Na kazania dominikanina o. Pawła M. we Wrocławiu przychodziły tłumy. Potrafił wykorzystać każdą zdobytą informację, uzależnić od siebie kolejne osoby, stopniowo odbierając im wolność. Upokarzał, molestował, gwałcił. Wierni przemieniali się w niewolników, którzy dla swojego duszpasterza mogli zrobić wszystko - o duchownym pisał w "Plusie Minusie" Tomasz Terlikowski, który później został powołany na funkcję przewodniczącego komisji badającej czyny, których miał dopuszczać się dominikanin.

Czytaj więcej

Prywatna sekta ojca Pawła. Nieodrobiona lekcja Kościoła

Na początku marca w sprawie o. Pawła P. wpłynęło doniesieni do prokuratury. Kilka dni później wrocławski klasztor Dominikanów i prowincjał tego zakonu wydali oświadczenie w tej sprawie, a w kolejnych dniach prokuratura rozpoczęła działania: podejrzany został zatrzymany, a w dwóch klasztorach przeprowadzono przeszukania.

W środę komisja przedstawiła raport. Wynika z niego, że dominikanin dopuszczał się stosowania przemocy fizycznej, psychicznej i seksualnej.

Członkowie komisji poinformowali, że w ramach podjętych działań przesłuchano 31 obecnych i byłych dominikanów, 41 osób będących świadkami, kilkanaście osób pokrzywdzonych i biegłych występujących w sprawie. 

- Prowincjał udostępnił nam w całości z dokumentację z archiwum prowincjała - zarówno z części jawnych, jak i tajnych - prowadzonych zgodnie z zasadami prawa zakonnego. Przekazał nam także każdą inną informację, która w późniejszym czasie dotarła do prowincji i mogła być podstawą ustaleń faktycznych - przekazał adwokat Michał Królikowski.

"Na szczególnej pozycji Pawła M. oraz skrajnie nieadekwatnej bezpośredniej reakcji na ustalone nadużycia niewątpliwie zaważyła jego relacja osobista z o. Maciejem Ziębą OP, solidarność wewnętrzna związanego z nim środowiska współbraci i ich podporządkowanie osobie o. Macieja, jak również zlekceważenie przez ówczesnego prowincjała powagi zdarzeń. Od początku 1998 r. o. Zięba OP był informowany o karygodnych postępkach Pawła M. we wrocławskiej Wspólnocie św. Dominika. Dochodziły do niego sygnały o wielogodzinnych, czasami trwających do późna w nocy modlitwach. Zaniepokojeni członkowie rodzin oraz znajomi członków duszpasterstwa we Wrocławiu wskazywali na występowanie w grupie prowadzonej przez Pawła M. mentalności sekciarskiej" - przekazano.

Do 2000 r. o. Zięba "nie ukrócił działalności swego współbrata we Wrocławiu". Wiosną tego samego roku duchowny dowiedział się o "wykorzystaniu seksualnym przez Pawła M. w ramach prowadzonego przez dominikanina „kierownictwa duchowego” czterech kobiet".

Autopromocja
LOGISTYKA.RP.PL

Branża, która napędza polską gospodarkę

CZYTAJ WIĘCEJ

Autorzy raportu przekazali, że na Pawła M. nałożono jedynie kary w charakterze pokutnym: zakaz sprawowania sakramentów, kilkutygodniowy pobyt w klasztorze kamedułów na Bielanach w Krakowie oraz roczna praca w hospicjum w Lublinie.

- To jest raport, który oddaje sprawiedliwość pokrzywdzonym. Oddaje sprawiedliwość tym, których głos, historia i życie było ignorowane przez ponad 20 lat. To jest raport, który oddaje im prawo do opowiedzenia historii ich życia. Trudnego, skomplikowanego, naznaczonego na bardzo wielu polach kontaktem z Pawłem M. - mówił przewodniczący komisji Tomasz Terlikowski.

- Pierwsze sygnały o pewnych nieprawidłowościach, związanymi z działaniami Pawła M., zaczęły docierać do przełożonych już w czasie pracy w Poznaniu, czyli już w drugiej połowie lat 90., choć z naszych ustaleń wynika, że do pierwszych nadużyć doszło wcześniej, na samym początku pracy duszpasterskiej, ale o nich wówczas nie poinformowano przełożonych - mówił. 

- W związku z głosami docierającymi do władz prowincji o. Paweł M. zostaje przeniesiony do Wrocławia i powierzona jest mu inna posługa. Krótko później zmienia się prowincjał i nowy prowincjał, ojciec Maciej Zięba, dostaje w listach dość szczegółową analizę problemów związanych z ojcem Pawłem M. Mówiąc inaczej, otrzymuje wiedzę, że Paweł M. wokół siebie tworzy grupę o charakterze sekty i przeprowadza na niej eksperymenty duchowe i teologiczne, które mogą być w dalszej perspektywie niebezpieczne - wyjaśniał szef niezależnej komisji. - Z tego, co wiemy, ta wiedza nie została w tamtym czasie użyta do jakichkolwiek działań - dodał.

Cały raport liczy 258 stron i zawiera "bardzo obszerne, wnikliwe i głębokie studium przypadku - studium sprawy Pawła M. i zdarzeń, które wokół niego i jego działalności skoncentrowały się" - mówił Królikowski.

- Nie jest to raport o dominikanach, który mógłby być czytany, jako źródło zasadniczej krytyki dominikanów, jako takich, albo Kościoła, jako takiego. Jest to diagnoza pewnego zdarzenia, pewnej nieprawości, która pojawiła się w strukturze zakonu dominikańskiego i którego jakieś słabości, które definiujemy - utrwaliły skutki tej nieprawości i pominęły, nie rozpoznały właściwie cierpienie ofiar - dodał.