Sporo się ostatnio mówiło o deregulacji, czyli upraszczaniu prawa. A tu nagle Ministerstwo Finansów chce skomplikować system. Bo przecież wprowadzenie dodatkowych stawek w PIT i CIT nie jest jego upraszczaniem.

Dlaczego?

Ot, choćby dlatego, że księgowi w zakładach pracy muszą pilnować, by obliczać i płacić wyższe zaliczki na PIT pracownikom, którzy przekroczą próg dla stawki 32 proc. Teraz dojdzie im jeszcze jeden próg dla stawki 24 proc. W dodatku ten przedział między progami dla tych stawek nie będzie zbyt duży – tylko 20 tys. zł.

Nie przesadzajmy z tą mitręgą księgowych. Dziś takie rachunki robi się automatycznie przy użyciu narzędzi informatycznych, w tym programów kadrowo-księgowych. Zresztą w wielu krajach Europy podatek od dochodów osobistych ma nawet więcej progów. Myślę też, że system progresywny, zakładający wyższe opodatkowanie wraz z rosnącymi dochodami, jest akceptowalny społecznie. A czy progów jest dwa, trzy czy pięć – to przy dzisiejszej automatyzacji księgowości nie ma wielkiego znaczenia. Wprowadzamy stawkę 24 proc., bo uznaliśmy, że przeskok ze stawki 12 proc. na 32 proc. jest zbyt drastyczny.

Czytaj więcej

Rząd proponuje zmiany podatkowe. Polacy w sondażu ocenili, co powinien zrobić prezydent

Nie lepiej by było po prostu co roku waloryzować kwotę wolną od podatku i próg dla stawki 32 proc? Przecież mechanizm waloryzacji jest dziś np. w podatku od nieruchomości.

Owszem, można by taki mechanizm wprowadzić i waloryzować progi na przykład o stopę inflacji, choć de facto byłaby to pewna komplikacja. Obawiam się jednak, że w dzisiejszych realiach, gdyby wprowadzić taki mechanizm waloryzacji, trudno by było zbilansować ubytki w dochodach sektora finansów publicznych, w sytuacji gdy prezydent wetuje wszystkie rozsądne reformy zmierzające do wzrostu dochodów. Dlatego obecnie nie ma wielkich szans na wprowadzenie waloryzacji progów.

Zniknąć ma ulga na internet. Straciła rację bytu?

Gdy ją wprowadzano, miała sens, bo po pierwsze, rekompensowała likwidację zwolnienia z VAT usług na dostawę internetu, a po drugie, internet dopiero się upowszechniał. Dziś już korzystanie z internetu takiego wspomagania nie wymaga. Proszę jednak zauważyć, że wydłużamy czas działania ulgi na robotyzację oraz zwiększamy odliczenie z tytułu ulgi dla honorowych dawców krwi. Jeśli system podatkowy ma wspomagać jakieś cele społeczne i gospodarcze, to takie, które rzeczywiście na to wsparcie aktualnie zasługują.

Zmiany w PIT mogą sprawić, że podatek należny w wielu przypadkach będzie niższy. To się przekłada na niższe wpływy dla organizacji dobroczynnych z półtoraprocentowego odpisu. O ile mniej dostaną te organizacje?

Trzeba zauważyć, że w minionych latach z powodu zamrożenia parametrów skali PIT wpływy tych organizacji rosły i nie było dyskusji o tym, że dzieje się coś niewłaściwego. W ocenie skutków regulacji do ustawy szacujemy, że dochody z półtoraprocentowego odpisu mogą zmniejszyć się maksymalnie o ok. 89 mln zł.

Pojawia się też nowa stawka CIT: 22 proc. dla tych podatników, którzy przekroczą 50 mln euro. Czy to też nie jest komplikacja systemu? Przecież już się mówi o dzieleniu spółek i innych kombinacjach, byle tylko uniknąć wyższego podatku.

Rzeczywiście w tym przypadku część przedsiębiorców może mieć pokusę, by podejmować działania, powiedzmy, nieakceptowalne społecznie. Jednak stawka 22 proc. nie jest wiele wyższa od dotychczasowej, 19 proc. którą płacili duzi podatnicy CIT.

Chce pan powiedzieć, że różnica jest na tyle niewielka, by się opłacało zapłacić wyższą stawkę dla świętego spokoju, bo koszt różnych optymalizacji w CIT byłby wyższy?

Z ust mi pan to wyjął. Pole do optymalizacji w CIT dokonywanych na pograniczu prawa nie będzie zbyt duże. Pozwolę sobie na jeszcze jedno spostrzeżenie. W czasach naszych poprzedników w myśleniu o finansach i budżecie dominowało dość beztroskie podejście w stylu „pieniądze się znajdą” – obniżano podatki i nie podejmowano działań zmierzających do pokrycia ubytków w dochodach. Nasza propozycja zmian w podatkach jest odpowiedzialna – pokazuje, jak sfinansujemy ubytek dochodów w PIT.

Czytaj więcej:

CIT Po podwyżkach CIT będą próby ucieczki od podatku. Eksperci: to ryzykowne

Pro

A dlaczego chcecie zmieniać w podatek zryczałtowany? Wielu podatników osiągających wyższe dochody w ogóle straci prawo do ryczałtu albo będzie płaciło go według wyższych stawek. Niektórzy zaczną płacić daninę solidarnościową. Poza wymiarem finansowym – to też komplikacja systemu.

Ustalenie przed kilku laty pułapu ryczałtu na poziomie 2 mln euro było przesadnie hojnym krokiem. Wracamy do pewnej przyzwoitości. Zauważyliśmy niepokojące zjawisko: płace dynamicznie rosną, przybywa też osób o bardzo wysokich dochodach, przekraczających milion złotych rocznie. Tylko że równocześnie spadają wpływy z daniny solidarnościowej. Przyczyna jest prosta: wiele osób o wysokich dochodach znalazło w ryczałcie sprytny sposób na uniknięcie zarówno tej daniny, jak też wyższych obciążeń, jakie by miały przy opodatkowaniu według skali. Nie powinno być tak, że osoby wykonujące podobną pracę są tak skrajnie różnie opodatkowane, a tak niestety jest.

Czy będą w najbliższym czasie jakieś zmiany w podatkach pośrednich czyli w VAT i akcyzie?

Tu wielkich zmian nie przewidujemy. Uporządkujemy nieco stawki VAT na niektóre napoje, by wyeliminować dzisiejsze absurdy. Na przykład piwo bezalkoholowe jest obciążone podstawową stawką 23 proc., ale takie samo piwo z sokiem korzysta ze stawki 5 proc. Wyrównamy stawkę do 23 proc. i będziemy kontynuować te działania. Zlikwidujemy preferencyjną stawkę na napoje bezalkoholowe, które są sprzedawane pod nazwami i w opakowaniach podobnych do napojów alkoholowych. Podobnie zrobimy z napojami energetycznymi z sokiem. Szykujemy też zmianę opodatkowania akcyzą alkoholi. Wprawdzie prezydent zawetował podwyżkę stawek na te napoje, ale w nowej propozycji zawarte zostały regulacje przekazujące wprost nadwyżkę dochodów z akcyzy na NFZ, co wychodzi naprzeciw argumentacji pana prezydenta odnośnie zwiększenia finansowania NFZ. Wkrótce rząd przyjmie projekt ustawy w tej sprawie.

Co będzie z „mapą drogową” w akcyzie? Był to uzgodniony z branżami tytoniową i alkoholową plan podwyżek, który został jednak złamany, bo podwyżki akcyzy na tytoń były wyższe niż pierwotnie zaplanowano.

Pracujemy nad mapą na kolejne lata, w której stawki będą powiązane z parametrami makroekonomicznymi – np. inflacją, tak, by ta mapa nie wymagała korekt w trakcie jej obowiązywania. Zgadzam się, że podwyżki dokonane przed dwoma laty były znaczące, ale jakoś rynek się nie załamał, a przychody z akcyzy od papierosów rosną.

Tylko że szara strefa na rynku tytoniowym wzrosła z 4,7 proc. w 2023 roku do 9,7 proc. w pierwszym kwartale 2026 roku. Wpływy z papierosowej akcyzy w ubiegłym roku miały osiągnąć 37,1 mld zł, ale zabrakło do tego planu 3,5 mld zł. To nie są dobre wyniki.

Żeby rzetelnie oceniać sytuację na tym rynku, trzeba jeszcze zauważyć, że w ogóle konsumpcja papierosów spadła. Taki zresztą był nasz cel – ograniczenie spożycia trujących produktów. Wpływy z akcyzy jednak wzrosły, choć rzeczywiście nie w takim stopniu, jak zakładaliśmy. Jednak te podwyżki były uzasadnione. Od czasu opracowania mapy akcyzowej płace wzrosły więcej, niż się wtedy spodziewano, a więc ekonomiczna dostępność papierosów też wzrosła.

Czytaj więcej

Już niemal co dziesiąty papieros pochodzi z szarej strefy

Rozmawiamy tu o różnych pomysłach, które będą wymagały uchwalenia ustaw. Jeśli znów prezydent je zawetuje, to może powstać wrażenie, że rząd jest mało skuteczny, bo nie potrafi zapewnić akceptowalnej wersji ustaw. Macie na to jakiś pomysł?

Polityka gospodarcza, w tym podatkowa, to domena rządu. Nie wyobrażam sobie, by elementy tej polityki konsultować z prezydentem na etapie projektowania ustaw. Sam pan widzi, ile niuansów jest w naszej polityce podatkowej, choćby w samej akcyzie.

Dotychczas gdy Karol Nawrocki wetował ustawy podatkowe, uzasadniał to działaniem w interesie pewnych grup społecznych. Może i przesadzał z tymi wetami, ale nie mówił o swoim własnym interesie.

Jeśli prezydent wetuje podwyżki akcyzy na alkohol i papierosy, to rzeczywiście działa w interesie pewnej grupy społecznej, jaką są producenci i sprzedawcy tych używek.

Skoro już mówimy o tym, kto kreuje politykę podatkową – jak pan ocenia inicjatywy takie jak ta z Ministerstwa Zdrowia, by nałożyć na producentów alkoholi i papierosów dodatkową roczną opłatę? Podobno miałaby wynieść 0,25 proc. ich rocznego przychodu i zasilić jakiś nowy fundusz zdrowia.

Rzeczywiście różne resorty i posłowie w Sejmie mają pomysły na tworzenie nowych funduszy i nowych opłat. Ostatnio rękami posłów złożono projekt nowej opłaty „turystyczno-rekompensacyjnej”. My w Ministerstwie Finansów uważamy, że najlepiej, by nie mnożyć budżetowych bytów i opłat. Zresztą rozumiemy, że i dla biznesu nowe opłaty byłyby uciążliwe, nie tylko z powodu samego finansowego obciążenia. Po prostu każda nowa opłata to także obciążenia administracyjne. Już lepiej podnieść o ten ułamek proc. akcyzę, niż tworzyć osobną opłatę. Na pewno prościej by było, gdyby politykę podatkową kreował wyłącznie minister finansów.

Czytaj więcej

Akcyza to za mało? Ma być nowa danina od tytoniu i alkoholi

Czy oprócz zmian stawek podatków można się spodziewać dalszej deregulacji w przepisach podatkowych, zwłaszcza proceduralnych?

Planujemy kilka rewolucji, ale będziemy też kontynuowali te drobniejsze, ale istotne zmiany dla podatników. Przygotowujemy zmianę zapewniającą możliwość zawierania ugód między podatnikiem a organem skarbowym w sprawie wymiaru i poboru zobowiązań podatkowych. Jeszcze rok czy dwa lata temu byliśmy temu przeciwni, ale jednak duch deregulacji zwyciężył i pod pewnymi warunkami takie ugody będą możliwe. Będą też systemowe zmiany w procedurze czynności sprawdzających. Właściwie napiszemy je od nowa. Przepisy te mają bowiem prawie 30 lat i nie przystają do obecnej rzeczywistości. Planujemy też reformę systemu interpretacji indywidualnych. Szykujemy też przepisy o elektronicznych kasach rejestrujących (darmowej kasy dla podatnika) oraz o e-VAT, tj. wstępnie przygotowywanych przez KAS deklaracjach VAT (JPK-VAT z deklaracją). Pracujemy też nad projektem zakładającym zniesienie solidarnej odpowiedzialności w podatku od nieruchomości.

Oby to były rzeczywiście uproszczenia. W projekcie ugód jest cała masa wyłączeń. Na tyle dużo, że eksperci orzekli ze tych ugód się w ogóle nie będzie dało zawrzeć.

Analizujemy opinie, które otrzymaliśmy w tej sprawie i na pewno wyjdziemy ze zmodyfikowanym projektem. To jest zupełnie nowa instytucja w prawie podatkowym, dlatego na początku warto do niej podejść ostrożnie i obserwować, jakie te przepisy sprawdzą się w praktyce ze strony zarówno podatników, jak i organów podatkowych. Jeśli będzie potrzeba, skorygujemy je.

Kiedyś, w latach 90., jeden z liderów organizacji przedsiębiorców zaproponował: panie ministrze finansów, przedsiębiorcy chętnie złożą się na zapełnienie deficytu budżetowego, ale pod warunkiem, że przez kilka lat podatki nie będą zmieniane. Pewnie trochę żartował, ale tęsknota za stabilnością w podatkach nie znikła do dziś. Co pan na to?

Rozumiem potrzebę takiej stabilności. Wiele osób, zwłaszcza przedsiębiorców, może czuć rozczarowanie rewolucjami w rodzaju nieszczęsnego Polskiego Ładu. Proszę jednak zauważyć, że od tamtego czasu właściwie większych zmian w systemie podatkowym nie było. Wciąż trwają próby obchodzenia przepisów przez nieuczciwych podatników. Nierzadko schematy przez nich opracowywane znajdują poparcie w wyrokach sądowych. To wymaga działań uszczelniających, więc co jakiś czas pojawiają się nowe przepisy zapobiegające nadużyciom. Trudno tego uniknąć. Poza tym, stabilności podatków nie sprzyja otoczenie gospodarcze i polityczne. Wojny i związane z nimi turbulencje na rynkach wymagają nadzwyczajnych działań także w systemie podatkowym. Takich jak opodatkowanie nadzwyczajnych zysków wynikających z tej sytuacji, a czasem dyktowanych po prostu koniecznością zebrania środków na bezpieczeństwo kraju.

Nie może pan więc obiecać stabilności, nawet gdyby znów ktoś zaproponował podobna zrzutkę?

Czasy, w jakich żyjemy, nie sprzyjają stabilizacji systemu podatkowego. Niestety.