Dziennikarz telewizyjny i współautor tekstu „Rz” został w sobotę przesłuchany przez policjantów z Wydziału Kryminalnego. Miało to związek z materiałem w „Rz” i „Wiadomościach” TVP 1 poświęconym pani Beacie, która uprowadziła własnego syna. Powód? Niemiecki sąd na wniosek urzędu do spraw młodzieży, tzw. Jugendamtu, pozbawił ją prawa opieki nad dziewięcioletnim Moritzem i utrudniał z nim kontakty.
– W sobotę wieczorem zapytano mnie przez telefon, czy mam związek z publikacją i czy mógłbym zgłosić się na policję. Funkcjonariusze zaproponowali, że mogą również przyjechać do mnie, na co się zgodziłem – opowiada „Rz” Andrzej Dziedzic.
Policja przeprowadziła przesłuchanie na żądanie Biura ds. Międzynarodowych. Przypuszczalnie po publikacji „Rz” interweniowała niemiecka policja.
Dziennikarz odmówił udzielenia policji informacji o pani Beacie, powołując się na tajemnicę dziennikarską. Zaproponował natomiast, że przedstawi swoją wersję wydarzeń. – Mówiłem im o dramacie, jaki spotkał panią Beatę, oraz o tym, jak działają w Niemczech Jugendamty, które doprowadzają do wynaradawiania dzieci z mieszanych związków – opowiada Dziedzic.
Problemem Jugendamtów dziennikarz zajmuje się od kilku lat. Nakręcił na ten temat m.in. film „Polnisch verboten” (Polski zabroniony).