierać członkostwo Ukrainy w NATO? „Tak, bezwarunkowo, bo to najlepszy sposób powstrzymania Rosji” odpowiedziało 20 proc. Polaków (to spadek o 10 pkt. proc. w porównaniu do lutego 2024 r. i 6 pkt. proc. w porównaniu do grudnia 2024 r.) „Tak, pod warunkiem zakończenia wojny z Rosją i zawarcia pokoju” uważa 32 proc. badanych (bez zmian). „Nie” odpowiedziało natomiast 24 proc. ankietowanych (to o 10 pkt. proc. więcej niż w lutym 2024 r. i 6 pkt. proc. w porównaniu do grudnia 2024 r.). Zdania nie ma 25 proc.

Reklama
Reklama

– Polscy i europejscy politycy wszystkich opcji powtarzają, że do NATO nie może wstąpić państwo, które jest w stanie wojny, podczas gdy opinia ta nie znajduje oparcia w Traktacie Północnoatlantyckim. Przecież gdyby tak było, zachęcałoby to Putina do agresji wszędzie tam, gdzie pojawia się pragnienie dołączenia do Sojuszu. Prowokując zbrojny konflikt, każdorazowo blokowałby rozszerzenie organizacji. Zakończenie wojny jest w przypadku Ukrainy kryterium członkostwa wyłącznie w tym sensie, że dopiero wówczas miałaby szansę wypełnić pozawojskowe warunki integracji, czyli np. rządy prawa, wolne i sprawiedliwe wybory, równy dostęp do środków masowego przekazu. Wojna fizycznie nie sprzyja wprowadzaniu tak podstawowych, ale niewystępujących nad Dnieprem mechanizmów, jak cywilna kontrola nad armią czy transparentny system zakupów sprzętu wojskowego i uzbrojenia. Zasłanianie się ws. przyjęcia Ukrainy do NATO rosyjską agresją wynika z lęku przed wciągnięciem sojuszników do wojny, w tym wysłaniem natowskich żołnierzy na front. To nie wpływa pozytywnie na siłę odstraszania Sojuszu – wyjaśnia Cichocki.

Czytaj więcej

Były ambasador w Ukrainie: Komuś może zależeć na tym, byśmy uwiarygodnili układ między mocarstwami

Za kontynuacją wsparcia wojskowego dla Ukrainy przez Polskę opowiada się 44 proc. badanych (suma odpowiedzi „zdecydowanie tak” – 17 proc. i „raczej tak” – 27 proc.). Innego zdania jest 39 proc. uczestników badania (suma odpowiedzi „zdecydowanie nie” – 22 proc. i „raczej nie” – 17 proc.). 18 proc. nie ma zdania. Scenariusz „Jednoznacznego zwycięstwa Ukrainy nad Rosją, włącznie z odzyskaniem przez nią kontroli nad całym terytorium (łącznie z Krymem), aby skutecznie powstrzymać ekspansję” badani najliczniej (39 proc.) ocenili jako ten, który mógłby zapewnić trwałe bezpieczeństwo Polski.

Figura ukraińskiej „królowej dobrobytu”, która żyje z socjalu 

Aż 47 proc. uczestników badania nie wie, czy państwo polskie (rząd, samorząd, instytucje publiczne) byłoby przygotowane i gotowe udzielić skutecznej pomocy w przypadku pojawienia się nowej fali uchodźców z Ukrainy. – Polacy oczekują od władz strategii i pomysłów, a nie sloganów. Kiedy państwo nie komunikuje się z obywatelami, niszę wypełniają inni aktorzy, którzy ich antagonizują – zauważa Wyciszkiewicz. 
Zdaniem 34 proc. badanych skala pomocy udzielanej ukraińskim uchodźcom przez państwo polskie jest w sam raz (w lutym 2024 r. opinię tę podzielało 36 proc. osób, w grudniu 2024 – 33 proc.). Za zbyt dużą uważa ją 47 proc. ankietowanych (w lutym 2024 r. było to 44 proc., a w grudniu 2024 r. – 51 proc.). 7 proc. uczestników badania uważa, że jest za mała, 12 proc. nie ma zdania. 

O to, czy w wypowiedziach uczestników badania na temat świadczeń socjalnych dla uchodźców pobrzmiewa echo dyskusji o modelu państwa w ogóle „Rzeczpospolita” zapytała dr hab. Marię Theiss, prof. Uniwersytetu Warszawskiego. – Opinie Polaków na temat państwa dobrobytu i świadczeń są sprzeczne. Wynika to m.in. z wysokiej polaryzacji, ale i z tego, że system polityki społecznej w Polsce – podobnie jak w innych państwach wschodnioeuropejskich – jest bardzo złożony i częściowo nielogiczny. Z jednej strony więc wysokim poparciem cieszy się bezpłatny i szeroki dostęp do usług publicznych, a to przecież trzon państwa dobrobytu. Z drugiej, mocno trzyma się dyskurs neoliberalny rodem z lat 90., czyli każdy jest kowalem własnego losu, a jeżeli ktoś ma coś otrzymać, musi bardzo ciężko pracować – odpowiada badaczka społeczna.

Reklama
Reklama

Foto: Tomasz Sitarski

– Elementem szerzącego się w Europie prawicowego populizmu jest szowinizm socjalny: to popieranie świadczeń socjalnych, przy założeniu, że muszą być w pierwszej kolejności, albo wyłącznie adresowane dla swoich. W tym prawicowym populizmie często mieści się też postulat, by świadczenia socjalne były kierowane wyłącznie do osób uznawanych za zasługujących na nie, a więc np. tych, którzy przyjmują określone, pożądane postawy albo do bezwzględnie biednych, ale nie z własnej winy, albo tych, którzy mają wyraźny wkład w gospodarkę albo demografię. Przeciwieństwem jest uniwersalna solidarność – to założenie, że usługi i świadczenia, które powinny być dostępne dla wszystkich niezależnie od spełniania kryteriów – kontynuuje Theiss.

A może to transakcja wymienna? Pomoc tak, ale za wyrazy wdzięczności i punkty od Ukrainy dla Polski podczas Eurowizji? – W państwach z dawnego bloku socjalistycznego paradoks polega również na tym, że przy poparciu dla szerokiego dostępu do usług publicznych i świadczeń, pojawia się wyraźna tendencja do wskazywania różnych grup, które na to nie zasługują, choć te przekonania o zasługiwalności są uniwersalnym zjawiskiem na świecie. Wyróżnić więc możemy takie kryteria zasługiwalności (chodzi o to, z jakich powodów ludzi uznaje się za zasługujących lub nie na wsparcie) jak np.: wzajemność (jeśli ktoś nie kontrybuuje, nie powinien dostawać socjalu), potrzeby (uznaje się, że świadczenia społeczne powinny być tylko dla osób bezwzględnie potrzebujących pomocy, np. rodzice dzieci z niepełnosprawnościami), postawy świadczeniobiorcy (trzeba się wykazać), wpływu na swoją sytuację (ten, kto sam jest sobie „winien” bycia w potrzebie nie powinien nic dostać) albo tożsamości właśnie (świadczenia tylko dla należących do jakoś określonej grupy „naszych”) – wyjaśnia naukowczyni.

Prof. Theiss obserwuje zmianę obrazu Ukraińców: coraz częściej nie są postrzegani jako znajdujący się w szczególnej potrzebie, podczas gdy zaraz po wybuchu wojny dominował obraz uchodźców, którzy przyjechali do Polski bez niczego. – Z badań wynika, że w potocznej ocenie ludzie stosują ostrzejsze kryteria zasługiwalności i wykazania się wobec obcych: obcokrajowiec musi być w dużo gorszej sytuacji niż rodak, by zostało przyjęte, że zasługuje na świadczenia socjalne – Theiss przypomina, że figura „welfare queen” (dosłownie „królowa dobrobytu”) w Stanach Zjednoczonych miała przeważnie twarz czarnej kobiety. 

Reklama
Reklama

Zresztą podczas kampanii prezydenckiej w minionym roku wybrzmiał postulat – Rafał Trzaskowski przejął od PiS – ograniczenia świadczenia 800+ dla Ukraińców. – Romantyzm ustąpił dystansowi, a wręcz niechęci. Politycy rozpoznali emocje, które nie są nowe, a pozostawały ukryte i postanowili je wykorzystać. Nie przebiła się narracja o udziale ukraińskich pracowników w polskim PKB. Polacy są gotowi pomagać, ale tym Ukraińcom, którzy pozostali w ojczyźnie – dodaje prof. dr hab. Danuta Plecka, politolog, Uniwersytet Gdański. 

Państwo polskie nie opowiada obywatelom historii o ukraińskich uchodźcach

69 proc. badanych zna osobiście Ukraińca (lub Ukrainkę). 70 proc. uczestników badania zaakceptowałoby Ukraińca w roli mieszkańca tej samej miejscowości, 65 proc. – mieszkańca Polski, 66 proc. – sąsiada w bloku, 45 proc. – małżonka (lub małżonki). – Najlepiej znamy Ukraińców, a Ukraińcy najlepiej znają nas – jak żaden inny sąsiad, bo np. Niemcy nic o nas nie wiedzą, choć w przypadku Czechów pojawiło się zainteresowanie Polską jako kierunkiem turystycznym – mówi Krzysztof Mazurkiewicz. Obraz Polaków w oczach Ukraińców „Rzeczpospolita” przybliży w drugim tekście. 

Jaki stosunek do Ukraińców mieszkających w Polsce mają ankietowani? 39 proc. pozytywny, a 35 proc. negatywny. Neutralnych jest 15 proc. uczestników badania. 10 proc. nie umie odpowiedzieć na zadane pytanie. Pozytywnie stosunki polsko-ukraińskie ocenia 27 proc. zapytanych o zdanie Polaków (suma odpowiedzi „bardzo dobre” i „dobre”: odpowiednio 2 proc. i 25 proc.). Innego zdania jest 25 proc. uczestników badania (suma odpowiedzi „bardzo złe” i „złe”: odpowiednio 7 proc. i 18 proc.). Jako neutralne postrzega je 32 proc. badanych (16 proc. nie umie odpowiedzieć na to pytanie).

Polacy o wojnie na Ukrainie, sondaż CBOS (listopad-grudzień 2025 roku)

Polacy o wojnie na Ukrainie, sondaż CBOS (listopad-grudzień 2025 roku)

Foto: PAP

Zmiana nastrojów dotyczy przede wszystkim kwestii praktycznych i polityk publicznych – takich jak rynek pracy, dostęp do usług publicznych, funkcjonowanie na granicy czy skutki ekonomiczne wojny – a nie postaw wobec Ukraińców jako ludzi ani wobec Ukrainy jako państwa” – streszcza raport Centrum Mieroszewskiego. 

Reklama
Reklama

– Jestem w stanie sobie wyobrazić, że prawie każda osoba w Polsce zna kogoś, kto pomagał Ukraińcom zaraz po wybuchu wojny w 2022 r. To była siła oddolna, koordynowana przede wszystkim lokalnie. System się nie narodził, bo polityka migracyjna zaproponowana przez ministra Macieja Duszczyka nie odpowiada wyzwaniom, a centrów integracji właściwie nie udało się zaimplementować w całości jako kompleksowego programu. Państwo zaś nie komunikuje się z obywatelami wprost, nikt nie porządkuje rzeczywistości, w której się znaleźliśmy, np. nie wyjaśnia się, dlaczego wydłużają się kolejki do lekarzy – to wina ludzi, czy systemu? – zastanawia się Anna Dąbrowska z lubelskiego stowarzyszenia Homo Faber. – Czego nie było, wciąż nie ma, a musi się pojawić, to porządek. Bo jeszcze sporo zmian przed nami: po zakończeniu wojny część Ukraińców zdecyduje się wrócić, inni z kolei przyjadą do Polski. Trzeba to umieć dobrze opowiedzieć – wyjaśnić, że to nie jest chwilowe zjawisko, a trwała zmiana i co może się wydarzyć w kolejnych latach. Warto przy tym doceniać oraz chwalić wszystkie dobre przykłady. Dużo łatwiej sprzedają się niestety historie negatywne – dodaje. 
Czyli w internecie klikają się złe historie, a nastroje wcale nie są skrajne? – Postawiłbym hipotezę: są dwie rzeczywistości. Ta, którą badamy za pomocą sondażu. I świat platform społecznościowych, za którymi – bardziej niż za opinią publiczną – podążają media i polityka – tonuje Wyciszkiewicz. 

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Polityka
Imperium Kontratakuje wchłonie Nową Nadzieję. Oto plan Sławomira Mentzena
Polityka
Będzie kara finansowa dla Zbigniewa Ziobry? Włodzimierz Czarzasty podał szczegóły
Polityka
Spotkanie u Nawrockiego. Żukowska: Nie wiem jakie maski widział na mojej twarzy Szefernaker
Polityka
Jaki plan na prezydenturę ma Karol Nawrocki? Ustalenia „Rzeczpospolitej”
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama