Z tego artykułu dowiesz się:
- Ile pieniędzy może stracić budżet państwa w 2027 r. przez prezydenckie weta.
- Które z planowanych podwyżek podatków mogą zostać zablokowane.
- Czy 10–15 mld zł mniej dochodów oznacza katastrofę dla budżetu państwa?
- Dlaczego brak konsolidacji fiskalnej zwiększa ryzyko obniżenia ratingu kredytowego Polski.
- Dlaczego ekonomiści ostrzegają przed scenariuszem „drugiej Rumunii”.
Łączne dochody budżetu państwa w przyszłym roku mają wynieść 695 mld zł, a dochody podatkowe – 622 mld zł – wynika z projektu ustawy budżetowej na 2027 r. W porównaniu z przewidywanym wykonaniem w tym roku oznacza to wzrost odpowiednio o 68,4 mld zł i 57,8 mld zł, czyli o około 9-10 proc.
Czytaj więcej
Prezydent Karol Nawrocki przekonuje, że jego weta nie kosztują Polaków, lecz chronią ich portfele przed podatkami. Tyle że gdy apeluje o ściganie o...
Według ekonomistów nie są to nadmiernie ambitne założenia. Dochody są z grubsza spójne z przewidywaną sytuacją gospodarczą, jednak realizacja części planu już na starcie obarczona jest sporym ryzykiem politycznym.
Erste BP: dochody w 2027 r. z ryzykiem weta prezydenta
– Ryzyko dla przyszłorocznych dochodów dotyczy przede wszystkim planowanych zmian legislacyjnych w zakresie podatków, które mogą zostać zablokowane przez prezydenta – zaznaczają ekonomiści Erste Banku Polska w analizie projektu budżetu. Według ich szacunków efekt potencjalnych wet może sięgnąć około 8 mld zł, w tym 3,5 mld zł z PIT i CIT, 1,5 mld zł z akcyzy, 1,3 mld zł z VAT oraz 1,7 mld zł z planowanego podatku cyfrowego.
Dodatkowo, zdaniem ekonomistów Erste, nieco zbyt optymistycznie założono dochody niepodatkowe, które mają wzrosnąć aż o 20 proc. rok do roku. W efekcie przychody budżetu państwa w 2027 r. mogą być łącznie o 10-15 mld zł niższe od założonych.
Ryzyko weta ze strony Karola Nawrockiego nie jest przy tym hipotetyczne. Prezydent na początku kadencji zapowiedział, że nie będzie akceptował podwyżek podatków i dotychczas zwykle realizuje tę deklarację. Wyjątkiem była podwyżka CIT dla banków, jednocześnie prezydent zablokował sześć innych ustaw mających wpływ na budżet. Jak wynika z wyliczeń Ministerstwa Finansów dla „Rzeczpospolitej”, uszczupliły one tegoroczne dochody państwa o około 8 mld zł. Najdroższe było weto dotyczące podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych – jego efekt szacowano na 3,8 mld zł. Kolejne 1,8 mld zł miała przynieść podwyżka akcyzy na alkohol.
Czytaj więcej:
Tylko sześć wet Karola Nawrockiego może oznaczać w tym roku ponad 8 mld zł mniejszych wpływów do budżetu – wynika z wyliczeń Ministerstwa Finansów...
Pro
Podwyżki PIT, CIT i ryczałtu pod znakiem zapytania
– Ryzyko zablokowania kolejnych podwyżek podatków rzeczywiście istnieje. Myślę, że jest nawet jakieś 90 proc. szans, że najnowsza rządowa reforma również nie wejdzie w życie – ocenia Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku.
Chodzi tu o duże zmiany w PIT, CIT i ryczałcie. Z jednej strony mają one przynieść korzyści podatnikom, bo zmiany w skali PIT oznaczają wyższe zarobki netto dla ok. 3,5 mln pracujących z klasy średniej. Rząd proponuje podniesienie pierwszego progu podatkowego (do którego obowiązuje stawka 12 proc.) ze 120 do 130 tys. zł, chce wprowadzić nową 24-proc. stawkę dla dochodów 130-150 tys. zł, a granica wejścia w 32-proc. stawkę zostanie przesunięta do 150 tys. zł.
Z drugiej strony pakiet zakłada jednak zwiększenie obciążeń dla części podatników, przede wszystkim przedsiębiorców. Danina solidarnościowa ma wzrosnąć z 4 do 5 proc., a stawka CIT dla korporacji ma zostać podniesiona z 19 do 22 proc. Zmieni się również ryczałt – limit przychodów pozwalający korzystać z tej formy opodatkowania ma spaść z 2 mln euro do 250 tys. euro. W efekcie część firm będzie musiała przejść na podatek liniowy. Rząd zakłada, że ta zmiana przyniesie budżetowi 3,35 mld zł dodatkowych dochodów netto.
Czytaj więcej
Zapowiadane zmiany w PIT i CIT nie będą komplikowały zanadto systemu podatkowego. Ale czasy, w jakich żyjemy nie sprzyjają jego stabilizacji – mówi...
Akcyza, VAT i podatek cyfrowy. Kolejne miliardy w planie
Kolejne duże podwyżki rząd planuje w odniesieniu do akcyzy. Zgodnie z tzw. mapą drogową w 2027 r. stawka akcyzy na alkohol – w tym wódkę, piwo i wino – ma wzrosnąć o 5 proc., na papierosy i wyroby nowatorskie o 15 proc., a na pozostałe wyroby nikotynowe o 22-25 proc. Ciekawe przy tym, że zgodnie z projektem odpowiedniej ustawy, przychody z podwyżki akcyzy na alkohol, szacowane na ok. 1,4 mld zł, mają bezpośrednio zasilić budżet Narodowego Funduszu Zdrowia.
Rząd chce też podwyższyć CIT z 19 do 30 proc. dla przedsiębiorstw z branży energetycznej, a szacowany efekt to 2,8 mld zł dochodów dla budżetu. Do tego dochodzi podatek cyfrowy, który ma przynieść 1,7 mld zł, oraz globalny podatek minimalny, z którego budżet oczekuje około 2,4 mld zł. Z kolei stawka VAT na napoje energetyczne oraz część napojów zawierających sok ma wzrosnąć z 5 lub 8 proc. do 23 proc., co ma przynieść około 1,3 mld zł.
– Nie jest powiedziane, że prezydent będzie hurtowo wetował wszystkie zmiany. Jest jednak duże prawdopodobieństwo zablokowania podwyżki akcyzy, tak jak było to poprzednio. W przypadku podatku cyfrowego w grę mogą z kolei wchodzić interesy amerykańskich podmiotów – ocenia Arak.
Czytaj więcej
Mimo podwyżki podatków i sprzyjającej sytuacji gospodarczej, w projekcie budżetu na 2027 r. nie widać nawet próby zmniejszenia deficytu. Rząd zakła...
10-15 mld zł mniej nie wysadzi budżetu
Potencjalne 8 mld zł ubytków z tytułu prezydenckich wet, a nawet łącznie 10-15 mld zł niższych dochodów nie oznacza katastrofy dla finansów publicznych. – W normalnych warunkach resort finansów może sobie z takimi kwotami poradzić, choćby odpowiednio zmniejszając wydatki – przyznaje Piotr Bielski, ekonomista Erste Banku Polska. Podobna sytuacja wystąpiła choćby w tym roku. Już wiadomo, że dochody budżetu będą o ponad 20 mld zł niższe od planu, 9,5 mld zł ma zabraknąć z VAT, 8,8 mld zł z akcyzy, a 5,3 mld zł z dochodów niepodatkowych. Deficyt nie musi jednak wzrosnąć, ponieważ resort finansów deklaruje, że udało się znaleźć oszczędności po stronie wydatków.
– Każdy rok jest jednak inny. Co, jeśli w 2027 r. konieczne będą kosztowne działania osłonowe, na przykład w efekcie wzrostu cen surowców, w tym energii i gazu? – pyta Bielski. – Prezydenckie weta utrudniają realizację budżetu, zmniejszają poduszkę bezpieczeństwa na sytuacje awaryjne, a przede wszystkim niemal uniemożliwiają konieczną konsolidację fiskalną. To, że Polska nie redukuje deficytu, jeszcze nie przełożyło się na obniżenie ratingu, ale istnieje ryzyko, że w końcu do tego dojdzie – podkreśla.
Agencja Fitch w sierpniu utrzymała rating Polski na poziomie A-, ale pozostawiła negatywną perspektywę. Wskazała m.in. na brak wiarygodnego planu konsolidacji fiskalnej, wyzwania polityczne oraz ryzyko przedwyborczego luzowania polityki fiskalnej. 18 września swoją ocenę Polski przedstawi z kolei Moody’s. Jej obecny rating to A2, również z negatywną perspektywą. Zdaniem Bielskiego nie jest przesądzone, że tym razem nie dojdzie do obniżki ratingu.
Największym problemem jest brak planu naprawy finansów
– Zablokowanie poszczególnych ustaw nie jest oczywiście kwestią „być albo nie być” dla budżetu – mówi też Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Ale nie służy to stabilności finansów publicznych i poważnie utrudnia konsolidację fiskalną. Polska ma wydatki typowe dla krajów rozwiniętych, a jednocześnie relatywnie niskie podatki. W takiej sytuacji podwyżki podatków są naturalnym kierunkiem zwiększania dochodów i redukcji deficytu, tymczasem prezydent zapowiedział, że nie będzie akceptował takich zmian – zauważa Benecki.
Ekonomista dodaje, że w Polsce brakuje dziś poważnej debaty o tym, jak postawić finanse publiczne na nogi, a efekt jest taki, że mało kto ma świadomość, że Polska zmierza do najwyższego deficytu w Unii Europejskiej. Według projektu budżetu deficyt sektora finansów publicznych ma w 2027 r. wynieść 7,1 proc. PKB. I będzie to poziom nawet wyższy niż w Rumunii (wedle obecnych prognoz Komisji Europejskiej), która dotychczas była niechlubnym liderem UE pod tym względem.
Czytaj więcej
Przez lata Polskę straszono „drugą Grecją”. Tymczasem to Rumunia jest dziś bliższym archetypem polskiego ryzyka fiskalnego.
Paweł Wojciechowski, główny ekonomista Business Centre Club i były minister finansów, w felietonie „Druga Rumunia”, opublikowanym na łamach „Rzeczpospolitej”, ostrzega, że Polsce grozi właśnie scenariusz rumuński. W tamtym kraju, podobnie jak w Polsce przez lata, dobra koniunktura i relatywnie niski dług pozwalały odkładać konieczną korektę finansów publicznych. Gdy deficyt wymknął się spod kontroli, Rumunia przestała sama decydować o tempie naprawy – musiała działać pod dyktando rynków finansowych, a gwałtowna konsolidacja zaczęła ciążyć gospodarce.
– „Druga Rumunia” nie jest prognozą. To ostrzeżenie przed sekwencją błędów: uporczywym deficytem przy dobrej koniunkturze, szybkim narastaniem długu i odkładaniem korekty. Im dłużej zwlekamy, tym mniej mamy swobody – podkreśla Wojciechowski.