Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego, mimo politycznych obietnic likwidacji, wydatki na Fundusz Kościelny mają osiągnąć rekordowy poziom.
  • Jakie alternatywne rozwiązania dla Funduszu analizuje rząd i dlaczego mogą się one okazać droższe dla budżetu państwa.
  • Które ugrupowanie w koalicji rządzącej utrudnia reformę i dlaczego arytmetyka sejmowa jest tu kluczowa.
  • Jakie kontrowersje, poza finansowaniem Kościoła katolickiego, budzi obecna forma funkcjonowania Funduszu Kościelnego.

– Rząd przyjął wstępny projekt budżetu na 2027 r. – poinformował 28 sierpnia minister finansów Andrzej Domański. Wraz z wiceszefową resortu Hanną Majszczyk oraz rzecznikiem rządu Adamem Szłapką wziął udział w konferencji prasowej, podczas której mówił m.in. o planowanym deficycie, inflacji i wzroście PKB. Jednak już tego samego dnia niektóre media wyłuskały z projektu budżetu inny szczegół: planowane wydatki na Fundusz Kościelny, które mają osiągnąć rekordowy poziom 283 mln 560 tys. zł. To o 11 mln zł więcej niż rok wcześniej.

Czytaj więcej

Rząd przyjął projekt budżetu na 2027 rok. „To szalenie ryzykowny plan”

Tych kolejnych, zdarzających się niemal co roku, rekordów wszech czasów miało już nie być. „Zlikwidujemy Fundusz Kościelny” – brzmi punkt nr 16 na liście „100 konkretów na pierwsze 100 dni rządów” Koalicji Obywatelskiej. Punkt ten na stronie internetowej z konkretami zaznaczony jest na żółto, co formalnie oznacza, że jest w trakcie realizacji.

Jednak nasi rozmówcy z koalicji nie wierzą, że fundusz uda się zlikwidować. – Projekt o likwidacji funduszu miał być projektem rządowym, ale to raczej się nie wydarzy – mówi szefowa klubu Lewicy Anna Maria Żukowska. Oznacza to, że Donald Tusk już drugi raz potknie się o swoją obietnicę likwidacji Funduszu Kościelnego.

Pomysł likwidacji Funduszu Kościelnego wraca jak bumerang

Sam Fundusz powstał w 1950 r. jako rekompensata za majątek zabrany Kościołowi przez stalinowskie władze. Obecnie finansowane są z niego niemal w całości składki na ubezpieczenia emerytalne i zdrowotne osób duchownych – nie tylko katolickich, ale też wszystkich kościołów i związków wyznaniowych legalnie działających w Polsce. A to, czy utrzymywanie Funduszu Kościelnego ma sens, jest od lat przedmiotem gorącego sporu.

Czytaj więcej

Fundusz Kościelny puchnie

Zdaniem przeciwników funduszu, nie ma żadnego uzasadnienia, żeby państwo opłacało składki osób duchownych, bo powinny być one traktowane tak samo, jak te, które płacą wszyscy pracujący. W debacie często pojawia się argument, że po upadku PRL Kościół odzyskał już zabrane mienie za sprawą specjalnej komisji majątkowej, którą następnie zlikwidowano wskutek licznych patologii.

Z kolei Kościół katolicki, czyli główny beneficjent funduszu, przypomina, że zgodnie z nadal obowiązującą ustawą z 1950 r. fundusz tworzą dochody uzyskiwane z przejętego przez państwo majątku. – Około 60 tys. ha takich nieruchomości kościelnych pozostaje nadal we władaniu państwa. Zgodnie z ustawą dochody z nich uzyskiwane są więc podstawą jego finansowania. Nie ustały zatem racje istnienia Funduszu Kościelnego – mówił przed rokiem rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Leszek Gęsiak.

Jednak kontrowersje wokół Funduszu Kościelnego nie dotyczą tylko Kościoła katolickiego. Jak nagłośniła przed kilkoma laty „Rzeczpospolita”, państwo polskie nie bada, do jakich konkretnie kościołów i związków wyznaniowych trafiają pieniądze z Funduszu Kościelnego. A na liście około 180 wyznań legalnie działających w Polsce znajdują się m.in. wspólnoty o egzotycznych doktrynach, zakładane w latach 90., gdy było to o wiele łatwiejsze niż dziś. To, że minister spraw wewnętrznych nie ma narzędzi do weryfikacji, kogo kościoły zgłaszają do ubezpieczenia, potwierdziła kontrola NIK.

65 tys. ha

gruntów odzyskał Kościół dzęki komisji majątkowej, która zakończyła prace w 2011 roku

Dlatego pomysł likwidacji lub przekształcenia funduszu wraca co kilka lat jak bumerang. Po raz pierwszy wiążącą deklarację w tej sprawie zgłosił w 2011 r. w swoim exposé premier Donald Tusk. Sprawą zajął się ówczesny minister administracji i cyfryzacji Michał Boni i przedstawił propozycję zastąpienia Funduszu Kościelnego dobrowolnym odpisem podatkowym w wysokości 0,5 proc. Po rozmowach rządu m.in. z Episkopatem przyjęto nawet projekt ustawy, jednak nigdy nie trafił nawet do Sejmu.

Temat wrócił przed wyborami prezydenckimi w 2020 r. Likwidację funduszu obiecywali kandydaci opozycji: Rafał Trzaskowski, Szymon Hołownia i Robert Biedroń, a dwa lata później Donald Tusk zapowiedział, że jedną z pierwszych decyzji po przejęciu władzy przez opozycję będzie „skasowanie pieniędzy, jakie płyną do Kościoła”. Po wpisaniu tej obietnicy na listę „100 konkretów” wydawało się, że losy Funduszu Kościelnego są przesądzone.

Likwidacja Funduszu Kościelnego: pat w zespole międzyresortowym

Kompromis w tej sprawie ma wypracować powołany w 2024 r. Międzyresortowy Zespół do spraw Funduszu Kościelnego, na którego czele stoi lider PSL, wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. I prace rzeczywiście się toczą – przynajmniej formalnie.

Czytaj więcej

Zabrali Kościołowi, dali mniejszościom. Symboliczny gest rządu

Z informacji przekazanej przez MON wynika, że zespół międzyresortowy odbył co prawda tylko dwa spotkania, jednak dodatkowo „powołano zespół roboczy (problemowy), który dotychczas spotkał się cztery razy”. „Jego zadaniem była analiza zgłoszonych przez członków zespołu (m.in. ministra spraw wewnętrznych i administracji oraz ministra rodziny, pracy i polityki społecznej) propozycji zmian w zakresie będącym przedmiotem prac oraz przedstawienie stosownych rekomendacji zespołowi. W ramach prowadzonych prac zespół problemowy przeanalizował cztery warianty docelowych rozwiązań” – informuje MON.

Jakie? Bardziej szczegółowo wynika to z pisma, które wiceszef MON Paweł Bejda skierował do sejmowej Komisji ds. Petycji. Wynika z niego m.in., że analizowano rozwiązanie polegające na wprowadzeniu odpisu podatku dochodowego od osób fizycznych. Problem w tym, że – jak wskazuje MON – pomysł ten „z dużym prawdopodobieństwem skutkowałby wyższymi kosztami dla budżetu państwa niż wydatki ponoszone obecnie w ramach Funduszu Kościelnego”. „Warianty generujące wydatki przewyższające obecny poziom finansowania nie uzyskały dotychczas akceptacji ministra finansów” – czytamy w piśmie podpisanym przez wiceszefa Pawła Bejdę.

Jak pisaliśmy przed rokiem, z negatywnej opinii Ministerstwa Finansów wobec tego pomysłu wynika, że „nie każdy członek kościoła/związku wyznaniowego jest podatnikiem podatku PIT (wyłączeni z tego podatku są np. rolnicy)”, poza tym „nie każdy podatnik podatku PIT płaci ten podatek”, bo korzystają m.in. z ulg podatkowych. Informowaliśmy też, że zespół Władysława Kosiniaka-Kamysza analizował też pomysł, by duchownych objąć gwarancją emerytur na wzór programu „Matka 4+”, a więc rodzicielskich świadczeń uzupełniających dla kobiet, które urodziły co najmniej czwórkę dzieci. Jednak to rozwiązanie też okazało się za drogie.

Posłowie koalicji nie wierzą w likwidację Funduszu Kościelnego w tej kadencji

I – jak wynika z naszych rozmów – właśnie niepewność co do wpływu rozważanych rozwiązań na budżet państwa powoduje, że prace stanęły w martwym punkcie. Kolejnym problemem ma być konserwatywny charakter PSL i niechęć do wchodzenia w spór z Kościołem katolickim.

Jeden z posłów KO mówi „Rzeczpospolitej”, że w dodatku Kosiniak-Kamysz nie czuje specjalnej presji opinii publicznej w tej sprawie. – W Polsce przez długie lata działała komisja majątkowa, zajmująca się zwrotem dóbr zabranych Kościołowi. Nie widzę większych powodów, by nadal mu płacić, a Fundusz Kościelny powinien zostać zlikwidowany – mówi poseł KO. – Jednak z drugiej strony, wszyscy do Funduszu Kościelnego się już przyzwyczaili. Ten temat nie jest w centrum debaty publicznej, czasem się w niej pojawia, ale bardzo szybko znika, nie wywołuje emocji tak, jak jeszcze przed kilkoma laty. Nie wierzę w załatwienie sprawy w tej kadencji – konstatuje.

Projekt o likwidacji funduszu miał być projektem rządowym, ale to raczej się nie wydarzy.

szefowa klubu Lewicy Anna Maria Żukowska

– Nie spodziewam się, że z rządu wyjdzie projekt zakładający likwidację Funduszu Kościelnego. Dlatego złożymy w tej sprawie projekt poselski – mówi nam szefowa klubu Lewicy Anna Maria Żukowska.

Pojawienie się takiego projektu trudno uznać za zaskoczenie, bo wcześniej o likwidację Funduszu Kościelnego zabiegała w rządzie lewicowa minister pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. W marcu ubiegłego roku jej resort skierował wniosek o wpisanie do wykazu prac legislacyjnych rządu projektu ustawy likwidującej Fundusz Kościelny.

Ta propozycja przewiduje, że 50 proc. składek płaciłaby osoba duchowna, a połowę – kościół lub związek wyznaniowy. Jednak projekt nie został wpisany do wykazu prac legislacyjnych rządu. Czy projekt, złożony w Sejmie jako poselski, będzie miał szanse na uchwalenie? Anna Maria Żukowska nie ma złudzeń: nie uda się to bez głosów PSL, czyli partii, która spowalnia prace w rządzie. – To wynika z prostej arytmetyki sejmowej – mówi.

Oznacza to, że wyborcom pozostaje obserwować rosnące wydatki na Fundusz Kościelny, zapisane w kolejnych ustawach budżetowych. Jeszcze na początku lat 90. fundusz wynosił – uwzględniając denominację – poniżej 10 mln zł rocznie. Do 2012 r. było to poniżej 100 mln. Szybko zaczął rosnąć około 2015 r., w 2024 r. wyniósł 257 mln zł, a w 2025 i 2026 r. – po 272,6 mln zł.

Dlatego w nadchodzącym roku ma ponownie się zwiększyć? Na nasze pytania w tej sprawie nie odpowiedziało MSWiA, planujące wydatki z Funduszu Kościelnego. W przeszłości wzrost funduszu był najczęściej tłumaczony wzrostem minimalnego wynagrodzenia, z którym powiązane są składki na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne duchownych.