Jak czytamy w "The Daily Star Sunday" w 77-letniej historii Special Air Service nigdy jeszcze żaden snajper nie oddał zabójczego strzału z takiej odległości.
Sierżant, którego nazwiska gazeta nie ujawnia, miał oddać celny strzał z blisko 40-letniego karabinu maszynowego Browning M2. Podoficer jest weteranem walk w Iraku i Afganistanie.
- Dowódca Daesh instruował swoich podwładnych i najwyraźniej podobał mu się tembr własnego głosu, ponieważ stał w miejscu przez co najmniej 20 minut, podczas gdy jego żołnierze siedzieli przed nim - mówi informator gazety.
- Minęło kilka sekund, zanim pocisk trafił dowódcę. Przez chwilę nikt się nie ruszał. Kiedy zorientowali się, co się stało, zerwali się z ziemi i uciekli - opisuje incydent informator brytyjskiego dziennika.
W "The Daily Star Sunday" czytamy, że strzelec musiał wziąć pod uwagę siłę wiatru, a w oddaniu celnego strzału przeszkadzała mu wysoka temperatura, która sprawiała, że obraz celu w celowniku był "dość rozmyty".
Co ciekawe patrol w skład którego wchodził sierżant dysponował karabinami snajperskimi, ale żołnierze uznali, że potężny karabin maszynowy będzie w tym wypadku lepszą bronią.
Broń, z której sierżant zabił dżihadystę, wróciła do Wielkiej Brytanii i została wycofana ze służby - teraz jest pokazywana jako pamiątka po historycznym strzale.