Reklama

Dlaczego policjant strzelił do siebie i córki

Kłopoty rodzinne skłoniły policjanta do zabójstwa i samobójstwa – mówią śledczy

Publikacja: 09.02.2008 05:03

Prokuratorzy mają pewność, że to Sławomir W. strzelił do swojej 12-letniej córki Urszulki. Później przystawił pistolet do skroni i nacisnął spust. Kryminolog znalazł na prawej dłoni zabitego ślady prochu.

Śledczy nie potrafią jednak powiedzieć, co się stało w mieszkaniu przy Lancewicza. Na stole w pokoju, gdzie Sławomir W. strzelił do dziewczynki, leżały dokumenty. Wśród nich upoważnienia dla żony do dysponowania pieniędzmi z konta. To może wskazywać, że planował samobójstwo. Nie wiadomo jednak, czy do córki strzelił celowo, czy kula trafiła ją, gdy próbowała wyrwać broń z dłoni ojca.

– Więcej będziemy wiedzieli po zapoznaniu się z opinią balistyka i sekcją zwłok dziecka, a także po przesłuchaniu 13-letniego syna, który był wtedy w domu – mówi śledczy.

Chłopiec i żona zabitego Marta (nie było jej w czasie tragedii w domu) są w szoku. – Dopiero za kilkanaście dni będzie można ich przesłuchać – mówi Katarzyna Szeska, rzecznik prokuratury okręgowej. Z naszych informacji wynika, że śledczy chcą też przesłuchać brata Marty W., który pracuje w Straży Miejskiej. Ale mężczyzna od trzech dni nie pojawił się w pracy.

Sąsiedzi i koledzy Sławomira W. mówią, że był miłym, spokojnym człowiekiem. – Jego żona jest w ciąży. Załatwiał jej miejsce w szpitalu – wspomina funkcjonariusz.

Reklama
Reklama

Mówią, że miał kłopoty z córką: – Dochodziło pomiędzy nimi do spięć, mógł sobie nie radzić z wychowywaniem dwójki nastolatków. Nieporozumienia rodzinne to na razie najbardziej prawdopodobna przyczyna tragedii.

Sławomir W. od 1995 do 2003 roku pracował w Straży Miejskiej. Tam poznał przyszłą żonę. Oboje byli po rozwodzie i mieli dzieci. Pobrali się, a cztery lata temu wstąpili do policji. On pracował w patrolówce w komendzie na Śródmieściu, ona w sekcji dochodzeniowej na Żoliborzu.

– Sławomir W. nie był karany w pracy i miał dobrą opinię – mówi Marcin Szyndler, rzecznik stołecznej policji.

W piątek w szkole, w której uczyła się Ula, jej rówieśnicy spotkali się z psychologiem.

– Był do dyspozycji nie tylko tej klasy, ale wszystkich uczniów – mówi Jarosław Dąbrowski, burmistrz Bemowa. I dodaje: – Dzieci nie miały problemów w szkole. Dzielnicowe służby nie interweniowały w tym domu.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Kraj
„Rzecz w tym”: PiS gubi radykalizacja? Kulisy wojny o duszę prawicy
Kraj
Lotnisko Chopina bije rekordy. Pasażerowie szturmują bramki, a port szykuje się do rozbudowy
Warszawa
Znany biurowiec zniknie z mapy Warszawy. Pekao Tower idzie do rozbiórki
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama