Rozmawiamy, panie prezesie, na kilka dni przed rocznicą wybuchu II wojny światowej. Ale trudno uciec od wrażenia, że od kilku lat dominujący przekaz o tym potężnym wydarzeniu historycznym się zmienia, że Polska przegrywa bitwę o pamięć. Coraz rzadziej jesteśmy pokazywani jako ofiary skumulowanej napaści dwóch totalitaryzmów, którymi przecież byliśmy, coraz częściej jako rzekomi sprawcy rozmaitych złych czynów.

Nie widziałbym tego obrazu w tak czarnych barwach. Bo też nie jestem pewien, czy faktycznie toczy się dziś bitwa o pamięć, w sensie zmagania się zorganizowanych sił, swoistych „armii pamięci". To proces dużo bardziej skomplikowany. I chyba przez nas zlekceważony, stąd wrażenie porażki, o którym panowie mówią. Nie zauważyliśmy na przykład wymiany pokoleń biorących udział w tej debacie. Coraz częściej zabierają głos ludzie, którzy wojny nie pamiętają. Z nimi musimy rozmawiać, pokazywać nasze racje, przypominać im podstawowe fakty, mieć ofertę dla tych ludzi. Zwłaszcza poza Polską. Inni to robią, są dobrze do tego wyzwania przygotowani. My też powinniśmy być, zwłaszcza że ta zmiana nie jest przecież gwałtowna. To trwa od wielu lat.

Dlaczego jesteśmy do tej dyskusji nieprzygotowani?

Jednym z powodów jest fakt, że budowany przez komunistów czarno-biały obraz często był poza Polską odrzucany. Związane było to zarówno z tym, że był niepełny, jak i z niewiarygodnością jego autorów. Po 1989 r. Polska nie zaproponowała światu nowej wizji naszej roli w II wojnie światowej.

Czytaj w tygodniku "Uważam Rze" oraz na uwazamrze.pl