Izraelski nalot na Iran w nocy z niedzieli na poniedziałek był odwetem za rakiety, które Iran wysłał w niedzielny wieczór na Izrael. Działania Iranu z kolei były odpowiedzią na atak izraelskiego lotnictwa na południową dzielnicę Bejrutu, bastion Hezbollahu. Ten nalot był z kolei następstwem ostrzału północnego Izraela, przeprowadzonego przez Hezbollah kilka dni wcześniej.

Jest to niekontrolowana spirala przemocy, która stała się klasyką w konfliktach nie tylko na Bliskim Wschodzie. Izraelskiego odwetu nie zdołał powstrzymać prezydent USA Donald Trump, apelem do izraelskiego premiera Beniamina Netanjahu o rozwagę w momencie, gdy ważą się losy całej wojny z Iranem.

Netanjahu nie krył nigdy, że nie jest zwolennikiem negocjacji z Iranem i uważa, że jedynie dalsze bombardowania są w stanie zmiękczyć reżim w Teheranie. Wygląda na to, że premier Izraela nie jest bez racji. 

Dlaczego Iranowi zależy na uratowaniu Hezbollahu?

– Nie ulega wątpliwości, że to Iran doprowadził do obecnej eskalacji po zawarciu porozumienia w ubiegłym tygodniu pomiędzy władzami Libanu a Izraelem o zwieszeniu broni i spacyfikowaniu Hezbollahu także przy pomocy USA – mówi „Rzeczpospolitej” Nadim Shehadi z Bejrutu, były ekspert londyńskiego think tanku Chatham House. 

Hezbollah przez dziesięciolecia stworzył w Libanie prawdziwe państwo w państwie i stał się cennym frontowym i zbrojnym ugrupowaniem w walce z Izraelem. Nie może więc dziwić, że Teheran uzależnia zawarcie porozumienia z USA, które ma zakończyć wojnę, od zaprzestania niszczycielskich ataków na Hezbollah przez Izrael. 

– Wspieranie ruchu oporu w Libanie jest obowiązkiem nas wszystkich, a usunięcie Izraela z regionu jest osiągalnym celem dla muzułmanów – ogłosił niedawno Esmail Kaani, dowódca formacji Al-Kuds wchodzącej w skład irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. 

Czytaj więcej

Przedstawiciel władz Iranu ujawnia, na jakiej podstawie Teheran zamierza pobierać opłaty za cieśninę Ormuz

Obecnie Iranowi chodzi o usunięcie izraelskiej armii z obszaru południowego Libanu (o powierzchni 600 km2) zajętego przez państwo żydowskie w nadziei, że stosowanie tam taktyki spalonej ziemi pozwoli nie tylko osłabić Hezbollah militarnie, ale i trwale wyeliminować jego polityczne wpływy w Bejrucie. 

Hezbollah w Libanie walczy obecnie o przetrwanie

Dla Izraela walka z Hezbollahem jest zadaniem priorytetowym niemal na równi z dążeniem do pozbawienia Iranu możliwości zbudowania broni jądrowej. Powstrzymaniu Hezbollahu miało służyć zawarte w ubiegłym tygodniu w Waszyngtonie porozumienie libańsko-izraelsko-amerykańskie. Hezbollah je odrzucił i wysłał w ubiegłym tygodniu dwie rakiety na Izrael. 

– Nie ma wątpliwości, że stało się to na rozkaz Teheranu, który chce za wszelką cenę utrzymać swe wpływy w Libanie poprzez włączenie sprawy Hezbollahu do porozumienia z USA – tłumaczy Nadim Shehadi. W jego opinii Hezbollah walczy o przetrwanie w sytuacji, gdy traci poparcie nawet części swej bazy – mniejszości szyickiej w Libanie, która ma już dość wojny rozpoczętej przez Hezbollah. 

– Jest to sytuacja przypominająca nieco wydarzenia sprzed kilku dekad z czasów wojny Izraela z Organizacją Wyzwolenia Palestyny (OWP) pod kierunkiem Jasera Arafata. Wszyscy się od niego odwrócili, gdy zapowiedział, iż Bejrut stanie się drugim Stalingradem w walce Palestyńczyków z Izraelem. Izrael był wprawdzie wrogiem, lecz Libańczycy chcieli zawrzeć z nim pokój. Tak jest i obecnie, lecz miejsce OWP zajął po ewakuacji bojowników Arafata do Tunisu Hezbollah, będący zbrojnym ramieniem Iranu – mówi Shehadi. 

Czytaj więcej

Świat oburza się na Izrael i kupuje od niego broń. „Dowód izraelskiej pomysłowości”

W opinii ekspertów całkowita eliminacja Hezbollahu z libańskiej sceny politycznej jest praktycznie niemożliwa. W końcu nie udało się tego dokonać nawet z Hamasem w Gazie po ponad dwóch latach niesłychanie barbarzyńskiej wojny. Hezbollah jest nadal reprezentantem dużej części ludności szyickiej, stanowiącej połowę libańskich muzułmanów, ma kilkunastu deputowanych w parlamencie i dwóch ministrów w libańskim rządzie.

Hezbollah wszedł na scenę polityczną Libanu i zaczął uczestniczyć w wyborach, gdy dzięki Islamskiej Republice Iranu oraz Syrii Asadów stał się potężną siłą militarną. Dzisiaj jest mocno osłabiony. To efekt działań Izraela po dwukrotnym zaatakowaniu Izraela na polecenie z Teheranu. Pierwszy raz w zeszłym roku, w czasie dwunastodniowej wojny USA i Izraela z Iranem. Po raz drugi na początku marca, po rozpoczęciu nowej wojny przeciw reżimowi ajatollahów przez Amerykanów i Izraelczyków

„Nowa wielka strategia Iranu”. Teheran chce zmienić Bliski Wschód

„Zamiast doprowadzić do upadku Iranu, wojna doprowadziła do nieoczekiwanych zmian. Teheran jest teraz pewien swoich osiągnięć i zdeterminowany, by je utrwalić w kraju i za granicą. Wojna dała początek nowemu Iranowi, który zmieni oblicze Bliskiego Wschodu i wpłynie na geopolitykę na lata” – piszą Narges Bajoghli i Vali Nasr w najnowszym wydaniu „Foreign Affaires” w analizie zatytułowanej „Nowa wielka strategia Iranu. Jak odrodzona Republika Islamska zmieni Bliski Wschód”.

Ich zdaniem Teheran, wychodzący z założenia, że nie przegrał wojny, nie ma zamiaru porzucić swych sojuszników w regionie. Nie chce więc zmienić swych relacji z Hezbollahem, milicjami szyickimi w Iraku czy ruchem Hutich w Jemenie. Ma to być nowa wielka strategia. Zgodnie z nią zarządzanie przez Teheran tzw. osią oporu nie będzie już oparte na „ideologicznym romantyzmie” z czasów odchodzącej Republiki Islamskiej, ale na pewnej „dyscyplinie strategicznej”, którą nowy powojenny Iran oprze na idei nacjonalizmu. Ma to zagwarantować powrót do przedwojennego status quo.

Czytaj więcej

Jerzy Haszczyński: Trzy przyjaciółki z Teheranu

Użycie przez Iran trudnych do eliminacji przez USA czy Izrael tanich systemów uzbrojenia, jak drony czy szybkie łodzie do minowania Zatoki Perskiej, ma mu pomóc w realizacji tego celu. Wcześniej służył do tego rozwój programu atomowego i możliwość wyprodukowania broni jądrowej.

–  W obecnej sytuacji należy się spodziewać wymiany uderzeń pomiędzy Izraelem i Iranem. To może potrwać kilka dni, lecz nie zmienia wiele w ogólnym obrazie i nie zagraża w zasadniczym stopniu negocjacjom pomiędzy Teheranem i Waszyngtonem –  mówi „Rzeczpospolitej” Icchak Klein z prawicowego think tanku Kohelet Policy Forum. Jego zdaniem Izrael pragnie doprowadzić do tego, aby w te negocjacje nie została włączona sprawa Hezbollahu. Nie wiadomo oczywiście, co zrobi Trump, lecz Izrael nie zaprzestanie wojny z Hezbollahem, gdyż najważniejszym zadaniem państwa żydowskiego jest doprowadzenie do sytuacji, w której władze w Bejrucie przestaną być zakładnikami organizacji sterowanej z Teheranu.