Nawrocki zapowiadając wystąpienie z wnioskiem o odebranie Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu, powołał się na „apel narodu polskiego i posła Grzegorza Płaczka”, czyli szefa klubu Konfederacji.

Czytaj więcej

Karol Nawrocki chce odebrania Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Jest reakcja Donalda Tuska

Ten ostatni rzeczywiście skierował do prezydenta apel o odebranie orderu Zełenskiemu za to, że ten nadał honorowe imię „Bohaterów UPA” Centrum Operacji Specjalnych „Północ”. Ale krytycznie o tej decyzji wypowiadał się również m.in. kandydat PiS na prezydenta Przemysław Czarnek. Ba, ten ostatni poszedł nawet dalej niż Płaczek, bo zasugerował, że „Polska powinna przejść od dyplomatycznych komunikatów do realnych działań politycznych i konsekwencji w relacjach bilateralnych z ograniczeniem wsparcia włącznie”. A mimo to Nawrocki, pytany o całą sprawę, o Czarnku się nawet nie zająknął, natomiast apel Płaczka nie tylko odnotował, ale też postanowił go wysłuchać. 

Karol Nawrocki pokazał, że rozumie emocje wyborców prawicy, którzy mieli pretensje do PiS o zbyt proukraińską politykę

I chyba nie ma w tym przypadku. Nawrocki postanowił wykorzystać okazję, jaką swoją obraźliwą dla Polaków decyzją stworzył mu Zełenski, i zademonstrować, że – choć był kandydatem popieranym przez PiS – w rzeczywistości należy do nowej fali polityków prawicy. Czarnka i cały PiS, w oczach wyborców Konfederacji czy Konfederacji Korony Polskiej, a więc partii prawicy postpisowskiej, obciąża m.in. zbyt mało, w ich opinii, asertywna polityka rządu Mateusza Morawieckiego i prezydenta Andrzeja Dudy wobec Ukrainy. Zarzuty rozbrajania Polski na rzecz Ukrainy czy podporządkowywania polskiej polityki interesom Kijowa są w kręgu obu Konfederacji dość powszechne, a Grzegorz Braun mówi wręcz o „ukrainizacji Polski”. Co więcej, taka retoryka wpisuje się w nastroje dużej części wyborców, którzy po festiwalu solidarności z uciekającymi przed Rosją Ukraińcami dziś coraz częściej patrzą na nich w najlepszym przypadku obojętnie, a często wręcz niechętnie. Wskazują badania opinii publicznej, takie jak to przeprowadzone przez Centrum Mieroszewskiego, z którego wynika, że między 2022 a 2025 rokiem odsetek Polaków postrzegających negatywnie Ukraińców mieszkających w Polsce wzrósł o 14 punktów procentowych i niemal zrównał się z odsetkiem tych, którzy oceniają Ukraińców pozytywnie.

Takim właśnie wyborcom, co najmniej sceptycznym wobec polityki wschodniej rządu PiS, Karol Nawrocki pokazał właśnie, że rozumie ich emocje i że je podziela. Symboliczne jest to, że chce odebrać Zełenskiemu order, który nadał mu jego poprzednik, Andrzej Duda, który, w odróżnieniu od Nawrockiego, naprawdę był prezydentem PiS-u. Nawrocki wykorzystuje całą sprawę, żeby pokazać, że jest prezydentem całej prawicy. To, że jest autonomiczny wobec Jarosława Kaczyńskiego, zademonstrował już wcześniej, wskazując, wbrew prezesowi PiS, nowego I prezesa SN. Teraz, tak jednoznacznie odpowiadając na apel szefa klubu Konfederacji, pokazał, że uważnie słucha głosu płynącego od tych, którzy widzą życie na prawicy poza PiS. 

Karol Nawrocki uwiarygadnia się wobec wyborców Konfederacji, by w 2027 roku odegrać kluczową rolę

Z tej perspektywy nie jest ważne, jak skończy się cała sprawa – Zełenski zapewne nie straci orderu Orła Białego, ponieważ, jak pisze w swoim tekście Wiktor Ferfecki, wymagałoby to kontrasygnaty premiera. Nie zmienia to faktu, że ukraiński prezydent swoją decyzją pomógł Nawrockiemu w pozycjonowaniu się, które z punktu widzenia Pałacu Prezydenckiego jest bardzo rozsądne. Skoro dziś wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że rząd prawicy po 2027 roku będzie możliwy tylko wtedy, jeśli PiS dojdzie do porozumienia z Konfederacjami, rola prezydenta, który zgodnie z konstytucją rozpoczyna proces formowania rządu, wskazując kandydata na premiera, może okazać się kluczowa.

Gdyby Nawrocki był postrzegany jako prezydent czekający na polecenia płynące z centrali z Nowogrodzkiej, byłby dla potencjalnych koalicjantów PiS mało wiarygodnym mediatorem w koalicyjnych negocjacjach. Jeśli jednak w oczach polityków Konfederacji, a zwłaszcza wyborców tych partii będzie kimś, kto wzbija się ponad partyjną logikę, a czasem wręcz jest po prostu ich prezydentem, wówczas jego rola w procesie formowania koalicji może być decydująca. A to dobrze wpisuje się w wizję sprawczej prezydentury, którą stara się realizować Nawrocki. Kto powiedział bowiem, że sprawczość musi zakończyć się wraz z koabitacją i szafowaniem prezydenckim wetem wobec nielubianego rządu?