W rejonie miejscowości Rusinowo koło Jarosławca (Zachodniopomorskie) w poniedziałek wojsko zlokalizowało i podjęło z morza drona. Jak przekazał o godz. 12:52 na platformie X wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz wstępne oględziny wskazują, że to bezzałogowiec wojskowy z Rosji.
Niedługo potem w polskiej infosferze zaczęły krążyć dwa zdjęcia drona. Na jednym z nich znajdował się wrak z żółtymi oznaczeniami na stateczniku pionowym, na drugim – z wyraźnie białymi napisami i oznaczeniem „540”. Zdjęcia przedstawiały drona w różnym położeniu na plaży.
To właśnie drugie ze zdjęć – z białymi napisami i oznaczeniem „540” – było fałszywe. Potwierdza to analiza przeprowadzona przez Hive Moderation, narzędzie do wykrywania obrazów tworzonych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Według narzędzia prawdopodobieństwo, że to zdjęcie powstało przy użyciu AI, wynosi 83,5 proc. Informację tę potwierdził także w rozmowie z PAP rzecznik prasowy Dowództwa Operacyjnego RSZ ppłk Jacek Goryszewski.
Szef MON zaapelował o wstrzemięźliwość w komentowaniu incydentu
O godz. 16:53 szef MON opublikował kolejny wpis na X, w którym stwierdził, że „coraz więcej wiemy o dronie przejętym koło Jarosławca". „Zalecam wyjątkową ostrożność w komentarzach i analizach. Na zdjęciu właściwy obiekt. Coraz więcej danych wskazuje, że Rosjanie prawdopodobnie utracili nowy model drona typu Gerbera. Do wpisu Kosiniak-Kamysz dołączył zdjęcie drona z oznaczeniem „S+P” na stateczniku pionowym. Tym samym potwierdził, że krążące w internecie zdjęcie z oznaczeniem „540” nie przedstawia drona znalezionego koło Jarosławca. Fałszywe zdjęcie zostało wcześniej bezwiednie wykorzystane przez część mediów.
Po południu także na koncie KPRM pojawiło się ostrzeżenie, że „w sieci zaczęło krążyć zdjęcie bezzałogowca, które ma przedstawiać maszynę znalezioną na polskim wybrzeżu”. „Fotografia jest jednak wygenerowana przez AI. Różnice widać m.in. w konstrukcji kadłuba – wystarczy zestawić fałszywe zdjęcie z fotografią prawdziwego drona” - wskazała kancelaria.
Jak podkreślił w rozmowie z PAP kmdr por. rez. Maksymilian Dura, mamy do czynienia z niezwykle niebezpieczną sytuacją. – Zaledwie kwadrans po pojawieniu się pierwszych doniesień w mediach pojawiły się cyfrowo przerobione fotografie. Wszystko wskazuje na to, że ktoś mający dostęp do wojskowych zdjęć przekazał je dalej, a następnie zostały one zmodyfikowane. Publikacja spreparowanych obrazów doprowadziła do dezinformacji i wywołała powszechne zamieszanie w przestrzeni publicznej – wyjaśnił.
Ekspert zalecił jednak powściągliwość wobec formułowania twierdzeń, że krążąca w polskich mediach fałszywka zdjęcia to efekt zaplanowanej rosyjskiej prowokacji.
– Rosjanie nie byli w stanie przewidzieć, czy i w którym dokładnie miejscu aparat bezzałogowy zostanie odnaleziony, więc nie mogli uprzednio przygotować zdjęcia. Dron najprawdopodobniej po prostu sam przypłynął na brzeg z prądem morskim – wyjaśnił. Zaznaczył przy tym, że jego zdaniem stworzenie i opublikowanie zmanipulowanego obrazu odbyło się w sposób natychmiastowy, ale nie w ramach z góry zaplanowanej akcji.
Czytaj więcej
Wypowiedź polskiego ministra o wygraniu wojny z Rosją – przekręcona przez wszystkich – wywołała falę wściekłości i drwin.
Ekspert: Nie można wykluczyć, że to konstrukcja rosyjska, ale pewności jeszcze nie ma
PAP zapytała eksperta, czy ze zdjęć można wywnioskować, co to za dron. Jak ocenił kmdr Dura, na tym etapie nie można tego jednoznacznie stwierdzić.
– Formułowanie kategorycznych twierdzeń, że to obiekt rosyjski, jest moim zdaniem przedwczesne. Tak poważne oskarżenia nie powinny być wysuwane bez pełnej całkowitej pewności. Rzecznik prasowy Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych słusznie użył sformułowania „najprawdopodobniej”, co w tej sytuacji jest bezpieczną i odpowiedzialną postawą – przyznał ekspert.
Czytaj więcej
– Po znalezieniu rosyjskiego drona u wybrzeży Polski należy spodziewać się kolejnych podobnych zdarzeń. Potrzebna jest też aktualizacja Strategii B...
Jak wyjaśnił, obiekt nie przypomina standardowej rosyjskiej konstrukcji typu Gerbera. Maszyny tego typu są wykonywane z prostych materiałów, takich jak sklejka, tektura czy styropian, a ich koszt wynosi kilkaset dolarów. W odnalezionym obiekcie zastosowano bardziej zaawansowaną obudowę, a linia kadłuba jest zaokrąglona i wykończona w sposób charakterystyczny dla technologii zachodnich. Rysunek statecznika pionowego, dziób oraz tył maszyny także różnią się od rozwiązań stosowanych w Gerberach.
– W pełni nie mogę jednak wykluczyć, że to konstrukcja rosyjska, ponieważ bezzałogowce tego typu podlegają ciągłym modyfikacjom w kolejnych seriach produkcyjnych – zastrzegł.
Były wojskowy odniósł się krytycznie do pojawiających się w internecie sugestii, że to polski Szerszeń, Orłan-10 czy Feniks. – Odnaleziony aparat różni się od tych konstrukcji. Szerszeń to bezzałogowiec typu kamikadze bez pionowego statecznika, z wygiętymi końcówkami skrzydeł. Istnieje również możliwość, że jest to konstrukcja pochodzenia niemieckiego – wyjaśnił kmdr Dura.