W niedzielę nad ranem polskie systemy wykryły atak kilkunastu odrzutowych dronów Gerań-5 w zachodniej Ukrainie. Polskie wojsko poderwało myśliwce, a służby ostrzegły przed zagrożeniem mieszkańców przygranicznych województw.
Rosyjski dron uderzył w pociąg Kijów–Warszawa przy granicy z Polską
W bezpośredniej bliskości granicy z Polską odnotowano dwa uderzenia dronów. W wyniku jednego z nich uszkodzona została lokomotywa pociągu pasażerskiego, który znajdował się 2 km od granicy z Polską na stacji Jagodzin. Ukraiński portal Suspilne podał, powołując się na zastępcę dyrektora ukraińskich kolei Ukrzaliznycia, że pociąg jechał z Kijowa do Warszawy. Drugi dron uderzył w stację benzynową w pobliżu polsko-ukraińskiego przejścia granicznego Dorohusk–Jagodzin.
Francuski dziennik „Aujourd'hui en France” ocenia w poniedziałek, że gdyby potwierdziło się, iż ataku na pociąg w Ukrainie tuż przy granicy z Polską dokonała Rosja, byłoby to „przesłanie trudne do zignorowania”. Zdaniem dziennika Rosja działa w szarej strefie, stawiając NATO w trudnym położeniu.
Czytaj więcej
W związku z atakami rosyjskich dronów na zachodnią Ukrainę, Dowództwo Operacyjne RSZ podniosło gotowość wybranych sił obrony powietrznej. W polskie...
Dziennik, który jest ogólnokrajowym wydaniem paryskiego dziennika „Le Parisien”, ocenia, że tym, co wyróżnia ten atak, jest jego miejsce.
„Tylko dwa kilometry dzielą miejsce uderzenia od terytorium NATO” – podkreśla. Jednocześnie tym, co „nadaje atakowi wymiar o wiele bardziej niepokojący” jest fakt, że kilka minut przed przelotem drona „w tym samym miejscu znajdowało się kilka pierwszoplanowych zachodnich osobistości politycznych”; politycy ci wracali innym pociągiem z Kijowa.
Francuzi o „szarej strefie”. Jak Europa powinna odpowiadać na działania Rosji
„Aujourd'hui en France” zastanawia się nad tym, czy Rosja „może powtarzać dwuznaczne operacje”, które byłyby wystarczająco bliskie do strefy interesów zachodnich, aby wzbudzać niepokój, ale zarazem na tyle trudne do oskarżania Moskwy, by utrudnić odpowiedź na nie. „W przypadku Jagodzina dron uderzył na Ukrainie. Polska leży dwa kilometry dalej, NATO jest więc w zasięgu wzroku, ale nie jest bezpośrednio zaatakowane. Ta szara strefa stawia NATO w bardzo trudnej sytuacji” – podkreśla dziennik.
„Jeśli hipoteza rosyjska zostałaby potwierdzona, to przesłanie byłoby trudne do zignorowania” – ocenia „Aujourd'hui en France”. Cytuje wypowiedź analityczki Samanthy de Bendern z brytyjskiego think tanku Chatham House, która uznała, że w takim przypadku byłoby to zajście „wyjątkowo poważne”.
Czytaj więcej
Przejęte przez Rosjan ukraińskie drony mogą zostać użyte w prowokacyjny sposób przez Rosję m.in. przeciwko Polsce - ostrzegał po posiedzeniu Komite...
Dziennik przypomina o poprzednich incydentach, jak dron w pobliżu samolotu prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i ataki na lotnisku w Lipsku na wschodzie Niemiec. – Wszystko pokazuje chęć Rosji, by posunąć się do eskalacji. Problem, jaki mają Europejczycy polega na tym, by wiedzieć, jak reagować, gdy nie ma się pewności co do pochodzenia dronu i co do tego, co się naprawdę wydarzyło – powiedziała de Bendern.
Jej zdaniem, „jedyną możliwą odpowiedzią na ten rodzaj prowokacji, jest to, abyśmy my sami chronili ukraińską przestrzeń powietrzną, w każdym razie zachodnią część kraju, tę, która ma wspólne granice z Unią Europejską”. Zdaniem analityczki wystarczałaby do tego „jednostkowa decyzja jednego kraju albo grupy krajów”.