W przyszłym tygodniu Episkopat Polski spotka się na zebraniu plenarnym. Obrady będą odbywały się w Świdnicy i Wałbrzychu. Będzie to pierwsze spotkanie biskupów po kryzysie, jaki wywołała m.in. emisja filmu braci Sekielskich – wcześniej w nadzwyczajnym trybie zebrała się tylko Rada Stała, która opublikowała list czytany w kościołach pod koniec maja.

Na zebranie przyjeżdża abp Charles Scicluna, który zajmuje się m.in. walką z pedofilią w Kościele, a światowa prasa określa go mianem „wielkiego inkwizytora". Ma on dla naszych biskupów wygłosić wykład i dać wskazówki, co należy poprawić, by skuteczniej walczyć z molestowaniem.

Ale to zebranie jest ważne jeszcze z jednego powodu. Biskupi muszą wybrać sekretarza generalnego, bo obecny – bp Artur G. Miziński – kończy pięcioletnią kadencję. Może zostać wybrany jeszcze raz, ale nie jest wykluczone, że biskupi zdecydują się na zmianę. Z naszych rozmów wynika, że Episkopat jest w tej sprawie podzielony.

Różnica zdań

– Przed poprzednim zebraniem, na którym na drugą kadencję wybrano przewodniczącego i wiceprzewodniczącego, można było obstawiać w ciemno, że sekretarz generalny zostanie – mówi nam jeden z biskupów. – Ale potem była ta nieszczęsna konferencja. Potem jeszcze film Sekielskich. Jesteśmy w kryzysie i moim zdaniem czas na zmianę – dodaje.

– A kto właściwie jest teraz sekretarzem? – pyta retorycznie inny z hierarchów. – Obecny od pięciu lat siedzi w swoim biurze, nie chodzi do mediów, wysyła tam tylko rzecznika, który jaki jest, każdy widzi. Doszło do tego, że prymas zaczął budować własny zespół do spraw komunikacji – tłumaczy.

– O dymisji przewodniczącego i wiceprzewodniczącego, której domagają się w mediach niektórzy duchowni, nie ma raczej mowy. Ale zmiana sekretarza trochę by nam pomogła. Potrzeba nam trochę świeżości – stwierdza kolejny biskup.

Inny rozmówca „Rz" jest zdania, że biskupa Mizińskiego trzeba wybrać na drugą kadencję. – Sprawdził się, pracuje po cichu i dobrze. A że nie ma go w mediach? Widać nie ma parcia na szkło – mówi.

Następny dorzuca, że obecny sekretarz wykonał „tytaniczną pracę" przy organizacji pielgrzymki papieża Franciszka do Polski. – Poza tym jest doskonałym prawnikiem kanonistą, a w tej chwili, gdy papież wprowadził nowe prawa, taka osoba jest potrzebna – stwierdza.

Jak swoją przyszłość widzi sam bp Miziński? Próbowaliśmy się do niego dodzwonić, ale odpisał SMS-em, że jest za granicą. Zapytaliśmy zatem, czy przyjmie wybór na kolejną kadencję, jeśli taka będzie decyzja innych biskupów, czy raczej wolałby wrócić do pracy duszpasterskiej i naukowej na KUL. Nie odpowiedział.

Krótka ławka

Jeśli nie biskup Miziński, to kto? Statut Konferencji Episkopatu Polski (KEP) przewiduje, że sekretarzem generalnym może zostać każdy biskup – także diecezjalny – jednak zwykle wybiera się ich spośród pomocniczych, bo pogodzenie zarządzania diecezją z obowiązkami sekretarza byłoby raczej niemożliwe.

Od poprzednich wyborów w 2014 r. w KEP zaszły duże zmiany. Na emerytury odeszło wielu biskupów. A kilku pomocniczych, których wówczas widziano na stanowisku sekretarza zostało ordynariuszami. Dziś biskupów pomocniczych jest 56. Sekretarza trzeba będzie zapewne szukać wśród tych młodszych, poniżej 65. roku życia – jest ich 45, ale aż ośmiu ma niespełna dwuletnie doświadczenie w biskupstwie i prawdopodobnie nie będą brani pod uwagę. Potencjalnych kandydatów jest – poza obecnym sekretarzem – 36.

– Ławka jest znacznie krótsza. Marek Mendyk z Legnicy, Marek Marczak z Łodzi, Rafał Markowski czy Marek Solarczyk z Warszawy – wylicza jeden z biskupów. Kolejny dorzuca jeszcze biskupów Piotra Turzyńskiego z Radomia oraz Krzysztofa Zadarkę z Koszalina.

– Jest potrzebny człowiek, który będzie nie tylko sprawnym organizatorem, ale też twarzą Episkopatu. Sekretarz jest jedynym członkiem prezydium, który rezyduje w Warszawie, powinien częściej występować w mediach – upiera się hierarcha, zwolennik zmian. – I nie powinno brakować mu odwagi. Musi nadawać ton naszym debatom. Czeka nas poważna dyskusja na ten temat – mówi.

Scenariusze zmian

Nasi rozmówcy zauważają, że brak wyboru dotychczasowego sekretarza oznaczałby, że jako biskup pomocniczy musiałby wrócić do Lublina. Byłby to pewnego rodzaju precedens. Dotychczas żaden z wybranych po 1989 r. sekretarzy do swojej dawnej diecezji nie wrócił.

Biskup Tadeusz Pieronek, który pełnił tę funkcję w latach 1993–1998, nie został wprawdzie wybrany na drugą kadencję, ale niemal natychmiast został rektorem Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie.

Na kolejne pięć lat do tej pory wybrano – w 2003 r. – tylko bp. Piotra Liberę, który w 1998 r. zastąpił Pieronka. Nie dokończył drugiej kadencji, bo w maju 2007 r. został biskupem płockim. Jego następca – bp Stanisław Budzik – przed końcem pierwszej kadencji – w roku 2011 – został arcybiskupem metropolitą lubelskim. Dwa i pół roku sekretarzem był abp Wojciech Polak, który w 2014 r. został metropolitą gnieźnieńskim i prymasem Polski.

– Teraz nie ma żadnej diecezji bez ordynariusza, do której można byłoby byłego sekretarza posłać – zwraca uwagę jeden z rozmówców „Rz".

Pierwsza diecezja może zwolnić się w lipcu. Pod koniec tego miesiąca 75 lat kończy biskup Ignacy Dec i prawdopodobnie odejdzie na emeryturę. W przyszłym roku wiek emerytalny osiągają abp Sławoj Leszek Głódź z Gdańska i bp Wiesław Mering z Włocławka. – Możliwe są dwa scenariusze. Biskup Miziński zostaje wybrany i zaraz po zaistnieniu wakatu w którejś diecezji zostaje ordynariuszem i rezygnuje z funkcji. Ewentualnie zostaje biskupem pomocniczym w jednej z tych diecezji z prawem następstwa. Bardzo ciekawa sytuacja jest np. we Włocławku. Biskup Mering wiek emerytalny osiągnie dopiero w grudniu 2020 r., ale jego biskup pomocniczy Stanisław Gębicki 75 lat skończy już na początku lipca. Posłanie tam biskupa koadiutora, który przez półtora roku będzie pomocniczym, a potem płynnie przejmie obowiązki ordynariusza, byłoby bardzo ciekawym rozwiązaniem – analizuje jeden z duchownych, który śledzi zmiany personalne w polskim Kościele.

Przypomina, że taka sytuacja miała miejsce w archidiecezji warmińskiej. Abp Józef Górzyński w lutym 2015 r. został jej koadiutorem, a w październiku następnego roku ordynariuszem. – To rzecz jasna tylko spekulacje, bo i tak decyzje w tych sprawach zapadają w Watykanie, ale wybór sekretarza jest w rękach polskich biskupów – konkluduje.