Państwowa Komisja ds. Pedofilii nie dostanie od polskich biskupów żadnych dokumentów dotyczących postępowań kanonicznych w sprawach przypadków wykorzystywania małoletnich przez duchownych. Ale nie dostaną ich także sądy i prokuratury.

„Rzeczpospolita” dotarła do przeznaczonej „do użytku wewnętrznego” instrukcji Stolicy Apostolskiej, w której wyjaśnia ona zasady udostępniania kościelnych akt. Dokument został rozesłany miesiąc temu przez nuncjusza apostolskiego, abp Salvatore Pennacchio, do wszystkich diecezji i kurii zakonnych w Polsce. Wynika z niego wprost, że akta postępowań kanonicznych może przekazywać tylko Watykan, nawet jeśli kurie biskupie mają ich kopie. Sądy i prokuratury mogą prosić za Spiżową Bramą o wgląd w akta, ale tylko na drodze międzynarodowej pomocy prawnej.

Tylko kanałem dyplomatycznym

Podobną informację – ale dotycząca tylko współpracy w tym zakresie z państwową Komisją - przekazał w miniony piątek jej szefowi, prof. Błażejowi Kmieciakowi, abp Wojciech Polak - delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży. W poniedziałek jego biuro poinformowało o tym oficjalnie w specjalnym komunikacie. Napisano w nim, że abp Polak zna treść odpowiedzi odpowiedzi jaką Komisja dostała już wcześniej z Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej w tej właśnie sprawie.

Nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Pennacchio

Nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Pennacchio

PAP/Maciej Kulczyński

„Sprawy dotyczące wykorzystywania małoletnich są w Kościele katolickim zarezerwowane jurysdykcji watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary i dlatego kanoniczne procesy karne lub sądowe są prowadzone w diecezjach lub zgromadzeniach zakonnych na jej zlecenie. W związku z tym udostępnienie akt procesowych powinno odbywać się drogą dyplomatyczną za pomocą wniosku o międzynarodową pomoc prawną z prośbą o udostępnienie dokumentacji konkretnego postępowania kanonicznego znajdującego się w jurysdykcji Stolicy Apostolskiej. Mamy więc w tej sprawie do czynienia z relacją między rządem Polski a władzami Stolicy Apostolskiej, a nie między państwową komisją a Kościołem w Polsce” - czytamy w komunikacie Biura Delegata KEP ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży.

Dziesięciopunktowy dokument zachęca co prawda biskupów i przełożonych zakonnych do współpracy ze świeckim wymiarem sprawiedliwości, ale ściśle określa jej granice

Tymczasem z instrukcji, którą Nuncjusz Apostolski w Polsce dostarczył wszystkim biskupom, do której załączono także uwagi Papieskiej Rady ds. Tekstów Prawnych, wynika, że nie dotyczy to wyłącznie komisji, ale także wszystkich instytucji państwowego wymiaru sprawiedliwości. Oznacza to np., że Sąd w Chodzieży, przed którym toczy się sprawa byłego już księdza oskarżonego o wykorzystywanie seksualne ministranta, nie zobaczy na razie dokumentów z postępowania kanonicznego, które stara się uzyskać od archidiecezji poznańskiej, a które jak wskazuje kuria są właśnie w Watykanie. Oznacza to też, że dokumentów dotyczących ks. Arkadiusza H., antybohatera filmu braci Sekielskich „Zabawa w chowanego” oraz kościelnego dochodzenia w sprawie bp. Edwarda Janiaka nie ujrzy też sąd w Kaliszu, przed którym poszkodowani przez ks. H. bracia Jakub i Bartłomiej Pankowiakowie walczą o milion zł zadośćuczynienia.

Dziesięciopunktowy, opatrzony pieczęcią Nuncjatury Apostolskiej, dokument, z którym się zapoznaliśmy, zachęca co prawda biskupów i przełożonych zakonnych do współpracy ze świeckim wymiarem sprawiedliwości, ale ściśle określa jej granice. Biskup może wymieniać informacje z policją, prokuraturą czy sądem, może udostępniać im różne dokumenty, ale tylko na etapie wstępnego dochodzenia kanonicznego, gdy próbuje zweryfikować zarzuty wobec podejrzanego księdza. Jeśli zakończy postępowanie w diecezji i wyśle materiały do Kongregacji Nauki Wiary współpraca ma się zakończyć. „(…) sprawa przechodzi pod jurysdykcję Watykanu, a zatem zarówno dokumenty wystawione przez właściwe Dykasterie Stolicy Apostolskiej, jak i przez podmioty działające w Polsce na mocy jej delegacji (…), pozostają w dyspozycji Stolicy Apostolskiej” - instruuje biskupów dokument.

Watykan zaznacza przy tym, że sam może jakieś dokumenty udostępnić, ale tylko pod warunkiem, że występujący o nie (np. sąd) nie tylko dokładnie sprecyzuje o jaką sprawę chodzi, ale też odpowiednio uzasadni swój wniosek. Pozwoli to, jak czytamy w dokumencie, na ocenę „pod kątem jego sensowności, zasadności i przydatności do celów procesowych”. Instrukcja doradza także biskupom, że jeśli którykolwiek z nich napotka na trudności we współpracy z wymiarem sprawiedliwości ma natychmiast powiadomić o tym Nuncjaturę Apostolską, „która udzieli dokładnych wskazówek dotyczących konkretnych przypadków”.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

- Może to słabo wyglądać, bo z jednej strony papież Franciszek mówi o potrzebie współpracy, my zapewniamy o swojej gotowości do współpracy, a z drugiej strony Kuria Rzymska niejako wiąże nam ręce. Krytyka spada na nasze głowy, bo zarzuca się nam, że coś ukrywamy. Wydawało się, że zniesienie sekretu papieskiego usprawni pewne procedury, a okazuje się, że będzie po staremu - tłumaczy nam jeden z hierarchów. – Ale jest także jeszcze jedna strona medalu. Kuria w Bielsku-Białej jakiś czas temu udostępniła prokuraturze i sądowi akta postępowania kanonicznego w sprawie ks. W. i okazało się, że do mediów wyciekły wrażliwe informacje, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Kij ma zatem dwa końce – dodaje.

Sekret zniesiony, ale co dalej?

Żeby to wszystko dokładniej zrozumieć trzeba cofnąć się w czasie. W 2001 r. Watykan nakazał, by wszystkie sprawy z zakresu przestępstw seksualnych popełnianych przez duchownych przesyłać do Kongregacji Nauki Wiary, która decyduje o dalszym sposobie procedowania sprawy i zatwierdza wydane przez biskupów rozstrzygnięcia. Dokumenty były objęte tajemnicą urzędową i dodatkowo sekretem papieskim. Niektóre polskie diecezje, podejmując współpracę z wymiarem sprawiedliwości, niejako omijały przepisy. Nie udostępniano akt, ale sporządzano w miarę precyzyjne pisma co się w nich znajduje. Pod koniec 2019 r. Franciszek zniósł jednak sekret papieski i – jak się wydawało - władzę nad dokumentami zgromadzonymi w toku postępowania przekazał biskupom miejsca. To oni mieli decydować o ewentualnym ujawnieniu dokumentów. Arcybiskup Charles Scicluna tłumaczył wówczas, że „diecezja, która posiada daną dokumentację nie jest zobowiązana do zachowania tajemnicy papieskiej i może zdecydować, jeśli będzie taka potrzeba, o współpracy, przekazując jej kopię także władzom cywilnym”.

Problem w tym, że za papieskim reskryptem o zniesieniu sekretu nie poszły żadne szczegółowe instrukcje. Biskupi nie wiedzieli do końca co mogą ujawniać, a czego im robić nie wolno. Hierarchowie przyjmowali zatem różne rozwiązania - np. Sąd Apelacyjny w Łodzi, który niedawno rozpatrywał apelację w sprawie Marka Lisińskiego, b. szefa fundacji „Nie lękajcie się”, miał dostęp do akt prowadzonej przez kurię w Płocku sprawy; prof. Błażej Kmieciak w jednym z wywiadów przyznał, że bez problemu dostał takie dokumenty z kurii metropolitalnej w Częstochowie; dokumenty dotyczące kościelnego postępowania w sprawie ks. W. wydała też prokuraturze oraz sądowi kuria w Bielsku-Białej; kolei archidiecezja poznańska tłumaczy, że nie może sądowi w Chodzieży wydać akt, bo już dawno oddała je do Rzymu, a kopii nie zrobiła.

Według naszych ustaleń Nuncjatura Apostolska w Polsce swoje wskazówki wraz z uwagami Papieskiej Rady przekazała biskupom na piśmie dopiero 9 grudnia 2021 r.

Schody zaczęły się jednak tak naprawdę pod koniec lutego 2021 r., gdy kierowana przez prof. Kmieciaka komisja, powołując się właśnie na zniesienie sekretu papieskiego, wystąpiła do sądów biskupich z prośbą o przekazanie jej akt (w oryginale) dotyczących spraw duchownych, którzy wykorzystywali małoletnich poniżej 15. roku życia. Prosiła o akta od roku 2000 do „chwili obecnej”. Polski episkopat poczuł się postawiony pod ścianą. Abp Stanisław Gądecki odpisał komisji, że do rozmów z nią wyznaczony został abp Wojciech Polak, delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży. Do spotkania prymasa z komisją doszło 10 maja. Po jego zakończeniu strona kościelna poinformowała, że jest gotowa do współpracy, ale czeka na odpowiedź z Watykanu w sprawie wątpliwości dotyczących udostępniania dokumentów – dotyczyły one głównie prawa kościelnego. Według naszych informatorów za Spiżową Bramą podobne zapytania słały też do Watykanu episkopaty z innych krajów. Wyjaśnienie tych wątpliwości przekazano Papieskiej Radzie ds. Tekstów Prawnych. W połowie 2021 r. stworzyła ona interpretację, ale oficjalnie biskupów nie poinformowano o jej treści. Sekretariat Stanu zapewniał, że stanie się to wkrótce. Według naszych ustaleń Nuncjatura Apostolska w Polsce swoje wskazówki wraz z uwagami Papieskiej Rady przekazała biskupom na piśmie dopiero 9 grudnia 2021 r.

Przyciskanie nuncjusza

Ale zanim polscy hierarchowie oficjalnie dowiedzieli się jaka jest strategia Watykanu w tych sprawach, nuncjusz poinformował o niej sąd w Kaliszu oraz Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

W Kaliszu od końca 2020 r. toczy się sprawa z powództwa braci Bartłomieja i Jakuba Pankowiaków, skrzywdzonych przez ks. H. Bracia domagają się od kurii zadośćuczynienia w wysokości miliona zł. Sąd wystąpił do kurii o akta dochodzenia kanonicznego ks. H. i dodatkowo ukaranego przez Watykan za zaniedbania w tej sprawie bp. Edwarda Janiaka. Kuria odmówiła. Sąd napisał zatem do Nuncjatury Apostolskiej, a ta pouczyła go, że powinien zwrócić się do niej na drodze dyplomatycznej przez resort dyplomacji. Sąd skorzystał z rady i pod koniec października złożył stosowną prośbę w MSZ, która następnie notą dyplomatyczną została przekazana nuncjaturze. Ta zaś pismem datowanym na 17 listopada 2021 r. odpowiedziała (również notą dyplomatyczną), że nie uwzględni prośby, bo dotyczy ona „dokumentu wystawionego przez Stolicę Apostolską i przechowywanego w archiwum misji dyplomatycznej” i zgodnie z Konwencją wiedeńską o stosunkach dyplomatycznych jest ono „nienaruszalne w każdym czasie”.

Perypetie kaliskiego sądu 7 grudnia 2021 r. opisał w „Polityce” Adam Szostkiewicz zaznaczając, że sąd został także poinformowany przez Nuncjaturę o tym, że o inne dokumenty należy się zwracać w trybie międzynarodowej pomocy prawnej, a „wnioski o pomoc sądową powinny zawierać możliwie dokładne wskazanie konkretnych faktów, w odniesieniu do których prowadzone jest postępowanie, istotnych elementów, które w związku z nimi są badane, oraz uzasadnionych powodów, dla jakich wniosek o pomoc prawną jest kierowany do Stolicy Apostolskiej. Umożliwi to właściwym organom Watykanu ocenę takiego wniosku. Nie będą uwzględniane »wnioski ogólnikowe, pozbawione elementów umożliwiających właściwym organom ocenę ich sensowności, zasadności i przydatności«”.

Identyczne sformułowania znalazły się w pkt. 7 instrukcji, do której teraz dotarła „Rzeczpospolita”, a którą Nuncjatura wystawiła – przypomnijmy 9 grudnia, a więc dwa dni po tym jak „Polityka” opisała problemy kaliskiego sądu i mniej więcej w tym samym czasie, gdy prof. Kmieciak publicznie opowiedział – najpierw tygodnikowi „Przegląd” (29 listopada), a potem Katolickiej Agencji Informacyjnej (7 grudnia) – o swojej korespondencji ze Stolicą Apostolską odnośnie do udostępniania dokumentów.

Komisja już dwa razy prosiła Watykan o dane spraw z zakresu wykorzystywania seksualnego małoletnich, które dotyczą polskich księży. Najpierw zwracała się do Kongregacji Nauki Wiary, prośbę odesłano jednak do Sekretariatu Stanu. Ten zaś, nie wprost, ale za pośrednictwem polskiej ambasady przy Stolicy Apostolskiej, odpowiedział, że tego typu prośby trzeba kierować drogą dyplomatyczną właśnie w trybie międzynarodowej pomocy prawnej. – Ten formalizm Watykanu jest zaskakujący – mówił w rozmowie z „Przeglądem” Kmieciak. – Kościół mówi ciągle o swojej dobrej woli, by wszystko wyjaśnić, ale jakby nie rozumiał, że nie da się zbadać przeszłości bez zbadania dokumentów – mówił i dodawał, że komisja ponownie, tym razem drogą dyplomatyczną – poprosiła Stolicę Apostolską o dokumenty.

Czytaj więcej

Tomasz Krzyżak: Zdrowy rozsądek potrzebny od zaraz

- Zbieżność dat jest zaskakująca. Trochę jakby nuncjusz poczuł się przyciskany do ściany – komentuje w rozmowie z „Rz” jeden z biskupów i zwraca uwagę na to, że instrukcja poza pieczęcią Nuncjatury i jakąś parafką nie jest przez nikogo sygnowana, a załączone do niej uwagi Papieskiej Rady ds. Tekstów Prawnych pozbawione są jakiegokolwiek podpisu. To wygląda tak jakby nikt za Spiżową Bramą nie chciał brać odpowiedzialności za ten dokument – zżyma się.

Co wolno biskupowi?

Niewiele. Instrukcja podkreśla, że choć współpraca z władzami sądowniczymi przebiega „harmonijnie i owocnie”, to gdy w fazie postępowania wstępnego zwróci się do biskupa o wgląd w dokumenty, to można jej przesłać „zwięzłą relację” dotyczącą sprawy. A zatem tak jak dotychczas postępowali kurialni urzędnicy. Można też „rozważyć” przekazanie całej dokumentacji, ale biskup musi najpierw skonsultować z prawnikami czy żądanie sądu jest zgodne z prawem. Jeśli uzna, że nie – ma skorzystać z przewidzianych przez prawo środków odwoławczych, a w razie problemów natychmiast zawiadomić Nuncjaturę, która udzieli wskazówek co robić dalej.

Aktualne wytyczne Watykanu to duża zmiana w jego strategii

Co ciekawe wskazówki Nuncjatury idą w tym zakresie dalej aniżeli dokument Papieskiej Rady ds. Tekstów Prawnych. Ten bowiem mówi, że jeśli wniosek o dokumenty jest właściwy i znajdują się one w jurysdykcji diecezji, to „zawsze należy przekazywać władzy sądowniczej dokumentację” - nie ma w nim mowy o „zwięzłej relacji”.

W sytuacji, gdy hierarcha uzna, że akta można wydać, to i tak wnioskujący nie dostanie wszystkiego. Zarówno instrukcja, jak i dołączone do niej uwagi Papieskiej Rady, nakazują usunięcie z akt „dokumentów należących do forum wewnętrznego”. Dokumenty takie można przechowywać w tajnym archiwum kurii, ale po upływie określonego prawem kanonicznym czasu po prostu zniszczyć. Kanoniści, z którymi rozmawialiśmy, nie są w stanie precyzyjnie stwierdzić co trzeba uznać za dokument należący do „forum wewnętrznego”. - Chodzi tu chyba o jakieś sprawy, które nie mieszczą się w zakresie prawa państwowego, np. związane z sakramentem pokuty przestępstwo solicytacji, czyli nakłanianie osoby spowiadającej się do czynności seksualnych – mówi jeden z nich.

Instrukcja oraz Papieska Rada zgodnie stwierdzają, co już było wyżej podkreślone, że z chwilą oddania sprawy w ręce Watykanu biskup traci władzę nad dokumentacją. Jeśli ktoś chce do niej zajrzeć, to ma o to prosić na drodze dyplomatycznej. Wniosek ma być konkretny i dobrze umotywowany. „(...) nie będą uwzględniane wnioski ogólnikowe, pozbawione elementów umożliwiających właściwym organom ocenę ich sensowności, zasadności i przydatności” - stwierdza instrukcja.

Poinformujcie władze

Część naszych rozmówców zwraca uwagę na to, że aktualne wytyczne Watykanu to duża zmiana w jego strategii. Podkreślają, że gdy francuski episkopat powoływał w 2018 r. Niezależną Komisję ds. Wykorzystywania Seksualnego w Kościele (CIASE), watykański Sekretariat Stanu decyzję co do udostępnienia jej akt z dochodzeń kościelnych pozostawił do dyspozycji biskupów i przełożonych zakonnych. Odpowiedź Watykanu w tej sprawie została wysłana do przewodniczącego Episkopatu Francji przez substytuta do spraw ogólnych Sekretariatu Stanu, abp. Edgara Peña Parra, 18 grudnia 2019 r. – dzień po oficjalnym ogłoszeniu przez Stolicę Apostolską wydania przez Franciszka dekretu o zniesieniu tajemnicy papieskiej (decyzja o tym zapadła jednak już na początku grudnia podczas audiencji jakiej papież udzielił właśnie abp. Parra – TK). W efekcie komisja spośród ponad 90 diecezji we Francji wybrała 31 i zwróciła się do nich o ujawnienie dokumentów – odmówiła tylko jedna. - Tyle tylko, że tamta komisja – choć niezależna – została powołana przez biskupów, była więc niejako organem wewnętrznym Kościoła. Nie miała żadnych uprawnień władzy sądowniczej czy organów śledczych. Była komisją badawczą, historyczną – zauważa nasz rozmówca w Watykanie. - Nie wykluczam zatem, że gdyby w Polsce taka komisja powstała, to na podobnych zasadach mogłaby przeglądać dokumenty, nawet jeśli sprawy znalazły się już w jurysdykcji Stolicy Apostolskiej – dodaje.

Kilka dni temu podobna do francuskiej komisja rozpoczęła prace w Portugalii. Celem organu, którego prace finansuje Kościół, jest określenie skali zjawiska oraz dotarcie do poszkodowanych i ich oprawców. Nie wiadomo jednak czy dostanie ona zgodę na dostęp do akt. Koordynator komisji, Pedro Strecht, w dniu rozpoczęcia prac stwierdził, że liczy ona na „współpracę episkopatu i udostępnienie” dokumentów.

Polskim biskupom Watykan sugeruje teraz, by oficjalnie poinformowali administrację państwową o tych regulacjach na posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu, „aby podkreślić szczególny charakter niektórych dokumentów (…) oraz potrzebę poszanowania międzynarodowego statusu Stolicy Apostolskiej w postępowaniach karnych, które przeszły już pod jurysdykcję papieską”.

Nie udało nam się dowiedzieć kiedy może spotkać się to gremium. Ostatnie posiedzenie było w grudniu 2018 roku. Współprzewodniczącym ze strony kościelnej był wówczas abp Sławoj Leszek Głódź (obecnie jest nim abp Marek Jędraszewski), a wśród omawianych spraw była m.in. ochrona dzieci i młodzieży przed wykorzystywaniem seksualnym.

Ostatnią głośną medialnie sprawą, w której Polska zwracała się do Watykanu o międzynarodową pomoc prawną była sprawa abp. Józefa Wesołowskiego, byłego nuncjusza apostolskiego na Dominikanie. W 2013 r. został on oskarżony o wykorzystywanie seksualne małoletnich, Watykan odwołał go z placówki i zatrzymał za Spiżową Bramą. Śledztwo w sprawie wszczęła też warszawska prokuratura, pytała Watykan czy będzie wszczynał wobec hierarchy postępowanie i czy będzie możliwa jego ekstradycja do Polski. Ostatecznie Wesołowski stanął przed watykańskim trybunałem Kongregacji Nauki Wiary, który uznał go winnym i usunął ze stanu duchownego. Były arcybiskup zmarł w sierpniu 2015 r. tuż przed rozpoczęciem procesu przed sądem karnym Państwa Watykańskiego.