Alians z Niemcami nie załatwił wszystkiego

Siedem lat polityki wschodniej Donalda Tuska kończy się porażką - pisze Jędrzej Bielecki

Publikacja: 05.11.2014 01:00

Alians z Niemcami nie załatwił wszystkiego

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek jd Jerzy Dudek

Przejmując władzę siedem lat temu, Donald Tusk wyznaczył dwa podstawowe cele w polityce zagranicznej: nawiązanie ścisłej współpracy z Niemcami i przełamanie kryzysu w stosunkach z Rosją. Pierwszy w znacznym stopniu osiągnął, ale drugi zakończył się spektakularną klęską.

Premier potrzebował szybkiego sukcesu. Chciał pokazać, że winę za napięcia z Moskwą ponosi PiS, bo z Putinem można się porozumieć. Już w lutym 2008 r., niespełna trzy miesiące po objęciu władzy, był z pierwszą wizytą w Moskwie. Wcześniej doprowadził do zniesienia rosyjskiego embarga na niektóre polskie produkty żywnościowe w zamian za wycofanie przez Polskę weta na członkostwo Rosji w OECD.

– Jestem bardzo zadowolony ze spotkań z rosyjskimi liderami – mówił Tusk tuż przed wylotem z Moskwy. Twierdził, że udało mu się rozwiązać w rozmowie z Putinem nawet część najbardziej drażliwych spraw, jak budowa w naszym kraju bazy amerykańskiego systemu tarczy rakietowej.

Sprzeczne interesy

Naiwność? Słabość polskiego wywiadu?

Wiele lat później Aleksander Kwaśniewski w rozmowie z „Rzeczpospolitą" raczej temu drugiemu będzie przypisywał porażkę polskiej polityki wschodniej.

Tusk początkowo osiągnął sukces symboliczny. We wrześniu 2009 r. Władimir Putin wziął udział na Westerplatte w obchodach 70. rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej. Jako pierwszy rosyjski przywódca uznał, że globalny konflikt wybuchł wraz z napaścią na nasz kraj Hitlera i Stalina, a nie gdy rozpoczęła się operacja Barbarossa prawie dwa lata później. W tym czasie grupa ds. trudnych, której współprzewodniczył prof. Adam Rotfeld, po raz pierwszy podjęła próbę wyjaśnienia najtrudniejszych wątków historii obu krajów. 7 kwietnia 2010 r., Putin spotkał się nawet z Tuskiem w Katyniu, a tragiczna śmierć Lecha Kaczyńskiego trzy dni później wywołała autentyczny odruch sympatii do Polski w rosyjskim społeczeństwie.

Szybko okazało się jednak, że polsko-rosyjskie zbliżenie jest budowane na niezwykle kruchych podstawach. Wybuch konfliktu był nieuchronny, bo oba kraje miały fundamentalnie sprzeczne interesy. Już w kwietniu 2008 r. na szczycie NATO w Bukareszcie Putin w niezwykle brutalnym przemówieniu uznał, że Ukraina to „sztuczne" państwo, zlepek ziem należących do Rosji, Polski i innych sąsiadów. Taka była reakcja Kremla na zapowiedź przyjęcia do Sojuszu nie tylko Kijowa, ale także Tbilisi. Cztery miesiące potem Rosjanie uderzyli już nie tylko werbalnie, ale i zbrojnie, zajmując część Gruzji. Odmówili też rzetelnej współpracy z Polską w sprawie ustalenia przyczyn tragedii smoleńskiej, nie zgadzając się nawet na zwrot wraku polskiego tupolewa.

Wiele wskazuje na to, że na politykę Kremla wobec Polski coraz większy wpływ miał forsowany wówczas przez szefów polskiej i szwedzkiej dyplomacji Radosława Sikorskiego i Carla Bildta program Partnerstwa Wschodniego. Putin uznał, że najważniejszym celem trzeciej kadencji prezydenckiej, którą rozpoczął w maju 2012 r., będzie odbudowa rosyjskiego imperium. Miała temu służyć wzorowana na UE struktura gospodarcza, Unia Eurazjatycka. Tyle że Partnerstwo, którego kluczowym elementem była pogłębiona strefa wolnego handlu między Wspólnotą a republikami b. ZSRR, nie dała się z projektami Kremla pogodzić. Dla Putina wniosek był jasny: Zachód rzucił Rosji wyzwanie, a polem geopolitycznej rozgrywki będzie Ukraina.

Nie boję się silnych Niemiec, tylko ich bezczynności – mówił Radosław Sikorski

Polska odsunięta ?od decyzji

Stanowisko Moskwy całkowicie zaskoczyło polską dyplomację. I to na wielu etapach ukraińskiego kryzysu, poczynając od wycofania się Wiktora Janukowycza z umowy stowarzyszeniowej z UE jesienią 2013 r., jak i jego ucieczki z Kijowa w lutym tego roku. Po zajęciu przez Rosjan Krymu i części Donbasu wiosną i latem tego roku konflikt nabrał takiej skali, że zachodni przywódcy uznali, iż Polska nie może już reprezentować Zachodu w tej sprawie. I to tym bardziej że z perspektywy Paryża czy Berlina Sikorski i Tusk domagali się zbyt radykalnego ukarania Rosji. Od wiosny szef polskiej dyplomacji przestał już więc uczestniczyć w trójstronnych wyjazdach do Kijowa ze swoimi kolegami z Niemiec i Francji.

Polska straciła istotny wpływ na rozgrywkę, którą sama w dużej mierze rozpętała. Wyjeżdżając do Brukseli, Donald Tusk pozostawia więc stosunki z Rosją w znacznie gorszym stanie, niż je zastał. Czy warto było zapłacić taką cenę za próbę wyrwania Ukrainy z rosyjskiej strefy wpływów? Na razie nie wiadomo, bo przyszłość naszego wschodniego sąsiada rysuje się bardzo niepewnie. Nie jest też pewne, czy Unia i Ameryka są gotowe ponieść koszty konfrontacji w tej sprawie z Rosją.

Inaczej jest, gdy chodzi o stosunki z Niemcami: tu bilans jest dla premiera o wiele lepszy. Do Berlina Tusk pojechał jeszcze wcześniej niż do Moskwy: już w grudniu 2007 r. Od razu też znalazł nić autentycznego porozumienia z Angelą Merkel, której doświadczenie życia w b. NRD ułatwiło zrozumienie Polski. Ale co o wiele ważniejsze, przywódcy obu państw powrócili do wspólnoty interesów, dzięki której poprzednik Merkel, Gerhard Schroeder, stał się głównym adwokatem przyjęcia naszego kraju do Unii Europejskiej.

Dla Tuska kalendarz okazał się doskonały. Wraz z wybuchem kryzysu gospodarczego pozycja Niemiec w Unii urosła do niespotykanego nigdy poziomu. Sojusz z Berlinem stał się dla Polski tym ważniejszy, że jednocześnie zaczęli tracić na znaczeniu dotychczasowi główni alianci naszego kraju. Pod rządami Baracka Obamy Stany Zjednoczone koncentrowały się coraz bardziej na Azji. A zwycięstwo wyborcze Davida Camerona w 2010 r. zapoczątkowało okres coraz większej niechęci Londynu do polskich imigrantów i pośrednio także do samej Warszawy.

Ale także z perspektywy Niemiec Polska okazała się tym cenniejszym partnerem, że jako jedyny kraj Unii przeszła przez kryzys w miarę suchą stopą. – Polska mentalność jest nam bliższa niż Francji, bo tak wy, jak i my uważamy, że można wydawać tylko tyle, ile się zarobi. Z Francuzami jest inaczej – mówił dwa lata temu „Rzeczpospolitej" wysoki rangą niemiecki dyplomata.

Grać trzeba ?na wielu fortepianach

Warszawa ze względu na o wiele mniejszy potencjał nigdy co prawda nie zajęła pozycji, jaką tradycyjnie odgrywał dla Berlina Paryż. Z aliansu z Niemcami Polska uzyskała jednak wiele wymiernych korzyści. Na przełomie lat 2009 i 2010 Merkel zablokowała starania Nicolasa Sarkozy'ego o przekształcenie strefy euro w odrębną wobec Unii strukturę co pozostawiłoby nasz kraj na marginesie integracji. Mimo kryzysu Warszawa uzyskała także wyjątkowo korzystne warunki finansowania z budżetu Brukseli na lata 2014–20. A dwa tygodnie temu utrzymała prawo do emitowania znaczących ilości dwutlenku węgla przynajmniej do 2030 r. W okresie rządów Tuska poziom rozwoju skoczył z 54 do 70 proc. średniej Unii. To prawdziwy skok cywilizacyjny.

Kulminacją polsko-niemieckiego zbliżenia okazało się przemówienie Radosława Sikorskiego w Berlinie 28 listopada 2011 r. – Nie boję się silnych Niemiec, lecz ich bezczynności – to słowa, których nie wypowiedział jeszcze żaden polski minister spraw zagranicznych w historii. Na fali tej retoryki Sikorski uznał także, że bardziej niż rosyjskich rakiet i niemieckich czołgów obawia się upadku wspólnej waluty.

Z perspektywy wojny na Ukrainie, a także tego, że Polska nie zrobiła najmniejszego kroku w kierunku przystąpienia do unii walutowej, taka deklaracja wydaje się nieco naiwna. Tym bardziej że większość ekonomistów zgadza się, iż narzucona przez Niemcy polityka finansowa jest jednym z głównych powodów kryzysu strefy euro.

Zbliżenie Berlina z Warszawą zmieniło jednak europejską szachownicę. Francois Hollande, zaniepokojony osłabieniem pozycji Francji wobec Niemiec, także postawił na zbliżenie z Polską. W szczególności dynamicznie zaczęła się rozwijać polsko-francuska współpraca w dziedzinie obrony. Po raz pierwszy wydawało się, że wielkie kontrakty na modernizację polskiej armii przypadną nie amerykańskim, ale europejskim koncernom. Paryż pomógł także Polsce utrzymać korzystne dotacje dla rozwoju wsi do 2020 r. A Trójkąt Weimarski ponownie nabrał kolorów. Polska po raz pierwszy stała się w miarę równym partnerem dla największych krajów Unii. Wyrazem tego było poparcie Merkel dla nominacji na przewodniczącego Rady Europejskiej Tuska.

Ale i zbliżenie z Niemcami okazało się nie bez wad. Po wybuchu kryzysu na Ukrainie stało się jasne, że europejska polityka obronna nie zapewni bezpieczeństwa kraju: w chwili próby to Amerykanie znów stali się dla nas podstawowym gwarantem bezpieczeństwa. I to tym bardziej że przed szczytem NATO w Walii Merkel najmocniej sprzeciwiła się budowie stałych baz sojuszu w naszym kraju.

Polska zorientowała się także, że lansowana przez Berlin polityka forsownego zaciskania pasa pcha Europę w kierunku recesji. Tym razem ku zadowoleniu Francuzów minister finansów Mateusz Szczurek zaprezentował w Brukseli wart 700 mld euro plan stymulacji europejskiej gospodarki. Po odejściu Tuska i Sikorskiego Polska znów przypomniała sobie, że w Unii grać trzeba na kilku fortepianach.

Przejmując władzę siedem lat temu, Donald Tusk wyznaczył dwa podstawowe cele w polityce zagranicznej: nawiązanie ścisłej współpracy z Niemcami i przełamanie kryzysu w stosunkach z Rosją. Pierwszy w znacznym stopniu osiągnął, ale drugi zakończył się spektakularną klęską.

Premier potrzebował szybkiego sukcesu. Chciał pokazać, że winę za napięcia z Moskwą ponosi PiS, bo z Putinem można się porozumieć. Już w lutym 2008 r., niespełna trzy miesiące po objęciu władzy, był z pierwszą wizytą w Moskwie. Wcześniej doprowadził do zniesienia rosyjskiego embarga na niektóre polskie produkty żywnościowe w zamian za wycofanie przez Polskę weta na członkostwo Rosji w OECD.

Pozostało 92% artykułu
Kraj
Michał Kolanko: Łukasz Lipiński był zawsze na posterunku. Odszedł dobry człowiek
Kraj
Bogusław Chrabota żegna Łukasza Lipińskiego. Zastępca redaktora naczelnego "Polityki" nie żyje
Kraj
Poseł biegał po sejmowym dachu. "Jestem wyjątkowy"
Kraj
Biskupi odpowiadają ofiarom pedofilii. „Przepraszamy, że nie zawsze byliśmy przy Was"
Akcje Specjalne
Naszym celem jest osiągnięcie 9 GW mocy OZE do 2030 roku
Kraj
Za pożarem na Marywilskiej stoją Rosjanie? Wniosek komisji o informacje
Kraj
Fikcyjne zatrudnienie aktorki z filmu "Smoleńsk" w TVP. Straty przekraczające milion złotych