Przetarg na samoloty dla najważniejszych osób w państwie właśnie przygotowuje Ministerstwo Obrony Narodowej. Jego założenia będą jednak inne, niż planowano wcześniej, bo rządu nie stać na nowe maszyny. Decyzje w tej sprawie zapadły
29 stycznia podczas spotkania przedstawicieli MON z szefem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Tomaszem Arabskim – ustaliła „Rz”.
„Uzgodniono, że ze względu na trudną sytuację budżetową państwa eliminuje się całkowicie możliwość zakupu według dotychczasowych założeń, tj. zakupu trzech nowych samolotów z opcją do czterech” – czytamy w piśmie MON, który odmówił Kancelarii Premiera sfinansowania takiego zakupu.
Jeszcze dwa miesiące temu resort obrony do 11 światowych producentów rozesłał pismo, w którym wyrażał chęć pilnego zakupu nowoczesnych maszyn. Wymaganiom, które przez ponad rok opracowywali specjaliści, odpowiadały tylko samoloty trzech firm: amerykański Gulfstream, francuski Dassault i Bombardier z Kanady.
Dziś się okazuje, że żaden z tych producentów nie ma dużych szans, by wygrać przetarg, bo liczy się cena, a samoloty mają być używane.
Jak poinformowało „Rz” ministerstwo obrony, zamiast nowych maszyn zostaną kupione dwie dwu-, trzyletnie, które będą mogły latać tylko po Europie (czyli o zasięgu do 5 tys. km) w typowej rynkowej wersji pasażerskiej. Te samoloty mają być dostarczone w tym roku. Poza tym przetarg obejmuje kupno trzeciego samolotu tego samego typu, ale ma być on nowy, w pełnej wersji dla VIP i dostarczony w latach 2012 – 2013.
– W tej sytuacji największe szanse ma brazylijski producent embraera 145 – mówi „Rz” Tomasz Hypki, ekspert wojskowy zajmujący się lotnictwem.
Dlaczego? Po pierwsze embrarery 145 są najtańsze, a Kancelaria Premiera będzie chciała wydać jak najmniej. Po drugie Embraer produkuje też wersję VIP zwaną Legacy. Po trzecie embraerów 145 używa LOT. – Ich producent mógłby więc liczyć na poparcie polskiego przewoźnika w ewentualnych negocjacjach – uważa Hypki.
Jednak zdaniem Hypkiego to nie są dobre maszyny: „Embraer 145 – niewygodne, zawodne i nieekonomiczne” – napisał w 2008 r. w „Skrzydlatej Polsce”.
Poza tym eksperci krytykują pomysł zakupu używanych maszyn. – Ekonomiczne uzasadnienie? Śmiechu warte, jest wręcz odwrotnie, to strata pieniędzy – ocenia Hypki. Podkreśla, że samolot typowo pasażerski trzeba będzie przebudować, by mogły z niego korzystać najważniejsze osoby w państwie. Podobnego zdania jest Henryk Zimakowski, inżynier lotniczy, były pracownik lotnictwa cywilnego. On również podkreśla, że bardziej uzasadnione byłoby wydanie pieniędzy na nowe samoloty, które służyłyby dłużej, a ich zakup mogłyby współfinansować resorty czy Kancelaria Prezydenta (też będą z nich korzystać).
– W przetargu można „wymusić” na dostawcach rozłożenie płatności na roczne raty i przesunięcie pierwszej płatności np. o 2 – 3 lata, czyli poza najtrudniejszy czas kryzysu – twierdzi Zimakowski.
[ramka][b]Czym latają polskie władze[/b]
36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego, który przewozi najważniejsze osoby w państwie, dysponuje czterema prawie 30-letnimi samolotami Jak-40, dwoma 20-letnimi Tu-154M Lux i trzema kilkuletnimi Bryzami.
Tupolew może zabrać na pokład 180 pasażerów, jest najszybszy (maksymalna prędkość – 950 km na godzinę), ale i najdroższy w eksploatacji: godzina jego lotu kosztuje ponad 36 tys. zł (w przypadku jaka jest to ponad 15 tys., a Bryzy 5,3 tys.).
Poza tym rząd ma do dyspozycji śmigłowce: siedem wiekowych Mi-8, trzy Sokoły i 15-letniego Bella.
36. Pułk Lotnictwa podlega Siłom Powietrznym Ministerstwa Obrony Narodowej. [/ramka]