Nie będzie przesadą mówienie o kamieniu milowym w historii Niemiec. Po raz pierwszy mniej niż połowa Niemców należy do jednego z dwóch głównych Kościołów chrześcijańskich. Tylko 21,6 mln pozostaje katolikami. Mówi się nawet o końcu „Kościoła powszechnego”.

Rekord wszech czasów

Szczególnie dla Kościoła katolickiego w Niemczech statystyki pokazują trend negatywny. Masowy exodus trwa; w 2021 roku 359 338 katolików w Niemczech odwróciło się od Kościoła. To rekord.

Czytaj więcej

Dyskusja o Kościele na poziomie memów

Odsetek osób uczestniczących w nabożeństwach religijnych spadł do 4 procent. Do tego dochodzą skutki zmian demograficznych. Liczba chrztów i nowych wiernych jest znacznie niższa od liczby pogrzebów w obu Kościołach.

Wiele wskazuje na to, że zmniejsza się także wpływ Kościołów na społeczeństwo. Na tegorocznych Dniach Niemieckich Katolików w maju w Stuttgarcie obecni byli prezydent i kanclerz, ale członkowie gabinetu rządowego byli, inaczej niż zwykle, słabo reprezentowani.

Nie było prawie żadnych prominentnych polityków z unii z CDU/CSU. A podczas tradycyjnego przyjęcia Konferencji Episkopatu Niemiec w Berlinie w październiku, jedna rzecz szczególnie rzucała się w oczy: brak czołowych polityków.

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec, Georg Baetzing, uważa, że rozwój sytuacji jest dramatyczny. 360.000 osób rozstało się z Kościołem jako instytucją. – To mnie boli i wewnętrznie obciąża – mówił biskup Limburga.

Georg Baetzing apeluje o nowe zaufanie. – Nadal warto być członkiem Kościoła – mówi i zwraca uwagę na wielu zaangażowanych chrześcijan, którzy działają w stowarzyszeniach, w Caritasie i innych inicjatywach na rzecz innych i spójności społeczeństwa.

Zmęczenie nadużyciami

Nierozwiązana sytuacja w Archidiecezji Kolońskiej ciąży na niemieckim Kościele katolickim niczym ołów. Ciągle odkrywane są nowe punkty zapalne: na przykład pytanie, czy kardynał Rainer Maria Woelki nie tolerował przestępstw popełnianych przez bliskich mu księży; rewelacje na temat strategii PR-owych archidiecezji; spór o kosztowne Kolońskie Kolegium Teologii Katolickiej (KHKT). Biskup Baetzing określił obecną sytuację archidiecezji i samego kardynała jako „coraz bardziej nie do zniesienia”.

Pytanie, jak papież Franciszek postąpi z jego ofertą rezygnacji z urzędu, dawno już przesłoniło inne gorące tematy ostatnich miesięcy. Pojawiły się doniesienia o nadużyciach w Muenster, Trewirze i Osnabrueck, a w lutym raport o nadużyciach seksualnych w archidiecezji Monachium i Freising zwrócił uwagę także na papieża emeryta Benedykta XVI.

Joseph Ratzinger zaprzeczył w gruncie rzeczy, że ponosi jakąkolwiek odpowiedzialność za to, że oskarżony o molestowanie seksualne ksiądz został przywrócony do pracy duszpasterskiej. Z drugiej strony musiał potem sprostować swoje oświadczenie, według którego nie był obecny na decydującym spotkaniu w sprawie tego księdza.

Wszystko to sprawia wrażenie, że niemieckie społeczeństwo jest zmęczone nie mającym końca pasmem nadużyć. A to, że rozpalone emocje z czasem wygasają, nie wróży dobrze niemieckiemu Kościołowi katolickiemu.

Brak jedności w reformach

Mimo to niemieckim biskupom udało się zreformować prawo pracy. W nowym kodeksie, przyjętym w listopadzie w Wuerzburgu, zmniejszono wymagania dotyczące przede wszystkim stylu życia pracowników zatrudnianych przez Kościół. W przyszłości ich życie prywatne, a zwłaszcza życie w związku i sfera intymna, nie powinny być już podstawą do zwolnienia z pracy. Jedyną podstawą do takiego zwolnienia będzie „zachowanie wrogie wobec Kościoła” i wystąpienie z niego.

Nadal nie wiadomo, czy proces reform, znany jako „Droga Synodalna”, może poprawić sytuację niemieckiego Kościoła katolickiego. Na obradach czwartego zgromadzenia „Drogi Synodalnej” we wrześniu we Frankfurcie nad Menem stało się jasne, że nawet w łonie Konferencji Episkopatu Niemiec nie ma jedności, ponieważ mniejszość jej członków odrzuciła dokument dotyczący reformy moralności seksualnej.

Biskup Stefan Oster z Pasawy oświadczył, że uważa różnice zdań między biskupami za „trudne do przezwyciężenia”.

Mało optymistyczna okazała się też wizyta ad limina niemieckich biskupów, gdy w połowie listopada przedstawili Watykanowi swoje wątpliwości. I, według części obserwatorów, natrafili na mur nie do pokonania. Biskup Baetzing mówił wówczas z niepokojem o „niecierpliwości ludu Bożego”.

W parafiach i stowarzyszeniach katolickich, a także na wydziałach teologicznych coraz mniej osób okazuje zrozumienie dla stanowiska Stolicy Apostolskiej w sprawach kobiet czy moralności seksualnej. Również Irme Stetter-Karp, przewodnicząca Centralnego Komitetu Katolików Niemieckich, powiedziała po tej wizycie, że w Niemczech nie ma już „cierpliwego ludu Bożego”.

Kwestią otwartą pozostaje, jak papież i Kuria Rzymska zareagują na pragnienie reform coraz bardziej niespokojnej społeczności niemieckich katolików. Jeśli Stolica Apostolska kategorycznie się im przeciwstawi i pozwoli, by coraz słabsza nadzieja na zmiany wygasła całkowicie, exodus wiernych będzie trwał.